50 lat temu Ziemianie wylądowali na Księżycu. Niektórzy nadal w to nie wierzą

Artykuł/Nauka 19.07.2019
50 lat temu Ziemianie wylądowali na Księżycu. Niektórzy nadal w to nie wierzą

50 lat temu Ziemianie wylądowali na Księżycu. Niektórzy nadal w to nie wierzą

Mija 50 lat od pierwszego udanego załogowego lądowania na Księżycu. Ta podróż Ziemian jest do dziś inspiracją dla filmowców, powieściopisarzy oraz dla młodych ludzi chcących zająć się nauką.

My również pisaliśmy o tym wydarzeniu wielokrotnie. Tym bardziej, że mimo upływu lat, wciąż na nowo możemy je świętować, na przykład bawiąc się jedną z interaktywnych stron odtwarzających nagrania z tamtych czasów.

Jedna z nich to First Men On The Moon, przedstawiająca linię czasu wydarzeń w formie podobnej do Twittera. Inna to Apollo 11 Real-Time Mission Experience, która pozwala nam wcielić się w dowolnego z astronautów lub członków ekipy naziemnej. Ta druga strona wyjątkowo przypadła mi do gustu – są w niej nie tylko nagrania dźwiękowe, ale i filmowe, idealnie zsynchronizowane z wydarzeniami. W każdej chwili możemy zmienić punkt widzenia i kanał, całość pozostaje w synchronizacji.

Tego typu interaktywne prezentacje można było stworzyć między innymi dzięki udostępnionym przez NASA nagraniom i fotografiom, które odzyskano z różnych dziwnych środków zapisu, typu 30-ścieżkowa taśma magnetyczna, do której pozostał jedynie jeden działający czytnik. Pamiętajmy, to już 50 lat! Dziś trudno nam znaleźć magnetofon do odtworzenia kasety lub stację dyskietek do odczytania tej trzyipółcalowej floppy znalezionej w szufladzie…

Wiem, nie wierzycie

Koncepcja sfałszowania tej misji dla mnie jest fascynująca, bo podważa to co uważaliśmy za historyczność – czasy tak niedawne w dobie, w której możemy wybrać sobie dowolny „bąbelek informacyjny“ mogą być równocześnie doskonale udokumentowane i – zdaniem niektórych – doskonale sfałszowane.

Żeby wierzyć w teorie spiskowe trzeba mieć odpowiedni, jak mówią anglojęzyczni, mindset – czyli odpowiednią mentalność. Jak pokazują badania, gdy wierzymy w jedną z nich – łatwiej uwierzymy też w każdą kolejną. Dlatego „spiskowcom“ i „racjonalistom“ tak trudno się dogadać.

Mimo to rozmach teorii „fałszywego lądowania“ jest ogromny – w przygotowania do misji przecież zaangażowane było nawet 400 tysięcy ludzi na przestrzeni dekady. Ludzi, których trzeba wciąż uciszać, opłacać, mordować na zlecenie, jeśli nie chcą milczeć. Śmiem twierdzić, że koszty takiego przedsięwzięcia przekroczyłyby koszty wysłania już ludzi na ten Księżyc dla świętego spokoju. Do tego sowiecki wywiad, żywo przecież zainteresowany zdemaskowaniem oszustwa Jankesów, nic nie zauważył! Koronkowa robota.

Skąd się wzięli anty-Apollowcy?

Najstarszym znanym mi medium w którym publicznie zanegowano załogowe loty misji Apollo, była książka Billa Kaysinga We Never Went to the Moon: America’s Thirty Billion Dollar Swindle. Napisana w 1974 roku, a wydana własnym sumptem w 1976 roku, rozpoczęła dyskusję na temat rzekomego sfałszowania lotów. Kaysing nie miał wiedzy ani wykształcenia technicznego, ale pracował w wewnętrznym wydawnictwie firmy produkującej silniki rakietowe, co dodawało mu w oczach jego czytelników wiarygodności.

Temat wkrótce po wydaniu książki podjęło stowarzyszenie płaskoziemców. Stowarzyszenie Płaskiej Ziemi (Flat Earth Society) oskarżyło NASA o potężną mistyfikację medialną. Czego w opublikowanym w ich wewnętrznym biuletynie tekście nie było! Sponsorem całego przedsięwzięcia miał być Disney, scenariusz miał napisać słynny pisarz Arthur C. Clarke, a reżyserem rzekomo było Stanley Kubrick. Tak, te wszystkie do dziś powtarzane bzdury były wymyślone nawet nie przez Kaysinga, ale przez jego popleczników ze Stowarzyszenia Płaskiej Ziemi! To właśnie stamtąd pochodzi wiele z dzisiejszych „argumentów”. Dla przykładu: w jednym z filmów Kubricka ktoś ma koszulkę z rakietą – przypadek? Nie, to dowód!

Jeśli chodzi o argumenty w dyskusji na ten temat, nie możemy zapomnieć o najważniejszej dziś instytucji naukowej dostarczającej dowody na ten temat. Tak, mam na myśli prestiżowy Uniwersytet Jutjub. To właśnie tam znajdują się liczne filmy na ten temat, które wklejacie w komentarzach z dopiskiem „autorowi radzę najpierw się douczyć, a potem pisać“. Do dziś najpopularniejszym z nich jest film z 2001 roku A Funny Thing Happened on the Way to the Moon. Autorem tego dokumentu jest Bart Sibrel, znany zapewne wielu z was, z tego, że publicznie oberwał w twarz od Buzza Aldrina za nazwanie go kłamcą, tchórzem i złodziejem.

Film przypomina inne „spiskowe dokumenty“ typu Loose Change. Przedstawia wyselekcjonowane fragmenty, dobrane do tezy, z odpowiednim, interpretującym komentarzem.

Dla przykładu, dowodem na fałszerstwo i rzekome nagranie całego lądowania w studiu na Ziemi ma być fakt, że ktoś mówi do kierownika misji w NASA „talk” (mów), przypominając mu że mikrofony są włączone i można odezwać się do załogi Apollo. Oczywiście, ma to być dowód na to, że ktoś manipulował i wyreżyserował rozmowy z załogą. A wy co byście powiedzieli, chcąc zachęcić kogoś do odezwania się przez mikrofon?

Innym przytoczonym przykładem, na rzekome fałszerstwo ma być film przedstawiający astronautów w mniejszej od ziemskiej, księżycowej, grawitacji. Ma być sfałszowany bo… po przyspieszeniu go, wygląda jakby byli na Ziemi. To oczywiste niezrozumienie czym jest przyspieszenie grawitacyjne (pro tip: przyspieszenie po przyspieszeniu jest przyspieszone).

Przez rozrywkę do wiedzy

Słuchanie spiskowych teoretyków dostarcza rozrywki i zachęca do myślenia. Nie bójmy się z nimi dyskutować, ale nie miejmy też nadziei, że ich przekonamy. Prawdopodobnie nie jest to w ogóle możliwe – a tak naprawdę trochę im zazdroszczę o wiele ciekawszego i ekscytującego niż rzeczywisty świata w którym żyją.

Ale po przejrzeniu każdego filmu z żółtymi napisami na YouTube, spójrzmy na jedną ze stron upamiętniających misję Apollo 11. Może my też uznamy, że żyjemy w niezłym, ciekawym świecie, w którym jeszcze wiele jest do zdobycia i odkrycia. 50-lecie lądowania, które obchodzić będziemy 20 lipca, może być do tego dobrą okazją.

Dołącz do dyskusji

Advertisement