Życie z iPhone’em wieje nudą

Felieton/Sprzęt 24.07.2019
Życie z iPhone’em wieje nudą

Życie z iPhone’em wieje nudą

Połtora roku temu temu przesiadłem się z Windowsa na iMaca. Ponad rok temu nabyłem iPada i jestem oczarowany. Stuknął mi też roczek z iPhone’em. I choć jestem zachwycony, to czasem jednak oglądam się za siebie.

Gdy mój iPad (2017) przestał mi wystarczać, zamieniłem go na nowego iPada Air. Gdy iPhone 7 zaczął płatać figle, to wymieniłem go na iPhone’a XR. Z jednej strony cieszę się, że wybór miałem łatwy. No bo na co można zamienić dzisiaj starego iPada? Tylko na nowego iPada. Ewentualnie na wersję Pro. Podobnie ze starym iPhone’em 7. Wchodziła w grę wymiana na X, XR lub XS.

Z jednej strony sprzęt Apple’a to sprawdzona jakość i znane portfolio produktów. Kilka smartfonów, kilka tabletów, kilka laptopów i kilka komputerów – to sprawia, że zakup nowego sprzętu nie jest trudny i użytkownik, który nie zamierza wychylać się poza ekosystem, szybko znajdzie odpowiednie urządzenie. Jest to jakaś zaleta.

Z drugiej strony mały wybór ogranicza. Nie można poszaleć. Nie można wybrać czegoś innego. MacBooka Pro wymieniasz na nowego MacBooka Pro. iMaca na iMaca 5K. iPhone’a X na iPhone’a Xcośtam. iPada na iPada. I tak dalej.

Największym szaleństwem, na jakie może sobie pozwolić apple’owiec jest próba zastąpienia MacBooka jakimś nowym iPadem, do którego można podłączyć klawiaturę. Swoją drogą taki zestaw nie jest głupi. Sam iPada 2017 zamieniłem na iPada Air ze Smart Keyboard. I tak pracuję mobilnie. Ale to byłoby tyle, jeśli chodzi o wariactwo w świecie Apple’a.

iPhone wieje nudą

Tak wyglądał stary iPhone:

Tak wygląda nowy tani iPhone:

iPhone XR opinie

Tak wygląda nowy drogi iPhone:

Tak będzie wyglądał kolejny iPhone:

iphone xi, iphone 11

Szału nie ma.

Apple jedzie na sprawdzonym formacie i odcina kupony od tego, co już wypracował. Z biznesowego punktu widzenia złe to nie jest. Apple potrafi przez kilka lat sprzedawać MacBooka Air w tej samej obudowie. Potrafi sprzedawać też iPada Pro, a jak mu się znudzi (czytaj sprzedaż siądzie), to wypuści nowego Pro, a starego przemianuje na iPada Air i po delikatnej zmianie podzespołów będzie dalej sprzedawał. Najlepszym przykładem na stagnację w ofercie Apple jest chyba jednak iPad mini, który zadebiutował w 2012 r., do dzisiaj doczekał się 4 odświeżonych wersji, ale każda wygląda niemal identycznie jak oryginał.

iPhone 6, 6s, 7 i 8. Też wyglądały tak samo. Z jednej strony sprawdzona forma i wiadomo, czego klient może się spodziewać. A z drugiej… wieje nudą.

Tymczasem konkurencja…

Gdy patrzę na takiego BlackBerry Key2, to przed oczami mam model BlackBerry Passport. Intrygujący, zaskakujący, nietuzinkowy i wyjątkowy smartfon, który krzyczał: „patrz na mnie”. Ten smartfon mówił: „można inaczej”. Niestety Passport nie miał Androida i nie miał szans.

BlackBery Key2 doskonale leży w dłoni.

Key2 ma Androida, ale BlackBerry nie ma już tej pozycji, co kiedyś. Niemniej smartfon z klawiaturą QWERTY kusi. To coś innego. To nie jest kolejna odpowiedź na iPhone’a. To pokazanie, że smartfon może wyglądać i działać w nieco odmienny sposób. Takie rzeczy kuszą mojego wewnętrznego geeka.

Idźmy dalej.

Samsung Galaxy Note. Pierwszy Note pokazał, że nie istnieje coś takiego, jak za duży smartfon. Ekran może być tak duży, jaki użytkownik zdoła unieść. Wraz z Note’em wrócił – wtedy raczej obciachowy – rysik.

samsung galaxy note 9 - recenzja, test, opinia

Steve Jobs wmówił nam, że rysiki są złe. Przekonał, że jeśli producent sięga po rysik, to znaczy, że zrobił smartfona w nieudolny sposób. Note pokazał, że to guzik prawda. Rysik nie musi być obciachowy. Rysik może być smart. Może być przydatny. Rysik mnie kusi.

Graczem nie jestem. Raczej niedzielnym. A w zasadzie to iPadowym. Patrząc jednak na nowego Asusa ROG2, do którego można doczepić kontrolery, wentylator i zamienić go w coś, czemu bliżej do Nintendo Switcha niż iPhone’a, czuję podekscytowanie. Chciałbym. Chciałbym spróbować. Chciałbym zaszaleć.

Czy to samolot? Czy to rekin? Nie, to Oppo Reno 10x Zoom. Ma ekran od krawędzi do krawędzi. A krawędzie ma wąskie. Kamera? Schowana w płetwie rekina. Wyjeżdża wtedy, gdy jej potrzebujemy. A gdy wyjeżdża, to robi wrażenie. Znowu ta sama myśl: „można inaczej”. Znowu jestem kuszony.

Drukarka zdjęć. Kamera 360 stopni. Gamepad do wygodnego grania. Przenośny projektor. Powerbank. Przenośny głośnik. Kamera Hasselblad. Nie, nie wymieniłem 7 różnych urządzeń. Wymieniłem to, czym może być smartfon Motorola Moto Z dzięki akcesoriom Moto Mods. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie intryguje mnie takie podejście do smartfona.

No i oczywiście Samsung Galaxy Fold i Huawei Mate X. Nie wiem, czy składane smartfony mają sens. Nie wiem, czy warto na nie wydawać 10 tys. zł, bo na tyle je wyceniono. Ale wiem, że jest to powiew świeżości, na który czekaliśmy dobre 5 a może i 10 lat. Game changer. Totalne wywrócenie stołu, na którym naśladowcy iPhone’a rozgrywali przydługą i nudną partię szachów. Jestem pod wrażeniem.

I wtedy wyciągam z kieszeni iPhone’a XR. Patrzę na niego. Patrzę na leżącego obok iPhone’a XS. Patrzę na wycieknięte fotki kolejnego iPhone’a. Mimowolnie ziewam.

Bardzo zadowolony. Ekstremalnie znudzony. Tak czuję się dzisiaj jako użytkownik sprzętu Apple’a.

Dołącz do dyskusji