iPadOS i Zaloguj z Apple to nowości na miarę iPhone’a czy MacBooka Air

iPadOS i Zaloguj z Apple to nowości na miarę iPhone’a czy MacBooka Air

iPadOS i Zaloguj z Apple to nowości na miarę iPhone’a czy MacBooka Air

Osoby spoza grona entuzjastów Apple’a mogą odnieść nie bez powodu wrażenie, że u producenta iPhone’ów nastąpiła pewna stagnacja. Tymczasem co najmniej dwa razy podczas oglądania transmisji z WWDC 2019 w myślach biłem brawo.

iPhone? E tam. Rozumiem subiektywnie postrzegane zalety, ale konkurencja w telefonach komórkowych wydaje się coraz bardziej oddalać od Apple’a. Komputery Mac? Znaczna część kolegów i koleżanek ze Spider’s Web przeklnie mnie teraz dwa pokolenia wstecz i trzy naprzód za to co napiszę, ale nie widzę ani jednego powodu do przesiadki z mojego Matebooka z Windowsem. Apple, dla cebulaków z winzgrozą i andrutem staje się coraz bardziej rozczarowujący. I ma też obiektywnie coraz mniejszy wpływ na rynek, coraz mniej konkurentów inspiruje się pracą inżynierów z Cupertino.

Ci konkurenci powinni się obudzić. Apple wytoczył bardzo ciężkie działa nie tylko przeciwko Microsoftowi i Google’owi, ale również i gigantom pokroju Facebooka. Pozwólcie, że wskażę wam dwie rzeczy z WWDC 2019, które potencjalnie mogą mieć na wpływ równie ogromny wpływ, co – nie boję się tego napisać – iPhone czy MacBook Air.

Zacznijmy od bardzo ważnej, ale mniej ekscytującej nowości. Zaloguj z Apple.

Facebook i Google nie zawsze były złe, a przynajmniej dobrze to kryły. Początkowo obie firmy, działając wyjątkowo niewinnie, oferowały świetne i lekkie usługi, których aż chciało się używać. Na pewno należałem do grona zadowolonych, dlatego też chętnie tworzyłem konta w innych usługach za pomogą usług Zaloguj z Google czy Facebook Connect. Byłem głupi.

Google i Facebook okazały się firmami gotowymi naginać zasady prawa i etyki do granic możliwości, by wyłudzić od nas jak najwięcej danych. Tak, by reklamodawcy byli zadowoleni. Są przy tym tak w tym skuteczni, że Facebook rzekomo wpłynął na wyniki wyborów w Stanach Zjednoczonych. Apple to coś innego.

To bowiem firma, która w wyjątkowy sposób dba o bezpieczeństwo i prywatność swoich użytkowników. Miała drobne wpadeczki, ale nie mają one większego znaczenia. Apple (i Microsoft) to firmy, które świadomie traktują cybersecurity jako produkt i atut. Apple’owi się ufa. Logowanie z Apple ID (i Kontem Microsoft) to czynność rozsądna, bo operator usługi nie ma żadnego interesu w inwigilowaniu użytkowników.

Co więcej, w przeciwieństwie do Microsoftu, Apple cieszy się wysokim zaangażowaniem ze strony użytkowników indywidualnych. I w przeciwieństwie do obcego Konta Microsoft, logowanie za pomocą konta Apple ID może się przyjąć wśród użytkowników. Przecież to Apple, a nie zapominajmy, że każde stworzone w ten sposób konto to ogromna strata dla Google’a i Facebooka. Zwłaszcza że mechanizm nie będzie ograniczony tylko do systemów Apple’a, będzie można go implementować nawet w aplikacjach webowych. To może być początek zupełnie nowego trendu w internetowym biznesie, niezmiernie dla internautów korzystnego.

OK, to teraz czas na mięsko. A iPadOS pokazuje wizję, w której nie ma miejsca dla superlekkich netbooków i ultrabooków.

Żaden komputer z Windowsem, Chrome OS-em czy macOS-em nie oferuje tak bliskiej doskonałości kultury pracy, co iPad. Tablet Apple’a ma niesamowicie (jak na urządzenie tak smukłe) wydajne podzespoły, a mimo tego jest bezgłośny, chłodzony pasywnie. Urządzenie w trybie uśpienia niemal nie zużywa energii, a nawet gdy jest aktywne pozwala na kilkanaście godzin pracy – mimo pięknego wyświetlacza w dużej rozdzielczości. Błyskawicznie idzie spać i się wybudza. Bardzo trudno je programowo zepsuć.

Problemem jest wywodzący się z iPhone’a software, pierwotnie w kontekście iPada projektowany wyłącznie pod konsumpcję treści. Tyle że z wersji na wersję iOS dla iPada stawał się coraz wygodniejszy również do zastosowań związanych z produktywnością. A teraz Apple przestał się już wygłupiać i sforkował iOS-a dla iPada, tworząc iPadOS. Przyjrzycie się nie tylko liczbie, ale i istocie zmian względem poprzedniej wersji.

Znacznie wygodniejszy i bardziej pecetowy menadżer plików, obsługa sieciowych folderów i współdzielonych w iCloudzie, obsługa zewnętrznej pamięci masowej dowolnego rodzaju, wbudowany archiwizator plików, przejście Safari na desktopową wersję z menadżerem pobierania, widżety na pulpicie, wielokrotne instancje tej samej aplikacji… właściwie, to brakuje już tylko obsługi gładzika i sprawniejszego interfejsu do wielozadaniowości (na przykład aplikacje w oknach na większym monitorze, choć… macOS, niczym Windows 8, pozwoli na to tabletowym aplikacjom). iPad OS-owi bardzo niewiele już brakuje, a w wielu aspektach przegania konkurencję o ogromne odległości.

Urządzenie z iPadOS z klawiaturą, gładzikiem i układem Apple A… i tylko wybrane aplikacje będą trzymać większość przy Windowsie czy Androidzie.

Tak, wiem. Final Cut, Visual Studio czy xCode, AutoCAD i cała reszta na iPadzie to cień tego, co można robić na desktopie. Oczywiście, iPadOS jest tak niemiło zamknięty, że nie ma szans na pozyskiwanie oprogramowania z innych źródeł niż App Store. Oczywiście, liczba urządzeń peryferyjnych obsługiwanych przez iPada jest niezmiennie śmiesznie mała. Moi mili entuzjaści i poweruserzy: ja to wszystko wiem. Ale zastanówcie się przez chwilę.

Które urządzenie lepiej nadaje się do typowej (nie zaawansowanej, a typowej szkolnej, domowej czy biurowej) pracy, przy założeniu, że doczekaliśmy się już obsługi gładzika. Czy potęga i elastyczność Windowsa 10 są wam potrzebne przy większości zadań, jakie wykonujecie w Office 365, Dokumentach Google? Do czego właściwie potrzebny wam jest macOS, skoro narzędziem pracy twojego biura jest Dynamics? A może i tak pracujesz na aplikacjach webowych? iPad OS nie pozycjonuje się na pewno na rywala ThinkPada czy Precisiona.

Pokonuje jednak każdego ultralekkiego laptopa pod względem jakości i kultury pracy. I to o tyle długości, że jak w końcu nadrobi ostatnie desktopowe braki, konkurencja będzie miała przekichane z uwagi na liczbę technicznych zaległości do nadrobienia. A nie zapominajmy, tak na marginesie, o postępach nad konteneryzacją i strumieniowaniem aplikacji z chmury. Już niedługo, na życzenie, będziemy mogli na niemal dowolnym urządzeniu (chyba że Apple to sztucznie zablokuje) otwierać na dowolnym urządzeniu aplikacje z Windowsa czy systemów linuksowych.

A to wszystko w urządzeniu klasy premium w cenie około dwóch tysięcy złotych. Konkurencjo, masz przekichane.

Dołącz do dyskusji