Mój najlepszy zakup rowerowy tego sezonu. Nawigacja Garmin Edge Explore – recenzja

Recenzja/Sprzęt 23.07.2019
Mój najlepszy zakup rowerowy tego sezonu. Nawigacja Garmin Edge Explore – recenzja

Mój najlepszy zakup rowerowy tego sezonu. Nawigacja Garmin Edge Explore – recenzja

Ok, najlepszym zakupem rowerowym była lemondka (i była pięć razy tańsza od Garmina), ale do jej zakupu doprowadziła bezpośrednio właśnie nawigacja Garmin Edge Explore.

Ale żeby nie było samego zachwytu, na początku lista mniejszych i większych przewinień Explore. I tego, co mnie po prostu w nim irytuje.

Po co to się włącza przy ładowaniu?

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Tak, drobnostka. Tak, irytuje za każdym razem. O co chodzi?

Po podłączeniu do zasilania Garmin Edge Explore ZAWSZE postanawia się uruchomić. ZAWSZE. Oznacza to, że muszę odczekać dłuższą chwilę – nie jest to demon prędkości – aż uruchomi się w pełni i będę mógł go wyłączyć. Czyli zamiast na jakiś czas przed jazdą po prostu podłączyć go do kabla i spokojnie odejść, muszę stać i czekać. Inaczej, owszem, będzie się ładował, ale jednocześnie będzie się rozładowywał, chociażby szukając GPS.

Jaki to ma sens? Nie mam bladego pojęcia. Może w połączeniu z garminowskim powerbankiem mocowanym do uchwytu rowerowego miałoby to ręce i nogi. Ale tutaj – zdecydowanie nie.

12 godzin bez ładowania? Tak, ale nie liczcie na tyle zawsze

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Według oficjalnej specyfikacji Edge Explore jest w stanie wytrzymać w trybie zapisu jazdy do 12 godzin. I tak, jest to prawda, ale przy założeniu, że ograniczamy się wyłącznie do zapisu jazdy, zmniejszymy maksymalnie intensywność podświetlenia, a do tego odłączymy od nawigacji smartfon i nie będziemy podłączać żadnych akcesoriów.

Jeśli natomiast postanowimy intensywnie korzystać z nawigacji, podłączyć czujnik tętna (Bluetooth/ANT+) i planujemy dłuższy wyjazd, to lepiej weźmy ze sobą powerbank, żeby podładować Edge Explore.

W przypadku większości moich dłuższych przejazdów akumulator w nawigacji Garmina starczał na około 5 godzin jazdy, przy podłączonym telefonie, czujniku tętna, radarze i aktywnym prowadzeniu i przeliczaniu trasy, a także podświetleniu ustawionym na minimum. Przy moich niewybitnych prędkościach udawało mi się więc przejechać 100 czy 120 km bez większego problemu z akumulatorem, ale 170 km pod koniec składało się głównie z przystanków na ładowanie nawigacji.

I tutaj kolejna wada – Edge Explore nie ma żadnej opcji szybkiego ładowania, co pozwalałoby choć trochę rozwiązać ten problem. Jeśli więc chcemy jeździć na naprawdę długie dystanse, lepiej od razu zapoznać się z ceną dedykowanego serii Edge powerbanka (abstrakcyjna, ale to chyba jedyne wygodne rozwiazanie), albo zerknijmy w kierunku Edge 530 (maksymalnie 20 godzin rejestracji) czy też 830 (również 20 godzin).

Woooooolnoooo

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Na szczęście w większości przypadków Edge Explore jest satysfakcjonująco szybki. Nie smartfonowo szybki, ale na tyle sprawny, żeby przebijając się przez menu, mapy czy inne elementy interfejsu, nie zacząć się irytować. Jest jednak jedno miejsce, gdzie Explore jest po prostu mułem i inaczej nazwać go nie sposób.

Tym miejscem jest funkcja wyznaczania losowej trasy na bazie zadanych przez nas parametrów (dystans, kierunek), a także tzw. mapy popularności Garmina. Rozwiązanie samo w sobie jest świetne i korzystam z niego namiętnie, kiedy tylko wychodzę na rower i nie mam pomysłu, gdzie pojechać.

Problem w tym, że wyliczenie każdej z trzech proponowanych tras zajmuje wieki. Wyobraźcie sobie taką sytuację: wychodzimy na rower, jesteśmy już w pełni przygotowani, rower jest uzbrojony, gotowy do jazdy, wystarczy tylko zakręcić pedałami. Prosimy Garmina, żeby wskazał nam, gdzie jechać, niech to będzie lekkie 50 km. I czekamy.

Czekamy.

Czekamy.

Czekamy.

Czekamy.

Czekamy.

Dzień zmienia się w noc.

Czekamy.

Czekamy.

Czekamy.

Lato zmienia się w jesień.

Czekamy.

Czekamy.

Garmin: Przygotowałem dla ciebie pierwszą proponowaną trasę.

Przy czym i tak nie możesz jej zobaczyć, bo żeby ją podejrzeć, muszą załadować się wszystkie trzy.

O dziwo podobnego problemy nie ma przy przeliczaniu tras na bieżąco – to zadanie realizowane jest błyskawicznie.

PS Podobno w Edge 530 i 830 znacząco przyspieszono kalkulację tych tras.

Nie waż się wrzucać za długich kursów

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Kursów, czyli po garminowemu – zapisów tras, którymi chcemy podążać. I jasne – w przypadku standardowych albo nieco dłuższych tras (tak do 200 km), wczytywanie kursów działa w porządku (choć i tak powinno być szybsze), ale…

… pewnego dnia odkryłem nagle, że przez Wrocław biegnie cudowna trasa rowerowa R9. Nie czekając za długo, zdecydowałem się pobrać jej zapis z sieci i zgrać do nawigacji rowerowej. Cała trasa R9 to ok. 1800 km – nie chciało mi się jej dzielić na odcinki, bo nigdy nie jestem pewien, w którą stronę i jak daleko zajadę, więc przechowywanie jej w jednym kawałku miało dla mnie sporo sensu.

I to był błąd. To był koszmarny błąd. Mógłbym w tym miejscu powtórzyć wcześniejszą zabawę z „Czekamy”, ale to było zabawne tylko raz. Natomiast zrzucenie całej R9 do Edge Explore (ok, ostrzegał, że ta trasa jest dla niego trochę zbyt długa), już zabawne nie było.

Najpierw odczekałem chwilę pod domem, żeby zaczęło się przeliczanie. Potem zdecydowałem się ruszyć, licząc na to, że przeliczanie skończy się za chwilę. Pół godziny później dalej trwało wczytywanie, połączone z prawie permanentnym zawieszeniem się urządzenia. Ostatecznie coś tam się załadowało i jakoś nawet działało, ale…

No właśnie – ale. Mamy 2019 r. Rozumiem, że routowanie trasy rowerowej może być dość skomplikowane. Że wyliczenie każdego zakrętu może potrwać. Ale dowolna aplikacja na moim telefonie wczytuje tę trasę w kilkanaście sekund. Dowolna aplikacja od nawigacji w kilka sekund wyznaczy mi trasę z Wrocławia na koniec świata.

Nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia dla tego, że Edge Explore nie radzi sobie z wczytaniem pliku o rozmiarze 2 MB. Nie ma i koniec.

Brak wysokościomierza i innych drobnostek

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Cały czas nie jestem pewien, czy wysokościomierz (inny niż bazujący na GPS – taki jest w Edge Explore) jest faktycznie takim kosztownym podzespołem, czy to tylko zabieg marketingowy. Niemniej jednak – w Explore po prostu go brak.

Brak też – ale to z kolei oczywiste – jakichkolwiek funkcji treningowych. To nie do końca komputer rowerowy jak 1030 czy 530. To nawigacja, która przypadkiem pozwoli nam monitorować też tętno i kadencję, ale np. bez mocy czy bez jakichkolwiek treningów strukturalnych. Na segmenty Stravy czy Garmina również nie liczcie (chociaż są w podsumowaniu w Garmin Connect). I to mi nie przeszkadza.

Przeszkadza mi natomiast trochę fakt, że Edge Explore jest tak nie-sportowy, że nie dokłada swojej cegiełki do monitorowanego w Garmin Connect poziomu obciążenia treningowego. Mając Forerunnera 945 i chcąc monitorować ten aspekt, muszę więc jeździć i z nawigacją Explore, i z 945 na ręce, żeby uzyskać pełny obraz. Szkoda, że nie można na ten czas zmienić Explore w większy ekran do 945…

Ale to już drobnostki, które pewnie niespecjalnie poruszą tych, którzy planują zakup Explore’a.

A teraz przejdźmy do dobrych rzeczy, bo tych jest zdecydowanie więcej

Albo przynajmniej są o wiele ważniejsze. Kolejność – losowa.

Rozmiar, rozmiar, rozmiar

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Początkowo nie byłem pewien, czy dobrze robię, kupując Edge Explore. W końcu wcześniej jeździłem z telefonem z ekranem o przekątnej 6,5″ i kosmicznej rozdzielczości, a przesiadam się na 3-cale i 240 na 400 pikseli.

Błyskawicznie jednak doceniłem ultra kompaktowe wymiary Edge (105 x 55 x 22 mm). Nie rozprasza podczas jazdy, nie zajmuje zbyt wiele miejsca w transporcie, nie przeszkadza, a do tego… mieści się niemal wszędzie podczas montażu na rowerze i można go umieścić idealnie tak, jak chcemy. Przykładowo teraz mam go zamontowanego na lemondce – wielkiego telefonu bym tak nie zamontował.

Ba, teraz to już w ogóle nie miałbym gdzie zamontować telefonu, więc trafia on w pokrowcu do plecaka i zapominam o nim całkowicie na czas jazdy. Ok, nie do końca, bo Explore wyświetla mi wszystkie powiadomienia z niego na swoim ekranie.

Ekran, ekran, ekran

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Paradoksalnie to było największą wadą jazdy z telefonem (poza akumulatorem). Wielki i piękny ekran nie zda się na nic, jeśli nic na nim nie widać w pełnym słońcu.

W przypadku Edge Explore tego problemu nie ma. Bardzo wygodny w obsłudze, kolorowy wyświetlacz (dotykowy, przycisków brak, poza najbardziej podstawowymi) jest imponująco czytelny nawet w najtrudniejszych warunkach oświetleniowych. I to nawet… bez włączania podświetlenia na więcej niż 10-20 proc. Tak, z uwagi na niezbyt wybitny akumulator właśnie takie oszczędne podświetlenie mam włączone na stałe. I prawie nigdy nie żałuję, że nie ustawiłem go wyżej.

Ok – kiedy wjeżdżam w zacienione obszary, ekran staje się trochę zbyt ciemny, ale da się to przeżyć.

Nawigacja

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Czyli to, dla czego kupiłem Edge Explore. I kiedy ktoś zapyta mnie, czy kupiłbym go dzisiaj, po przejechaniu z nim ok. 2000 km, odpowiedziałbym – tak, zdecydowanie tak.

Nawigacja – wykorzystująca preinstalowane mapy (można wgrać swoje, jest w sumie 16 GB pamięci) – spisuje się w większości przypadków po prostu świetnie. Mapy prezentowane są w sposób czytelny, informacje o nadchodzących manewrach są z odpowiednim wyprzedzeniem (z dodatkowym ostrzeżeniem dźwiękowym), a ustawienia unikania (np. dróg gruntowych czy głównych dróg) działają prawidłowo. Nie zdarzyło mi się jeszcze ani razu, żeby Edge Explore poprowadził mnie tak, że nie byłem w stanie przejechać daną trasą albo… nie chciałbym tego zrobić.

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Pochwały dotyczą przy tym każdego z trybów nawigacji. Czy to nawigacji do wskazanego punktu lub adresu (można to robić w trakcie jazdy, z poziomu urządzenia), czy przy wyznaczaniu trasy z poziomu aplikacji, czy przy automatycznym generowaniu pętli, czy przy wyznaczaniu trasy powrotnej, czy przy podążaniu zgodnie ze zgranymi do urządzenia kursami.

W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z prawdziwą nawigacją zakręt po zakręcie, z nazwami ulic, komunikatami przy manewrach i nawet bonusowymi ostrzeżeniami o ostrych zakrętach.

Może i zabrzmi to banalnie i mocno reklamowo, ale przed zakupem Edge Explore nie jeździłem zbyt dużo. Po jego zakupie i odkryciu nawigacji, która sama zajmuje się prowadzeniem mnie do celu, a ja mam tylko machać nogami, nagle jazda na rowerze stała się jedną z moich ulubionych aktywności.

Wyznaczanie trasy, wyznaczanie pętli

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Wspomniałem już o tym wcześniej, ale zasługuje to zdecydowanie na dodatkowe wyróżnienie – również dlatego, że wiele osób pytało o tę funkcję.

Tak, Edge Explore potrafi wyznaczyć trasę do dowolnego punktu albo adresu na mapie, ewentualnie do jednego z wielu POI. Działa to identycznie jak w nawigacji samochodowej, czyli wprowadzamy adres, klikamy i już – mamy wytyczoną trasę z uwzględnieniem naszych preferencji trasowych, po której zostaniemy doprowadzeni zakręt po zakręcie do celu.

Początkowo myślałem, że nie będę z tej funkcji korzystał zbyt często, bo ekran jest zbyt mały do przeglądania mapy z ciekawości. Z czasem jednak zacząłem coraz częściej jeździć na zasadzie „dojadę znaną trasą do punktu A, a punkt B wybiorę z pobliskich metodą chybił trafił”. Ewentualnie „jadę przed siebie 30 km, a potem losuję, co dalej”. I Edge Explore spisuje się w takim zastosowaniu świetnie, choć niestety udało mi się znaleźć kilka luk w jego danych – przykładowo okołomilicka miejscowość Nowy Zamek jest chyba dla map Garmina zbyt Nowa i po prostu jej nie ma. Cóż – nie wszystko znajdziemy na wszystkich mapach.

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Wyznaczanie pętli z kolei działa dokładnie tak, jak opisałem wcześniej – zadajemy dystans i ewentualnie kierunek, dostajemy trzy propozycje, wybieramy jedną z nich i jazda – cieszymy się wycieczką, bez zastanawiania się, czy skręcić tutaj w prawo, w lewo, a może pojechać prosto.

Uwielbiam i regularnie korzystam, nawet jeśli nie zawsze wszystkie trzy propozycje są atrakcyjne.

Ps. Oczywiście w każdym trybie wyliczania trasy można wybrać, jakim rowerem się poruszamy, co zmieni sposób wyznaczania przejazdu (np. rower szosowy, etc.). Szkoda tylko, że trzeba to zmieniać w ustawieniach, a nie np. na ekranie wyznaczania trasy. Edge Explore nie ma też różnych profili jazdy, więc jeśli macie rower górski i szosowy – będziecie musieli się naklikać.

Pola danych

Tak, własne ekrany do pełnej konfiguracji są tylko dwa (czyli mniej niż w lepszych modelach), ale do rekreacyjnej jazdy w zupełności to wystarczy.

Tym bardziej, że możemy na tych ekranach umieścić niemal dowolne parametry – od banałów, takich jak aktualna prędkość, aż po godzinę wschodu czy zachodu słońca.

Można wgrywać własne mapy

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Domyślnie Explore przychodzi do nas z mapami dla naszego regionu, ale to żaden problem, jeśli wybieramy się gdziekolwiek indziej. Wystarczy pobrać np. mapy OSM, zgrać je do pamięci i odpowiednio aktywować w ustawieniach.

Co tracimy? Głównie mapę popularności Garmina i związane z tym opcje wyznaczania tras. Ale to chyba niewiele w zamian za możliwość korzystania z nawigacji bez dodatkowych opłat.

Wykrywanie wypadków

Zasada działania jest prosta – jeśli akcelerometr w urządzeniu wykryje bardzo, bardzo gwałtowne hamowanie (i po nim pewnie zatrzymanie), to wyśle do zdefiniowanych wcześniej kontaktów informację o tym, że coś mogło nam się stać i warto to sprawdzić.

Przetestowałem (szczęśliwie tylko laboratoryjnie) i działa to jak najbardziej prawidłowo, z opcją anulowania z poziomu ekranu, jeśli alarm jest fałszywy. Życzyłbym sobie tylko, żebym nigdy nie musiał z tej funkcji korzystać w faktycznej potrzebie.

Cena (i podsumowanie)

Garmin Edge Explore - recenzja. Dobra nawigacja GPS na rower

Ok, Edge Explore nie jest tani, bo kosztuje w tym momencie ok. 1100 zł. To jednak mniej niż Edge 520 Plus (brak ekranu dotykowego, brak wyznaczania tras z poziomu urządzenia), Edge 530 (podobne ograniczenia, jeszcze wyższa cena), o 830 czy 1030 nie wspominając.

Ba, Edge 1030, którego testowałem ok. rok temu, kosztuje dokładnie tyle samo, ile… dwa Explore’y. Jednocześnie – jeśli ktoś szuka głównie nawigacji i przeżyje krótsze trasy albo powerbank w plecaku – zdecydowanie lepiej te dodatkowe 1100 zł zainwestować w rower czy coś innego. Miałem 1030, korzystałem z niego intensywnie, a po przesiadce na Explore’a nie czuję większej różnicy. Oczywiście w odniesieniu do moich potrzeb, a te w wydaniu rowerowym są raczej mało sportowe (póki co).

Przy okazji takiej typowo nawigacyjnej konkurencji dla Edge Explore nie ma zbyt dużo. Jest Mio w kilku odmianach, ale tam z kolei – przynajmniej w testowanym modelu – zupełnie nie przemawiał do mnie standardowy ekran. Można też nawigować na telefonie, ale to z kolei ma szereg innych wad,

Z drugiej strony, jeśli ktoś szuka chociażby podstawowych funkcji treningowych, to w Edge Explore ich nie znajdzie. To nawigacja rowerowa, okrojona jak tylko się da ze wszystkich dodatków poza tymi skupionymi na prowadzeniu z punktu A do punktu B.

Mnie to jak najbardziej odpowiada. Ale jeśli ktoś np. lubi pościgać się na segmentach albo korzysta z pomiaru mocy – lepiej niech nie idzie do sklepu po Explore’a.

Dołącz do dyskusji