Telewizor napędzany magią. Samsung QLED Q90R – recenzja

Recenzja/RTV 07.06.2019
Telewizor napędzany magią. Samsung QLED Q90R – recenzja

Telewizor napędzany magią. Samsung QLED Q90R – recenzja

QLED to marka, która powinna zasłużenie od dawna kojarzyć się z licznymi dobrymi pomysłami. W tym roku Samsung przeszedł jednak samego siebie. Niemal rozwiązał problem, który dotyczy prawie każdego z nas.

QLED to jedna z najsilniejszych marek na rynku telewizorów, i to całkiem zasłużenie. Co roku telewizory ze sztandarowej linii Samsunga imponowały świetnymi osiągami i ciekawymi pomysłami, zwiększającymi przyjemność i wygodę korzystania z telewizora. Problem w tym, że mają licznych rywali korzystających z technologii, która moim i wielu ekspertów zdaniem jest tak po prostu lepsza.

Co roku mam duży problem z rekomendowaniem telewizorów QLED. Bo tak, ich oprogramowanie jest w zasadzie bliskie doskonałości. Parametry pracy w większości kategorii przyćmiewają konkurencję stosującą matryce LCD. Produkty te to dzieła sztuki zmyślnej inżynierii. A potem przypominam sobie o konkurencji stosującej matryce OLED i mina mi rzednie.

QLED-y Samsunga oferują niezwykłą jasność i znakomite odwzorowanie ruchu (a także resztę parametrów na bardzo wysokim poziomie). Jednym z kluczowych parametrów obrazu jest jednak kontrast, a telewizory OLED mają i będą mieć go na poziomie dla telewizorów LCD nieosiągalnym. Zdecydowanie w ostatecznym rozrachunku, przynajmniej w mojej ocenie, obraz lepiej wypada na niemal każdych OLED-ach. A przecież QLED-y tanie nie są.

W tym roku jednak Samsung sięgnął po magię sztucznej inteligencji. Z rezultatami absolutnie zaskakującymi.

Tegoroczne QLED-y nie tylko zostały pod względem technicznym jeszcze bardziej wyśrubowane – jest jaśniej, wyraźniej i w zasadzie pod każdym względem lepiej – ale na dodatek wyposażone zostały w układy Quantum 4K, które wykorzystując algorytmy sztucznej inteligencji mają za zadanie zrekonstruować brakujące elementy obrazu niskiej jakości – na przykład w rozdzielczości niższej niż natywna lub poddanego stratnej kompresji. Myślałem, że to marketingowa bzdura. I przekonałem się, jak bardzo się myliłem.

QLED Q90R recenzja

Działanie tego mechanizmu – mimo iż wiem, na czym on właściwie polega, wytłumaczę niżej – mogę określić w zasadzie mianem czarnoksięstwa. Różnica w materiałach słabszej jakości jest zauważalna gołym okiem, oczywiście na korzyść przetworzonego przez układy Quantum 4K obrazu. I nagle się okazuje, że topowy tegoroczny QLED nie tylko oferuje surową jakość na poziomie przynajmniej bliskim OLED-a, ale na dodatek w unikalny sposób poprawia jakość treści, które przecież najczęściej konsumujemy – a więc Netfliksa, HBO, YouTube’a, Playera i reszty usług VoD. Bo jak często wkładacie do odtwarzacza płytę Blu-ray UHD z filmem lub serialem?

Zaintrygowani? To zróbmy sobie przerwę. I przypomnijmy sobie, jak świetnym pomysłem jest moduł One Connect.

Instalując w domu świeżo zakupiony telewizor QLED Q90R, szybko odkryjemy, że sam panel w zasadzie nie ma złącz. Jest tylko jedno – One Connect – do którego podłączamy półprzeźroczysty, niemal niewidoczny przewód. Ten prowadzić będzie do dołączonej do telewizora czarnej skrzyneczki, którą możemy schować w dowolnym, niewidocznym miejscu (byle zapewnić jej pewną wentylację, by się nie przegrzała).

Efekt? Zamiast kombinować jak ukryć przewody zasilania i od urządzeń zewnętrznych musimy sobie poradzić tylko z jedną, niemal niewidoczną nitką. Zasilanie, przewody HDMI, Ethernet, wszystko podłączamy do skrzynki One Connect, którą możemy schować głęboko w szafce RTV. Genialne, i nadal unikatowe.

QLED Q90R recenzja
Podłączasz wszystko i chowasz tak, by więcej na to nie patrzeć.

W One Connect znajdziemy cztery złącza HDMI 2.0b z obsługą HDR, WCG (Rec.2020) i HDCP 2.2. Znajdują się tam również dwa złącza USB 2.0, jedno US 3.0, złącza do tunerów telewizji naziemnej i statelitatnej, wyjście optyczne, slot CI, port do kalibracji, złącze Ethernet i karta Wi-Fi z obsługą AirPlay 2.

Mimo braku złącza HDMI 2.1, telewizor przyjmuje sygnał w 4K z częstotliwością do 120 Hz i HDR10+, z możliwym mechanizmem VRR (Variable Refresh Rate – czyli synchronizacja klatek z obsługującymi to układami graficznymi) i ALLM (Auto Low Latency Mode, czyli automatyczne przełączanie telewizora w Tryb Gry gwarantującym niski tzw. input lag, gdy ta zostanie uruchomiona). Niestety telewizor nie obsługuje standardu eARC, co mnie bardzo rozczarowało. Choć, teoretycznie, możliwe jest dodanie tego przez hipotetyczną aktualizację oprogramowania.

QLED Q90R recenzja
Świetnie leży w dłoni

Do telewizora dołączony jest zgrabny i wygodny pilot, bardzo podobny do tego z zeszłego roku. Jego obudowa jest wykonana z metalu. Świetnie leży w dłoni, zawiera też skróty do uruchamiania aplikacji Netflix, Prime Video i Rakuten. Służy też jako mikrofon do poleceń głosowych, choć te radziłbym szybko wyłączyć. Nie tylko trzeba z telewizorem rozmawiać po angielsku, to na dodatek Bixby jest wyjątkowo nadpobudliwym asystentem głosowym – swoją frazę wywoławczą mylnie słyszy w, na oko, co setnym dialogu filmowym, co jest dość irytujące.

QLED Q90R – jakość obrazu. Czyli dążenie do 4K nawet w treściach Full HD.

Wspomniana wyżej sztuczna inteligencja wykorzystuje bazę wzorcową zawierającą miliony opisanych obrazów w wysokiej i niskiej rozdzielczości. Układ Quantum 4K stosuje ją jako punkt odniesienia do treści aktualnie wyświetlanych na ekranie. Owa baza danych jest sukcesywnie aktualizowana, dzięki czemu telewizor teoretycznie z czasem będzie oferował jeszcze lepszą jakość obrazu. Na razie jednak i tak jest imponująco.

Quantum 4K wydaje się nie wpływać na obraz w jakości SD. Algorytmy rekonstrukcji obrazu uruchamiają się dopiero przy materiałach w HD i Full HD. I wykonują niesamowitą robotę. Nawet kompresowany obraz z YouTube’a w 720p staje się ostry, klarowny i odpowiednio ubarwiony. Układ ten nie tylko właściwie przewiduje brakujące w informacji o wideo piksele, ale doskonale uszczegóławia faktury, usuwa szumy i stosuje mechanizm wygładzania krawędzi. Polecam samodzielnie sprawdzić działanie tego mechanizmu w jakimś elektromarkecie z plikiem wideo w niższej rozdzielczości ze znanym wam materiałem. To niesamowite.

Jest to o tyle ważne, że większość treści konsumujemy w jakości znacznie niższej, niż zapewniają nam to nowoczesne telewizory. Strumień Netfliksa o jakości 4K jest serwowany naszemu telewizorowi z przepływnością około 20 Mb/s. Dla porównania, zwykła płyta Blu-ray (a więc nie 4K, a Full HD) to przepływność około 40 Mb/s. Blu-ray UHD przewiduje nawet 128 Mb/s. Innymi słowy: strumień Netfliksa w 4K zawiera dwukrotnie mniej informacji o obrazie i dźwięku niż dane z płyty Blu-ray i sześciokrotnie mniej niż dane z płyty Blu-ray UHD. Oczywiście, że cierpi na tym jakość. Idea rozwiązania tego techniką software’ową to przejaw geniuszu Samsunga.

Sztuczna inteligencja to nie wszystko. Na szczęście QLED Q90R ma wiele innych powodów do dumy jeśli chodzi o obraz.

Istotną nowością jest nowa antyrefleksyjna powłoka, która faktycznie działa. Refleksy świetlne są eliminowane z zaskakująco wysoką skutecznością. Jeszcze bardziej – jako entuzjastę OLED-ów – zaskoczył mnie kontrast, jaki oferuje Q90R. Za sprawą bardzo złożonego systemu doświetlania i wygaszania obrazu telewizor radzi sobie świetnie z uzyskiwaniem tak trudnego dla matryc LCD koloru czarnego.

Doskonale, jak w OLED-ach, nie jest. Bardzo jasne elementy na czarnym tle nadal otoczone są dostrzegalną niewielką łuną. Na dodatek system wygaszania FALD (aż 480 stref) w Q90R dążąc do idealnej czerni bywa tak agresywny, że potrafi nie doświetlić bardzo drobnych jasnych elementów na ciemnym tle (gwiazdy na niebie, błyszczący brokat na ciemnej fakturze, i tak dalej), powodując, że te detale są mniej widoczne niż powinny być. Jednak, sumarycznie , bardzo wysoka jasność obrazu, doskonałe odzwierciedlenie kolorów i ruchu (120 Hz) oraz i tak bardzo wysoki kontrast niewątpliwie umieszczają Q90R w gronie jednych z najlepszych telewizorów na rynku.

QLED Q90R recenzja
Mechanizm FALD powoduje, że to nie jest najsmuklejszy telewizor na rynku. Nie szkodzi, bo dzięki temu osiągnięto wyjątkowo wysoki kontrast

Samsung znacząco poprawił też kąty widzenia w tegorocznych modelach. To zawsze była słabość matryc VA względem oferujących niski kontrast (i szerokie kąty widzenia) matryc IPS. Powłoka Ultra Viewing Angle powoduje, że pogarszanie się jakości obrazu wraz z oddalaniem się od centralnej osi telewizora w zasadzie przestaje być problemem.

Samsung QLED Q90R: niech stanie się HDR-owa światłość.

Nie wiem jak wy, ale osobiście nie cierpię efektu upłynniania obrazu. Nie dlatego, że nie podoba mi się sama idea, ale zazwyczaj te mechanizmy nie działają poprawnie. Co rusz mylą się w przewidywaniu klatek, przez co obraz ma zmienną dynamikę, czasem wręcz pojawiają się artefakty. Samsung… irytuje mnie najmniej, to muszę przyznać. Od lat jego Motion Plus jest najprecyzyjniejszym tego typu rozwiązaniem na rynku, który bardzo rzadko się myli. Osobiście, subiektywnie, i tak z czasem go wyłączyłem. Jego wysoka skuteczność i brak wpływu na opóźnienia sterowania w Trybie Gry są jednak godne odnotowania.

QLED Q90R recenzja
Tryb Gry z Freesynciem i usprawnieniami zazwyczaj w tyn trybie niedostępnymi

Graczy z pewnością ucieszy obsługa zmiennej częstotliwości odświeżania ekranu, dzięki której telewizor synchronizuje się z obsługującą tę technikę kartą graficzną lub konsolą do gier, co eliminuje efekt rwania klatek w niektórych sytuacjach. Q90R może też automatycznie włączać Tryb Gry za sprawą obsługi ALLM. Input lag jest nie do zauważenia, na poziomie 14 ms.

Wysoka jasność (szczytowa wartość 2000 nitów) to najważniejsza przewaga QLED-a nad OLED-ami. Nie tylko nie trzeba stosować zasłon czy rolet w mocno nasłonecznionych pomieszczeniach, to na dodatek przyjemność z oglądania treści HDR jest w przypadku tego telewizora ogromna. Przy jasnych elementach aż chce się zmrużyć oczy, całość robi ogromne wrażenie.

Sztuczna inteligencja manipuluje jasnością i dźwiękiem.

Jedyne do czego mam zastrzeżenia to opcjonalnie sterowana przez sztuczną inteligencję jasność obrazu. W teorii ma ona selektywnie rozświetlać lub ściemniać fragmenty obrazu – a nie tylko manipulować ogólną jasnością – by dopasować go do warunków oświetleniowych pomieszczenia, a w Trybie Gry rozświetlić niewidoczne miejsca. Nie działa to za dobrze, często obraz staje się wręcz nienaturalny. Na szczęście łatwo to wyłączyć.

QLED Q90R recenzja

Q90R to również przyzwoicie brzmiący telewizor, gdzie – dla odmiany – algorytmy SI walczące z fizycznymi ograniczeniami głośniczków zapewniają całkiem znośne wrażenia. Pozwolę sobie jednak założyć, że skoro mamy budżet na telewizor tej klasy, to nie powinniśmy żałować na soundbara czy kolumny. Nawet te z niższej półki zapewnią nam nieporównywalnie lepsze efekty od głośników wbudowanych, a przecież dobry film to również dobry dźwięk. Warto. Zwłaszcza że akurat Samsung robi świetne soundbary i kina domowe.

Żółta kartka: brak obsługi formatu Dolby Vision.

Uznany standard HDR10 ma dwóch proponowanych następców: HDR10+ i Dolby Vision. Obaj różnią się od siebie szczegółami w kontekście dzisiejszych sprzętów nieistotnymi, a korzyści względem HDR10 są w obu przypadkach identyczne. Są to dynamiczne metadane, pozwalające na zmianę w locie wybranych parametrów opisujących doświetlenie obrazu. Różnią się jednak istotnym biznesowym szczegółem: HDR10+ to otwarty i darmowy standard, za korzystanie z Dolby Vision twórcy treści i producenci sprzętów muszą uiszczać opłaty licencyjne

Samsung z ogromnym uporem promuje HDR10+, wierząc w siłę otwartych standardów. Problem w tym, że jest na tym polu bardzo samotny. W Polsce tylko Prime Video z usług VoD oferuje bardzo nieliczne treści w HDR10+, a w polskiej dystrybucji o ile mi wiadomo nie ma ani jednej płyty BD UHD w tym formacie. Za to bez problemu znajdziemy płyty w Dolby Vision, które również jest obsługiwane przez Netfliksa, Prime Video czy konsole z rodziny Xbox One. Może to i źle, że Dolby wygrywa, ale faktem jest to, że decydując się na zakup Q90R skazujemy się na oglądanie treści w HDR10. Bo HDR10+ w Polsce nie istnieje, a treści w Dolby Vision będą downgrade’owane do bazowej wersji standardu.

Tizenie, uwielbiam cię.

Samsung co rusz zmienia nazwę handlową swojego systemu do Smart TV, z czasem wręcz porzuciłem chęć nadążania za kolejnymi Experience’ami czy Smart Hubami. Faktyczna nazwa tego systemu to Tizen i jest to bez wątpienia jeden z najwygodniejszych i najbardziej funkcjonalnych systemów tego typu. Nie działa w nim sterowanie głosem w języku polskim. I to właściwie koniec wad.

Nowy Tizen urzeka przemyślanym interfejsem. Samo menu główne jest wyraźnie inspirowane dobrym projektem webOS-a – a więc czytelny pasek z ikonami na dole ekranu, który nie zasłania treści – na tym jednak podobieństwa się kończą. Rozkład funkcji i ustawień jest niespotykanie logiczny i intuicyjny. A to rzadkość w świecie smart TV, w tym od topowych producentów i również w starszych modelach tego koreańskiego producenta. Rzeczy bezsensowne i niepotrzebnie komplikujące proste rzeczy zostały pochowane głęboko w stosownych podmenu dla poweruserów. QLED z tego roku to prawdopodobnie jedyny telewizor na rynku, który nawet największy laik będzie w stanie dostosować pod siebie i skorzystać z pełni jego możliwości.

QLED Q90R recenzja
Apple TV jest genialne. Na razie dostępne tylko na telewizorach Samsunga

Tizen to również taki odpowiednik iOS-a w świecie smart TV w kontekście aplikacji. Żaden inny nie ma tak bogatej oferty appów o tak wysokiej jakości. Mam oczywiście na myśli wyłącznie aplikacje do VoD, jak HBO Go czy Player. Tizen jest też na chwilę obecną jedynym systemem smart TV poza tvOS, na który jest dostępna absolutnie genialna aplikacja Apple TV. Choć to w przyszłości się zmieni, usługa Apple’a ma z czasem pojawić się na webOS i Android TV. Na razie jednak to samsungowy exclusive. Q90R obsługuje też bez problemu AirPlay 2, co pozwala na wygodne bezprzewodowe wyświetlanie treści z urządzeń marki Apple.

QLED Q90R recenzja
Ambient Mode, czyli zamiast czarnego prostokąta, na przykład, newsy z kraju i ze świata

QLED Q90R jest też oczywiście tradycyjnie już wyposażony w mechanizm Ambient Mode. Gdy go włączymy, telewizor przechodzi w tryb bardzo niskiego zużycia energii, mogąc wyświetlać na ekranie obrazy, zdjęcia, dzieła sztuki, prognozę pogody czy nawet fakturę ściany, na której wisi. By nie być smutnym czarnym ogromnym prostokątem, gdy z niego nie korzystamy.

W poprzednich latach miałem problem z polecaniem QLED-ów. Teraz mam jeszcze większy, choć zupełnie innej natury.

Na początku powiem bardzo subiektywnie, zupełnie nieobiektywnie: nie zostałem przekonany. Gdybym miał dziś wykładać swoje prywatne pieniądze na stół, wybrałbym OLED-a. Prawdopodobnie od Philipsa lub LG. Ja jednak jestem wariatem. Mam całe półki w filmach BD UHD, dbam o to, by moje filmy i seriale były oglądane z nośników o maksymalnej dostępnej jakości. Nie widzę nic złego w zasunięciu rolet w ciągu dnia, bo typowy OLED TV jest nieporównywalnie ciemniejszy od QLED-a. Przykro mi Samsungu, perfekcyjny kontrast i OLED-owa reprodukcja kolorów nadal subiektywnie są dla mnie najistotniejsze. Na dodatek 55-calowa wersja Q90R to wydatek 9800 zł, 65-calowa 14 tys. zł. Jest bardzo drogo.

Tyle że QLED Q90R od najlepszego OLED-owego konkurenta będzie jaśniejszy, zaoferuje również świetne odwzorowanie kolorów, i tak wysoki kontrast. Do tego niesamowity procesor Quantum 4K znacząco poprawi jakość obrazu ze źródeł, z których zdecydowanie najczęściej korzystają normalni ludzie – to sztuczka, której żaden inny do tej pory testowany przeze mnie telewizor nie oferował. Żaden inny (poza niektórymi innymi QLED-ami) nie zaproponuje też czegoś w rodzaju świetnego One Connecta. Tizen to również mocna strona tego produktu. Jak więc wybrać?

Wariatów mi podobnych będę dalej kierował na OLED-y. Dla ludzi o nieco bardziej wyważonych priorytetach QLED Q90R jest doskonałą propozycją, choć zdecydowanie jest to sprzęt dla osób lekko wydających większe kwoty. Urządzenie to niemal w każdej kategorii bryluje nad konkurencją. Problemem są „tylko” niedoskonały kontrast i cena. A sukcesem… w zasadzie wszystko inne.

Dołącz do dyskusji