Sprytny stróż domu. Kamera zewnętrzna Netatmo Presence – recenzja

Recenzja/Sprzęt 22.07.2019
Sprytny stróż domu. Kamera zewnętrzna Netatmo Presence – recenzja

Sprytny stróż domu. Kamera zewnętrzna Netatmo Presence – recenzja

Nagrywa, świeci, powiadamia, sama rozpoznaje, co pojawiło się na naszej posesji, świetnie wygląda i ma tylko jedną wadę – cenę. Tak w skrócie można opisać zewnętrzną kamerę Netatmo. Ale zdecydowanie warto napisać o niej więcej.

Przejdźmy więc do szczegółów. I powodów, dla których warto wydać 1400 zł na kamerę bezpieczeństwa.

Netatmo Presence – czyli dokładnie co?

Czyli jedna z trzech dostępnych w ofercie Netatmo kamer bezpieczeństwa.

Pierwsza z nich, Welcome, dedykowana jest do zastosowania wewnętrznego. Rozpoznaje nie tylko to, że ktoś pojawił się w jej polu widzenia, ale również to, kto się pojawił. Możemy więc dostać na telefon powiadomienie nie tyle o tym, że ktoś wszedł do domu, ale np. o tym, że do domu weszło nasze dziecko, żona albo mąż.

Druga kamera to wideodomofon zgodny HomeKit, który można umieścić np. na furtce cy przy drzwiach do domu.

Trzecim elementem systemu bezpieczeństwa od Netatmo jest właśnie testowana kamera Presence, która trafiła do mnie jakiś czas temu na testy. W przeciwieństwie do Welcome możemy jej z powodzeniem używać na zewnątrz. W przeciwieństwie natomiast do domofonu, możemy ją zamontować w niemal dowolnym miejscu na dworze.

Zacznijmy od danych technicznych.

Kluczową informacją jest to, że Netatmo Presence jest kamerą o raczej sporych wymiarach, mierząc sobie 50 x 200 x 110 mm. Nie jest to więc przesadnie dyskretna kamera, którą można łatwo ukryć, ale z drugiej strony – nie jest też aż tak oczywista jak niektóre zewnętrze kamery konkurencji. Do tego – choć to oczywiście subiektywna ocena – Presence wygląda na tyle dobrze, że można ją zamontować na dowolnym budynku i nie będzie go szpecić. O standardowych kamerach bezpieczeństwa trudno to powiedzieć.

Częściowo za wymiary kamery Netatmo odpowiada fakt, że wbudowano w nią słusznych rozmiarów reflektor LED (12 W), reagujący na ruch i aktywujący się, kiedy ktoś lub coś pojawi się w monitorowanym obszarze.

Poniżej niego (lub powyżej, ale o tym zaraz) znajduje się obiektyw kamery o kącie widzenia 100 stopni i rozdzielczości 4 megapikseli. Maksymalna rozdzielczość pobieranych materiałów wideo to przy tym 1920×1080. W warunkach nocnych rejestrowane obrazy doświetlane są skutecznie diodami IR (zasięg do 15 m).

Specyfikację uzupełnia gniazdo kart pamięci microSD o pojemności do 32 GB (w zestawie 8 GB) oraz łączność WiFi. Niestety w kwestii połączenia z siecią Netatmo zmusza nas do korzystania z częstotliwości 2,4 GHz – sieci 5 GHz nie są obsługiwane.

Cała kamera jest oczywiście wodo- i pyłoodporna, a do tego wytrzymuje temperatury od -20 do 50 stopni. W aż tak ekstremalnych warunkach nie miała wprawdzie u mnie okazji pracować, ale bez problemu przetrwała chłodną zimę, niedawne upały, a także nie poddała się wielodniowym opadom deszczu. Można więc bezpiecznie założyć, że producent nie pomylił się w swoich obietnicach.

Netatmo Presence – jak to zamontować?

Jeśli w miejscu, w którym chcemy zamontować, mamy już jakieś źródło oświetlenia, cała instalacja będzie absolutnie banalna. Tym bardziej, jeśli lampa zewnętrzna, którą chcemy podmienić na kamerę, jest zamontowana do puszki.

W takim przypadku cała procedura zajmie maksymalnie kilka, może kilkanaście minut i można to zrobić samodzielnie, oczywiście przestrzegając wszystkich zaleceń bezpieczeństwa dotyczących obcowania z prądem (czytaj: odłączmy prąd i zabierajmy się do instalacji).

Jedyne, o co musimy zadbać, to o to, żeby kamera znajdowała się w zasięgu WiFi, a także – oczywiście – o to, żeby obejmowała swoim zasięgiem widzenia obszar, który nas interesuje.

I tutaj mam dwa małe zastrzeżenia. Po pierwsze – o ile nie jestem fanem połączenia kablem z siecią, o tyle w przypadku kamery zewnętrznej zdecydowanie nie byłoby to złe rozwiązanie. Mam sensowny router WiFi, ale Netatmo i tak znajduje się na skraju zasięgu, co powoduje, że sporadycznie (ale jednak) potrafi z tego zasięgu wypaść i zgłosić rozłączenie.

Drugie zastrzeżenie jest jeszcze bardziej prozaiczne. Netatmo Presence nie jest kamerą na wtyczkę, tylko na kabelki, spinane bezpośrednio w puszcze (albo bez puszki). Trudno jest więc wstępnie oszacować, gdzie powinna zostać ulokowana, żeby idealnie monitorować ten obszar, który nas interesuje.

Oczywiście Netatmo daje nam szeroki zestaw regulacji kamery po montażu – możemy ją przestawiać w pionie, w poziomie, a nawet odwrócić cały moduł kamery do góry nogami. Trzeba jednak pamiętać, że po obróceniu kamery, obiektyw pozostaje w dokładnie tym samym miejscu, więc jeśli ustawimy ja zbyt wysoko, zostaje nam tylko zmiana punktu podłączenia.

Tym, czego obawiałem się w przypadku regulacji, był minimalny kąt, na jaki można przytulić Netatmo Presence do ściany. Szczęśliwie jest on dobrany tak, żeby przy 100-stopniowym kącie widzenia dało się złapać malutki kawałek ściany. Czyli dokładnie tak, jak potrzeba.

A co, jeśli nie mamy gotowego punktu elektrycznego do połączenia kamery? W takim przypadku, cóż, musimy go sobie po prostu zrobić lub poprosić kogoś, żeby to zrobił (ja wybrałem tę drugą opcję).

PS. Netatmo Presence nie wymaga do funkcjonowania żadnego abonamentu. Miło.

PS. U mnie – wbrew temu, czego obawiał się montujący kamerę elektryk – nie były potrzebne żadne dodatkowe mocowania czy usztywnienia. Kamera trzyma się bez problemu samej puszki wciśniętej w styropian.

Jak to działa? Czyli Aplikacja Security i HomeKit.

Wybaczcie wygląd okolic domu – stane wtrakcieremontowy.

Po podłączeniu kamery do zasilania i internetu możemy – a właściwie powinniśmy – obsługiwać ją na dwa sposobowy.

Pierwszym, uniwersalnym, jest aplikacja Netatmo Security, dostępna dla Androida i iOS. Drugim jest HomeKit i Siri. Jeśli ktoś jednak ma iPhone’a i cały jego dom działa w oparciu o HomeKit, niech lepiej nie myśli, że może zignorować aplikację od Netatmo. Warto ją mieć co najmniej z kilku powodów.

Podstawowym jest to, że to właśnie z jej poziomu zarządzamy zdecydowaną większością ustawień. W niej decydujemy, kiedy ma się zapalać reflektor, które strefy mają być monitorowane, a które mają być ignorowane, jakie typy wykrytej aktywności mają być nagrywane, jakie ignorowane, a jakie zapisywane z powiadomieniem (i w jakich godzinach chcemy te powiadomienia dostawać). Wybieramy tu też, komu chcemy udostępnić obraz z naszej kamery, jak długo mają być przechowywane nagrania i gdzie – poza kartą microSD – trafiają. Do wyboru mamy albo Dropboksa, albo nasz własny serwer FTP.

Bezpośrednio z Netatmo możemy też przeglądać historię powiadomień i zapisanych filmów, kasować je albo pobierać do pamięci urządzenia.

I wreszcie to tutaj działa rozpoznawanie obiektów, które pojawiły się w polu widzenia kamery. Presence potrafi z całkiem dobrą skutecznością rozpoznać, czy po naszym trawniku albo podjeździe przebiegł właśnie kot, przejechał samochód, czy też przeszedł człowiek. Po co? Jeśli np. mamy radosną gromadkę kotów biegających luzem po ogrodzie, możemy wyłączyć rejestrację i powiadomienia o zwierzętach.

A nawet jeśli tego nie zrobimy, nie musimy przewijać ręcznie całego zapisu wideo z pełnego dnia. Na linii czasu odpowiednio zaznaczone jest, jaki typ obiektu wykryła kamera, dzięki czemu te dane, które nas w danym momencie nie interesują, możemy błyskawicznie zignorować. Dostępna jest też opcja poklatkowego filmu ze wszystkich treści zarejestrowanych w ciągu danego dnia.

Możemy ustawić własne strefy monitorowania. Niestety ich minimalny rozmiar jest dość ograniczony (czytaj: muszą być dość duże), a do tego muszą mieć kształt prostokąta.

Gdyby tego było mało, system rozpoznawania może osobno funkcjonować też dla reflektora. Czyli, przykładowo, jeśli ktoś pojawi się przed domem – reflektor zapala się na pełną moc. Jeśli natomiast przed domem przejdzie kot, reflektor zostanie wyłączony.

To po co tu HomeKit?

Tak, 90 proc. ustawień i funkcji Presence obsługuje się z poziomu aplikacji Netatmo. Ale są elementy, które znajdziemy wyłącznie w HomeKicie.

Po pierwsze aplikacja Security nie daje nam (albo nie umiem tego znaleźć) dostępu do funkcji związanych z geolokalizacją. Przykładowo jestem w stanie z poziomu HomeKita ustawić, żeby otrzymywać powiadomienia z kamery tylko wtedy, kiedy nie ma mnie w domu. W końcu kiedy w nim jestem, szanse na to, że ktoś będzie próbował się do mnie włamać, są raczej niewielkie.

Po drugie – to właśnie z poziomu HomeKita możemy w pełni wykorzystać potencjał zależności pomiędzy poszczególnymi elementami naszego smart domu. Przykładowo w moim przypadku Netatmo Presence spięte jest w HomeKicie z taśmą LED Osram Smart+ Flex Outdoor, zawieszoną wzdłuż podejścia do domu. Taśma ta przez większość nocy świeci z minimalnym natężeniem (15 proc.), natomiast kiedy Presence wykryje ruch, taśma zapala się na 100 proc. na kilka najbliższych minut.

W ten sposób Presence oświetla bezpośrednio wejście do domu, natomiast Osram Smart+ Flex – drogę do tego wejścia.

Takich kombinacji może być zresztą więcej. Nikt nie zabroni nam ustawić HomeKita tak, żeby po wykryciu ruchu na dworze w określonych godzinach lampka w naszym salonie albo domowym biurze zapalała się na czerwono, ostrzegając nas o nieproszonej obecności. Albo żeby czujnik ruchu włączał spryskiwacze na ogrodzie, żeby przegonić intruza – czy to ludzkiego, czy zwierzęcego. Albo żeby przy otwieraniu bramy wjazdowej uruchamiało się oświetlenie w Presence. Co kto woli i/lub co kto ma.

Opcji są pewnie tysiące albo i więcej – wszystko zależy od tego, co przypiszemy jako akcję dla czujnika ruchu z kamery.

PS. Z poziomu Siri można też oczywiście wydawać komendy kamerze Presence (a dokładniej – wbudowanej w nią lampce), ale dopóki Siri nie będzie po polsku, trudno uznać to za wielką zaletę.

PS 2. Netatmo Presence można też obsługiwać z poziomu Bota w Messengerze.

A jak to się spisuje w praktyce?

Dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Jeśli chodzi o rozpoznawanie samego ruchu, to nie mogę mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń. Kamera nie aktywuje się bez sensu np. na ruch drzew (a tych mam trochę na ogródku), nie zasypując karty pamięci zbędnymi nagraniami, a telefonu – fałszywymi alarmami. Jeśli natomiast w zasięgu jej wzroku pojawi się człowiek, zwierzę lub samochód – rozpoznaje go błyskawicznie.

Nie ma przy tym większego znaczenia, czy Presence zobaczy całego człowieka, czy też np. tylko jego nogi – zawsze klasyfikacja przeprowadzana jest prawidłowo. Podobnie jest ze zwierzętami – nagle odkryłem, że mój ogródek z jakiegoś powodu jest trasą nocnych wędrówek mnóstwa kotów. I że raz nie zamknąłem furtki i jakiś obcy pies kręci się po moim terenie (sprawa została szybko rozwiązana). Oczywiście w przypadku zwierząt kamera nie jest nieomylna i potrafi cień w kształcie psa czy kota zakwalifikować jako żywy obiekt, ale taka sytuacja zdarzyła mi się tylko dwa razy i tylko przy okazji innego, prawidłowo wykrytego ruchu.

Niemal równie dobrze jest z samochodami, ale pod jednym warunkiem. Presence musi zobaczyć coś więcej niż samo koło. Początkowo miałem strefy monitorowania ustawione tak, że obejmowały fragment ulicy – na tyle duży, że było widać koła przejeżdżających aut, i na tyle mały, że… nie było widać nic więcej. I z jakiegoś powodu Presence interpretowało felgi z oponami jako ludzi. Jeśli natomiast wjeżdżałem na podjazd, identyfikacja była już bez zarzutu.

Bez zarzutu jest również prędkość przesyłania powiadomień – trafiają na nasz telefon niemal natychmiastowo. Minimalne opóźnienie jest też przy przekierowywaniu informacji do HomeKita i aktywowaniu kolejnych, przypisanych wcześniej akcji.

Co do samych stref monitorowania, to mam jedną uwagę. Owszem, miło, że można podzielić obserwowany teren na strefy uwagi i strefy ignorowane, ale po pierwsze – mają one ograniczony minimalny rozmiar, więc w moim przypadku nie dało się ułożyć ich idealnie tak, jak bym chciał (alb wymagałoby to mnóstwa roboty). Po drugie – muszą mieć zawsze regularną formę prostokąta, co przy szerokim kącie kamery i dowolności montażu czasem mija się z celem.

A jak jest z jakością wideo?

Zdecydowanie bardziej niż satysfakcjonująco, jeśli chodzi o kamerę do zastosowań ochronnych. Bez trudu jestem w stanie na podstawie materiału wideo stwierdzić nie tylko to, kto wszedł na mój teren, ale nawet rozpoznać, jaki kot przelazł przez mój płot. I to nie tylko w dzień, ale i również w nocy.

Nie ma co jednak oczekiwać kinowej jakości, szczególnie w tym drugim przypadku. Trochę tak jak z kamerkami do rejestracji jazdy – nie traktujemy ich jako alternatywy dla GoPro. Mają spełniać konkretną funkcję. I Netatmo Presence jak najbardziej ją spełnia, niezależnie od warunków pogodowych.

Czy warto?

Biorąc pod uwagę cenę na poziomie 1250-1400 zł – trudne pytanie. A właściwie trudna jest odpowiedź, bo jest ich kilka.

TAK – kiedy nasz cały smart dom opiera się na HomeKicie. Nasz wybór ogranicza się wtedy bowiem właściwie tylko do Netatmo Presence i Logitech Circle 2. Tak, ten drugi produkt jest wyraźnie tańszy (ok. 880 zł w Apple Store), a do tego jest mniejszy i ma szersze pole widzenia (180 stopni). Z drugiej strony jest – przynajmniej dla mnie – po prostu brzydki, wymaga subskrypcji, jeśli chcemy mieć dłuższy niż 24 godziny dostęp do naszych materiałów, nie ma dodatkowego oświetlania (tylko diody IR) i nie rozpoznaje obiektów, co odrobinę utrudnia przeglądanie zarejestrowanych filmów.

MOŻLIWE – jeśli podobają się wam wszystkie funkcje Netatmo Presence, jej wygląd, macie przynajmniej część domu opartą na HomeKicie, a do tego cena nie zwala was z nóg. Ba, nawet jeśli korzystanie np. z Fibaro, to kamera Netatmo może znaleźć w waszym smart domu zastosowanie (choć nie jest to raczej plug&play).

NIESPECJALNIE – jeśli szukacie po prostu czegoś, co pozwoli wam od czasu do czasu zerknąć na to, co dzieje się przed domem, i nie widzicie powodu, żeby płacić ponad 1200 zł za kamerę, która będzie sobie wisieć na ścianie. Tanią kamerę IP (do spięcia np. z Fibaro) Full HD (np. od Yi) kupicie za mniej niż 400 zł. Trochę trudniej ją zainstalować, nie rozpozna obiektów, które pojawiają się na waszym terenie, nie oświetli ścieżki czy podjazdu, ale wykryje ruch i zarejestruje, co trzeba. Czyli absolutnie podstawowe funkcje zostaną spełnione.

Gdybym miał jednak w tym momencie kupować kamerę zewnętrzną, prawdopodobnie przebolałbym jakoś cenę Presence i poszedł do sklepu właśnie po nią. Początkowo wprawdzie byłem przekonany, że rozpoznawanie obiektów jest tylko dodatkowym gadżetem. Kiedy jednak sprawdziłem na osi czasu, ile mam zbędnych materiałów z losowymi kotami, doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie zwariowałbym, gdybym przy zwykłej kamerze dostawał powiadomienia za każdym razem, kiedy taki kot przebiegnie przez podwórko. W Presence ten problem likwiduje się, przełączając jedną prostą opcję. To samo z oświetleniem podjazdu – nie chcę, żeby w środku nocy reflektor robił dyskotekę, bo przebiegają koty czy inne jeżę. I znów – mogę to wyłączyć w opcjach.

Tak samo nie potrafiłbym już chyba zrezygnować z dodatkowego oświetlenia (nie mam już ochoty dalej pruć ściany na kolejną lampkę) i integracji z HomeKitem. Niby ten prosty układ z taśmą LED, który stworzyłem, to tylko drobne udogodnienie, ale kiedy człowiek się do niego przyzwyczai, trudno już z niego zrezygnować…

(Ale przed zakupem zrobię sobie może do końca elewację i ścieżkę do domu)

Na plus:

  • wygląd (subiektywne)
  • banalny montaż bez dodatkowych narzędzi i wiercenia (o ile mamy puszkę)
  • wbudowany solidny reflektor
  • sprawdzona (przeze mnie) odporność na warunki zewnętrzne
  • banalna konfiguracja
  • bogate opcje konfiguracji (ale mogłoby być ich jeszcze wiecej)
  • współpraca z HomeKitem
  • współpraca nie tylko z HomeKitem
  • bardzo dobra aplikacja
  • sprawne (w większości przypadków) wykrywanie obiektów
  • oś czasu z wyraźnym wyróżnieniem wykrytych obiektów
  • możliwość ustawienia stref monitorowania
  • nie wymaga abonamentu
  • współpraca z Dropboksem i własnym FTP
  • karta pamięci w zestawie

Na minus:

  • cena
  • spore rozmiary
  • obsługa sieci WiFi tylko 2,4 GHz
  • strefy monitorowania mogłyby mieć większą dowolność kształtu i rozmiaru

Dołącz do dyskusji