Watch Dogs: Legion odda graczom w ręce setki bohaterów, a każdy przemówi własnym głosem. Ubisoft wyjaśnia, jak to możliwe

Artykuł/Gry 11.06.2019
Watch Dogs: Legion odda graczom w ręce setki bohaterów, a każdy przemówi własnym głosem. Ubisoft wyjaśnia, jak to możliwe

Watch Dogs: Legion odda graczom w ręce setki bohaterów, a każdy przemówi własnym głosem. Ubisoft wyjaśnia, jak to możliwe

Watch Dogs: Legion odpowie na pytanie, co mogłoby się stać, gdyby Brexit doszedł do skutku, a Londyn stał się stolicą opresyjnego państwa. To jednak nie jedyny motyw, który wyróżnia nową grę Ubisoftu. W grze zabraknie bowiem głównego protagonisty. Będzie ich co najmniej kilkuset, a każdy ma przemawiać własnym głosem.

Już pierwsze plotki na temat Watch Dogs: Legion mnie zmartwiły. No bo jak to tak – gra akcji bez głównego bohatera? Tak jednak czułem, że to na tyle zwariowany koncept, że w doniesieniach musi być ziarno prawdy. Potwierdziły się one podczas konferencji Ubisoftu zorganizowanej w trakcie E3 2019. Deweloperzy, zamiast zrobić zachowawczy sequel, postanowili poeksperymentować.

Tak jakby nie słyszeli nigdy o zasadzie: „jak działa, to nie rusz”.

Watch_Dogs 2 okazało się fenomenalną kontynuacją chłodno przyjętej i nie do końca udanej gry wideo. Twórcy sequela Watch Dogs porzucili bowiem pompatyczną otoczkę na rzecz zabawy formą. To już nie była historia o zemście, w której ponury bohater walczy ze sztampową, złowrogą i jednowymiarową korporacją.

watch dogs legion 1

Śledząc kolejne zabawne perypetie Marcusa Hollowaya w Watch_Dogs 2, bawiłem się świetnie. Liczyłem na to, że skoro twórcom udało się już raz uchwycić formułę gry o hakerach w mieście przyszłości, to niedługo otrzymam solidne zakończenie trylogii. Liczyłem na jeszcze więcej tego samego.

Zamiast tego Watch Dogs: Legion wywraca do góry nogami status quo.

Mechanika poruszania się oraz hakowania systemów miejskich pozostaje z grubsza na swoim miejscu, ale zmieniło się niemal wszystko inne. Już pal licho wycieczkę poza Stany Zjednoczone – postbrexitowy Londyn to super pomysł – ale nowa odsłona serii nie będzie mieć… głównego bohatera.

Zamiast tego gracze będą mogli wcielić się w niemal dowolnego mieszkańca Londynu. Każdy napotkany NPC to potencjalny rekrut DedSec. Taki nowy członek organizacji, jeśli uda się go pozyskać, może brać udział w kolejnych misjach. Każdy może mieć unikalne umiejętności, ale każdy może zostać również zastąpiony.

Watch Dogs: Legion wykorzystuje mechanikę o nazwie permadeath.

To ciekawy motyw: każda z postaci kontrolowanych przez gracza może zginąć. Takiej śmierci, nawet jeśli nastąpi w wyniku chwili nieuwagi, nie da się cofnąć. Jedyną drogą naprzód jest wysłanie w teren kolejnego agenta. Niewykluczone, że gracze będą wylewać z tego powodu przy Watch Dogs: Legion morze łez.

Po obejrzeniu zwiastuna zapaliła się jednak w mojej głowie lampka ostrzegawcza. Czy to wszystko nie oznacza przypadkiem rezygnacji z angażującej fabuły na rzecz powtarzalnych, generowanych automatycznie misji? Wcale się nie zdziwię, jeśli Watch Dogs: Legion okaże się piaskownicą bez duszy.

Ubisoft stracił u mnie kredyt zaufania już w zeszłym roku za sprawą Assassin’s Creed: Odyssey.

Assassin’s Creed: Origins nie było grą idealną, ale czerpało wiele elementów mechaniki z m.in. Wiedźmina 3. Kolejna odsłona stanęła na tych samych fundamentach, ale skupiono się w niej na innych aspektach. Historia i immersja zeszły na drugi plan, a na front wysunęła się mechanika. I to taka pozbawiona dekoracji.

watch dogs legion 1

Co z tego, że Assassin’s Creed: Odyssey ugina się od zawartości, a ja po 100 godzinach nie jestem nawet w połowie fabuły, skoro większość misji pobocznych to generowane automatycznie nudy? Takie klepane na jedno kopyto, podczas gdy wątek główny nie porywa? Obawiam się, że to samo czeka nowe Watch Dogs.

A ja naprawdę wolę krótsze gry, którym bliżej do filmów.

Ubisoft zdaje się iść w zupełnie innym kierunku i możliwe, że tego właśnie oczekują gracze – tony powtarzalnej zawartości. Sam wolałbym klasyczny sequel z nowym bohaterem, którego losy mógłbym śledzić i w ograniczonym stopniu na nie wpływać. Nie skreślam jednak Watch Dogs: Legion na starcie.

Ubisoft mógł w prosty sposób rozwiązać problem, jaki sprawia oddanie w ręce gracza dziesiątek, jeśli nie setek różnych postaci. Wystarczyło sprawić, że są oni niemi i porozumiewają się ze sobą i ze światem za pośrednictwem komunikatorów albo SMS-ów. To byłoby jednak za proste.

Deweloperzy się wysilili i zatrudnili blisko dwa tuziny aktorów do nagrania tych samych ścieżek dialogowych.

Oczywiście nawet tak wiele nagrań kwestii bohaterów to ciągle za mało, by dać graczom do dyspozycji niemal wszystkich mieszkańców Londynu, który różniliby się między sobą nie tylko wyglądem i charakterem, ale również głosem. Pracownicy firmy wpadli jednak na pomysł, jak rozwiązać problem powtarzalności.

Audio z nagrań będzie komputerowo modulowane. Dzięki temu powstało kilkaset unikalnych głosów postaci. To już powinno wystarczyć, by stworzyć przekonującą iluzję świata, w którym każdy NPC może stać się członkiem drużyny. Do tego dochodzi cała siatka zależności, w tym np. więzy rodzinne.

Naprawdę chciałbym, aby to się udało.

Rozum podpowiada, że Watch Dogs: Legion to będzie nudnawa, powtarzalna piaskownica. Serce chce jednak wierzyć, że nagranie tylu różnych głosów nie pójdzie na marne i Ubisoft dokona niemożliwe: połączy de facto proceduralnie generowaną rozgrywkę i wciągającą opowieść.

Oczywiście otwartym pozostaje pytanie, jak możliwość zmiany aktorów w filmach przerywnikowych wpłynie na opowiadaną historię. Siłą rzeczy różne charaktery – od babci ex-agentki, przez młodego miłośnika dronów, po zahartowanego bywalca pubów – przez trzeba będzie wtłoczyć w dość sztywne ramy.

O tym, czy to się twórcom udało, przekonamy się jednak dopiero w przyszłym roku, bo premiera Watch Dogs: Legion zaplanowana została na 6 marca 2020 roku. Gra dostępna będzie na platformach PC, PlayStation 4, Xbox One oraz Stadia. Najpewniej będzie też częścią abonamentu Uplay Plus.

Dołącz do dyskusji