Ta zmiana w aplikacji ma przekonać nieprzekonanych. Spotify stawia na podcasty

Artykuł/Technologie 13.06.2019
Ta zmiana w aplikacji ma przekonać nieprzekonanych. Spotify stawia na podcasty

Ta zmiana w aplikacji ma przekonać nieprzekonanych. Spotify stawia na podcasty

Zmiany, zmiany, zmiany. Spotify właśnie odświeża wygląd swojej biblioteki w aplikacjach mobilnych i nie byłoby w tym nic wartego uwagi, gdyby nie fakt, czego konkretnie ta zmiana dotyczy.

A dotyczy ona nie tylko prostego poprzesuwania elementów UI, by łatwiej było się odnaleźć w gąszczu polubionych artystów, zapisanych albumów i utworzonych playlist.

Otóż Spotify, po raz pierwszy, odkąd audycje głosowe zagościły w usłudze, wysuwa podcasty na bardzo widoczne miejsce.

Czas przestać ignorować podcasty, skoro nawet Spotify robi dla nich specjalne miejsce.

Gdy największy serwis streamingowy świata wysuwa podcasty na miejsce równe z muzyką, wiedz, że coś się dzieje.

Podcasty na świecie (i w Polsce) rosną w astronomicznym tempie. Łączna liczba audycji przekroczyła już 700 tys., co przekłada się na ponad 29 mln odcinków w ponad 100 językach. Skalę audycji głosowych doskonale ilustruje specjalna infografika, przygotowana przez serwis Music Oompph:

Podcasty - statystyka

Wzrost popularności podcastów jest ciekawy nie tylko z perspektywy zachowania odbiorców, ale też z perspektywy tworzenia treści i zarabiania na niej.

Podcast to czasochłonne medium

Tekst, który teraz czytacie, napisałem w niespełna godzinę, wliczając w to czas na przygotowanie go do publikacji. Nagranie podobnej jakości i długości podcastu, uwzględniając tylko podstawową obróbkę dźwięku i opublikowanie go na wiodących platformach, zajęłoby mi co najmniej trzy, może cztery razy dłużej.

A co dopiero z podcastami, które wymagają znacznie większego zaangażowania? Audycje trwające nierzadko po dwie godziny to prawdziwe monstra, jeśli chodzi o ich montaż i obróbkę, nawet taką podstawową. Można śmiało liczyć, że na stworzenie jednego odcinka takiego podcastu jego twórca poświęca cały dzień roboczy.

Potem nie mniejsze zaangażowanie musi wykazać słuchacz. Pomimo tego, że podcastów słuchamy niejako „przy okazji”, jadąc autem, myjąc naczynia, etc., ich konsumpcja wymaga od odbiorcy znacznie większego nakładu czasu. Przeskanowanie wzrokiem artykułu na stronie to kwestia minut. Tymczasem aby posłuchać podcastu, trzeba poświęcić nierzadko godzinę lub więcej. Z perspektywy gnającego na złamanie karku internetu, takie zaangażowanie jest niespotykane w żadnym innym cyfrowym medium.

Ma to też odbicie w potencjale biznesowym podcastów.

Ze względu na ich nietypową specyfikę, słuchają ich ludzie przede wszystkim w przedziale demograficznym od 25 do 44 roku życia, a – co widać na załączonej wyżej infografice – ich roczny dochód w większości plasuje się w klasie średniej.

Nie mamy co prawda podobnej statystyki na polskim rynku, bo ten jest jeszcze odrobinę zbyt młody, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że u nas sytuacja wygląda podobnie. Osoby poniżej 18-go roku życia najchętniej oglądają wideo, co jasno pokazują statystyki oglądalności na YouTubie. Osoby powyżej 50-go roku życia nadal w większości są przywiązane do treści pisanej, choć i u nich treści słuchane zyskują ogromną popularność, bo to przecież swoisty renesans radia.

Ze wszystkich powyższych powodów słuchacze podcastów mogą być znacznie bardziej łakomym kąskiem dla reklamodawców niż widzowie kanałów na YouTubie czy czytelnicy portali internetowych. Mówiąc po ludzku, mają oni po prostu grubsze portfele i choć podcasty nie generują (na razie) zasięgów jakkolwiek zbliżonych do YouTube’a czy treści pisanych, tak ich odbiorcy mogą sobie po prostu na więcej pozwolić. I może się okazać, że pobrany 1000 razy podcast wygeneruje lepszą konwersję sprzedażową niż obejrzane 100 tys. razy wideo.

Spotify goni lidera.

O ile Spotify w ujęciu globalnym wygrywa ze wszystkimi rywalami jako serwis muzyczny, tak jako serwis dla podcasterów nadal dostaje łupnia od pierwotnego hegemona tej branży – Apple’a. To Apple ze swoim iTunesem (śpij spokojnie, aniołku) umożliwił pierwszą falę podcastowej rewolucji w Stanach Zjednoczonych i na świecie, i do dziś pozostaje największym i najbardziej liczącym się repozytorium audycji, z którym równać się dotąd mógł tylko Stitcher.

Spotify w ostatnich miesiącach poczynił wiele kroków, by pokazać światu, że traktuje podcasty poważnie i rzuca rękawicę Apple’owi. Nie tylko wprowadził zmiany w interfejsie, ale też zainwestował we własne studia produkcyjne, co z pewnością niebawem zaowocuje autorskimi audycjami, niedostępnymi nigdzie indziej. Od niedawna Spotify oferuje też zintegrowaną platformę dla twórców, którzy w jednym miejscu mogą zarządzać całym swoim portfolio.

Dla słuchaczy również jest to idealna sytuacja, zwłaszcza tych, którzy nie posiadają sprzętów z nadgryzionym jabłkiem. Sam do niedawna konsumowałem podcasty wyłącznie w niezależnej aplikacji Pocket Casts, ale teraz, kiedy wszystkie audycje, jakie śledzę, trafiły do Spotify, a Spotify tak ładnie wyeksponował podcasty, w zasadzie… nie mam powodu, by dalej korzystać z odrębnej aplikacji. Wszystko, czego słucham – muzykę i podcasty – mam w jednym miejscu.

Zmiana interfejsu w Spotify bez dwóch zdań ma przekonać nieprzekonanych.

Nowa zakładka podcasty jest tak prominentnie umiejscowiona w UI, iż nie będę zdziwiony, jeśli po aktualizacji tysiące ludzi zajrzą tam, by sprawdzić „co to w ogóle są te podcasty”. Wcześniej podcasty były zakopane głęboko w bibliotece, a choć mówi się o nich ostatnio bardzo dużo, to wiele osób – szczególnie w Polsce i innych nieanglojęzycznych krajach – wciąż mogło o nich nie słyszeć. Spotify bez wątpienia chcę to zmienić.

Zdecydowanie warto dać się przekonać.

Tak jak przez lata na polskiej scenie podcasterskiej hulał wiatr, a swoje programy robiła garstka zapaleńców, słuchanych przez garstkę słuchaczy, tak teraz naprawdę jest w czym wybierać. Nie jest już tak, że mamy „Więcej niż oszczędzanie pieniędzy”, „Małą wielką firmę” a potem długo, długo nic. Pojawiły się rewelacyjne audycje, jak choćby „Imponderabilia” Karola Paciorka, znakomite „Kryminatorium” czy podcast dla miłośników fotografii „Niezłe aparaty”. Swoje podcasty przygotowują stacje radiowe, a formaty, które do niedawna były dostępne tylko w formie wideo (np. „7 metrów pod ziemią” czy „Polimaty”) również dostały drugie życie w formacie audio.

Ustawicznie tworzą się też nowe audycje pomniejszych twórców, które są niemniej wartościowe od gigantów polskiej sceny internetowej. Wymienię tu choćby podcast Moniki Kotlarek („Psycholog Pisze”) czy Agnieszki Skupieńskiej („To się opłaca!”), fantastycznie słucha się też podcastowej wersji Magazynu Pismo (choć dzięki pięknej szacie graficznej jeszcze lepiej się czyta).

Jest więc w czym wybierać, jest czego słuchać. I mam nadzieję, że zmiana interfejsu Spotify przyczyni się do jeszcze większego wzrostu popularności tego formatu w polskim internecie.

Dołącz do dyskusji