Tani Nikon może stać się faktem. Nadchodzi młodszy brat Nikona Z6

Artykuł/Foto 17.06.2019
Tani Nikon może stać się faktem. Nadchodzi młodszy brat Nikona Z6

Tani Nikon może stać się faktem. Nadchodzi młodszy brat Nikona Z6

Jeżeli rok 2018 był w fotografii rokiem pełnej klatki, to 2019 ma szansę zostać rokiem taniej pełnej klatki. Nikon ma pokazać młodszego brata modelu Z6, w cenie poniżej 1 tys. dol.

W ubiegłym roku Nikon dołączył do ofensywy nowoczesnych bezlusterkowych aparatów wyposażony w duże, pełnoklatkowe matryce. Japoński producent pokazał dwie takie konstrukcje, czyli Nikona Z6 nastawionego na entuzjastów fotografii, a także Nikona Z7 dla bardziej wymagających osób. Pierwszy z nich kosztuje ok. 8,8 tys. zł (1800 dol.), a drugi ok. 14 tys. zł (3400 dol.).

Dużo? Dla (pół)profesjonalisty – nie. Z kolei dla entuzjasty fotografii taka kwota nadal jest raczej zaporowa, tym bardziej, że to przecie dopiero początek wydatków, bowiem trzeba jeszcze zadbać o obiektywy. Nie brakuje osób, które kupują aparaty za 3 czy 4 tys. zł, ale poziom 8–9 tys. zł to półka typowo zawodowa, zwłaszcza w Polsce.

Jak wobec tego przekonać zwykłego Smitha, Mullera, czy (zwłaszcza!) Kowalskiego do zakupu pełnej klatki? Trzeba obniżyć jej cenę. To właśnie chce zrobić Nikon.

Nikon Z7 Nikon Z6 pierwsze wrażenia

Jak donosi serwis Nikkei, Nikon ma zamiar wprowadzić jeszcze w tym roku nowy aparat bezlusterkowy. Miałby to być młodszy brat Nikona Z6, wyceniony na mniej więcej połowę ceny Z-szóstki. Oznaczałoby to próg cenowy ok. 900 dol., czyli ok. 4,4 tys. zł za nowy korpus. To mniej, niż kosztuje chociażby iPhone XS.

Taki ruch ma bardzo dużo sensu. Analogiczne zagranie zaprezentował już Canon pokazując EOS-a RP, młodszego brata EOS-a R. Ich ceny to odpowiednio 6 tys. i 10 tys. zł. Nikon byłby więc nieco tańszy.

Tania pełna klatka nie musi być oksymoronem.

W 2019 roku można kupić aparat pełnoklatkowy w naprawdę dobrej cenie. Nawet bohater dzisiejszego tekstu, firma Nikon, ma już takie aparaty w ofercie, tyle że są to lustrzanki. Najtańszą pełnoklatkową lustrzanką jest obecnie Nikon D610 sprzedawany za ok. 4500 zł.

W tej cenie można też znaleźć Sony A7 II, jak i pierwszego Canona EOS 6D. Jeżeli zdecydujemy się na używane aparaty, będziemy mogli kupić pełną klatkę dosłownie za 2,5 tys. zł. W tej cenie jest też pierwszy Sony A7, który nadal można jeszcze kupić jako nowość.

To wszystko oznacza, że obecnie można kupić aparat pełnoklatkowy za naprawdę dobrą cenę. Tylko czy pełna klatka za 2–4 tys. zł może być dobrym aparatem?

Wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez określenie „dobry aparat”. Najtańsze pełne klatki cały czas wyróżniają się w absolutnie kluczowej kwestii dla aparatu, czyli jakości zdjęć. Z jasnymi obiektywami oferują piękną plastykę obrazka, jednocześnie zapewniając dobrą jakość na wysokich czułościach ISO.

Tanie pełne klatki będą jednak wolne. Przeważnie nie oferują ani dobrego autofocusu, ani przesadnie dobrej szybkości działania. Nie mają też wielu nowoczesnych rozwiązań, takich jak np. dotykowy ekran, czy łączność bezprzewodowa. Wszystko zależy więc od priorytetów. W moim typie fotografii jakość obrazka stawiam ponad wszystko, dlatego jestem wielkim zwolennikiem aparatów pełnoklatkowych.

Jeżeli jakość pełnej klatki można mieć w rozsądnej cenie, to taki kierunek rozwoju rynku bardzo mi odpowiada.

Dołącz do dyskusji