Internet zrobił nam z mózgów sieczkę. Tryb czytania w przeglądarce może pomóc odzyskać skupienie

Artykuł/Technologie 19.06.2019
Internet zrobił nam z mózgów sieczkę. Tryb czytania w przeglądarce może pomóc odzyskać skupienie

Internet zrobił nam z mózgów sieczkę. Tryb czytania w przeglądarce może pomóc odzyskać skupienie

Tryb czytania oferuje w zasadzie każda przeglądarka na urządzenia mobilne, a na desktopie Safari, Edge czy Firefox ułatwiają skupienie się na treści od dawna. Niebawem do tego grona dołączy Google Chrome.

„Reader mode” to jedno z najbardziej przydatnych narzędzi ułatwiających skupienie w Internecie. Zamiast strony obładowanej banerami, grafikami, zachęcającej do klikania w kolejne treści, mamy czysty, pozbawiony ozdobników tekst.

Taki tekst łatwiej jest przeczytać, a do tego wycina on ze stron reklamy, które mogłyby nas nagle zaskoczyć podczas lektury.

Jeśli chodzi o przeglądarki desktopowe, jedna z nich do tej pory nie oferowała trybu czytania, o dziwo – ta największa. Na szczęście to się zmienia. I choć tryb czytania w Google Chrome nie jest jeszcze oficjalnie dostępny, już teraz można go włączyć, zarówno w przeglądarce na Windowsa 10, jak i na Macu oraz Linuksie.

Tryb czytania w Google Chrome – jak włączyć?

Przede wszystkim, konieczna jest aktualizacja przeglądarki do wersji 75. Jeśli jeszcze takowej nie posiadasz, sprawdź, czy przypadkiem od dłuższego czasu w prawym górnym rogu nie widnieje zielona strzałka, informująca o oczekującej aktualizacji.

Krok drugi to uruchomienie trybu czytania w sekcji eksperymentalnej. W tym celu musimy wpisać w przeglądarce adres chrome://flags/ i z listy eksperymentalnych funkcji wybrać „enable reading mode”. Zmieniamy opcję „disabled” na „enabled” i restartujemy przeglądarkę. Można też skorzystać z polecenia: chrome://flags/#enable-reader-mode

Po włączeniu funkcji możemy mieć problem z jej odnalezieniem. Wynika to z pokracznego (przynajmniej w tym momencie) tłumaczenia jej na język polski. Opcja w języku angielskim nazywa się „distill page”, natomiast w języku polskim póki co widnieje jako „zbadaj stronę”. A to polecenie kojarzymy z wglądem w kod danej strony internetowej, nie zaś z trybem czytania.

Tryb czytania Google Chrome

Gdy jednak klikniemy w „zbadaj stronę”, dana strona internetowa zostanie odarta z wszelkich ozdobników.

Tak wygląda przykładowa strona internetowa przed włączeniem trybu czytania w Google Chrome:

Tryb czytania Google Chrome

A tak wygląda tekst w trybie czytania. Zero bajerów, sama treść.

Tryb czytania Google Chrome

Alternatywa dla trybu czytania w przeglądarce.

Jeśli mam być szczery, to z trybów czytania w przeglądarkach nie korzystam w ogóle, bo ma on tendencję do wycinania także tych przydatnych ozdobników, na przykład dedykowanych bloczków cytatów. Tekst w trybie czytania bywa też tak po ludzku brzydki i odpychający.

Z tego względu zamiast z trybów czytania od lat korzystam z aplikacji Pocket i rozszerzeń w przeglądarce. Jeśli napotykam na długi artykuł, który chcę przeczytać w skupieniu (lub po prostu zapisać go na później), dodaję go do Pocketa.

Potem wystarczy przejść do aplikacji webowej (która, swoją drogą, doczekała się pięknego odświeżenia), wybrać artykuł i cieszyć się treścią, która wygląda tak:

Tryb czytania Google Chrome

Pocket zostawia tylko te ozdobniki, które wpływają pozytywnie na odbiór tekstu. Pozwala też zmienić styl oraz krój pisma, czego nie można zrobić w trybie czytania w Google Chrome.

Oprócz tego Pocket ma jedną zaletę, której nie mają tryby czytania w przeglądarkach: to dedykowane środowisko do czytania w skupieniu. Prędzej klikniemy w kolejny artykuł, który zapisaliśmy sobie do przeczytania na później, niż zginiemy w niekończącej się serii przeklików między 9gagiem, Facebookiem, Twitterem i YouTube’em.

Tracimy zdolność skupienia. Tryby czytania to nasz podstawowy oręż, by ją odzyskać.

Już w 2011 r. Nicholas Carr w swojej książce „Płytki umysł” ostrzegał, iż Internet ma zgubny wpływ na neuroplastykę naszego mózgu. Media głównego nurtu były jednak zbyt zajęte ostrzeganiem świata przed zgubnym wpływem gier komputerowych na umysły nastolatków (co, jak dowiodły badania, okazało się kompletną bzdurą), zamiast ostrzegać ludzi, iż regularne korzystanie z Internetu praktycznie wyeliminuje ich zdolność długotrwałej koncentracji (co, jak dowiodły badania, jest przerażającym, smutnym faktem).

Internet sprzyja rozpraszaniu uwagi. Pobieżnemu skanowaniu tekstów, zamiast czytaniu ich dokładnie. Pozornie produktywnej wielozadaniowości, przez którą koniec końców nic nie udaje nam się zrobić. Założę się, że czytając ten krótki artykuł co najmniej pięć razy poczuliście pokusę, by otworzyć nową kartę w przeglądarce, sprawdzić Facebooka albo przejść od razu do sekcji komentarzy. I nie mogę mieć do was pretensji – wszyscy to robimy, bo tak działa na nas Internet.

Tryb czytania nie przywróci z miejsca zdolności skupienia, ale zawsze to jednak coś. A w walce o odzyskanie umiejętności długotrwałej koncentracji przyda się każdy oręż.

Dołącz do dyskusji