Muszę stanąć w obronie Maca Pro. To arcydzieło inżynierii i wymarzone narzędzie profesjonalistów

Felieton/Technologie 04.06.2019
Muszę stanąć w obronie Maca Pro. To arcydzieło inżynierii i wymarzone narzędzie profesjonalistów

Muszę stanąć w obronie Maca Pro. To arcydzieło inżynierii i wymarzone narzędzie profesjonalistów

Apple właśnie pokazał najpotężniejsze narzędzie do tarcia sera dla profesjonalistów, jakie kiedykolwiek zrodziło się w laboratoriach Cupertino – nowego Maca Pro. W Internecie zawrzało.

Jeśli na wczorajszej konferencji otwierającej WWDC 2019 jakiś produkt wywołał większe poruszenie niż nowy Mac Pro, to tylko super hiper napędzany sproszkowanym rogiem jednorożca monitor, do którego – w typowo Apple’owskim stylu – trzeba dokupić sobie  podstawkę lub adapter.

O ile nie mam zamiaru bronić oczywistego środkowego palca wymierzonego w konsumentów, jakim jest nowy Apple Pro Display XDR, tak stanę w obronie ich nowego komputera stacjonarnego. I to pomimo tego, że moje serce bije po stronie #PCMasterRace, która od wczoraj krzyczy, że:

  • Mac Pro jest za drogi!
  • Podstawowa wersja Maca Pro jest słaba i bez sensu!
  • Mac Pro ma bezsensowny design!
  • Apple zdziera z klientów na modułach!
  • Każdy o zdrowych zmysłach złoży za te pieniądze cztery mocniejsze pecety!

Ja nie przyłączam się do tego chóru głosów, choć w pierwszym odruchu miałem na to ochotę. Zgłębiwszy się jednak w specyfikację techniczną i projekt nowego komputera Apple’a, oraz obejrzawszy kilka relacji z wczorajszej premiery, muszę stanąć w obronie Maca Pro: to arcydzieło inżynierii i wymarzone narzędzie dla czołowego eszelonu kreatywnych profesjonalistów.

Po pierwsze: Mac Pro nie jest dla przeciętnego konsumenta i nie jest za drogi

Kluczem do zrozumienia komputera Apple’a i jego ceny, jest zrozumienie, dla kogo ten komputer w ogóle powstał. Nie powstał on bowiem z myślą o domorosłych twórcach, hobbystach montujących po godzinach filmy z wakacji czy profesjonalnych użytkowników przeglądarki internetowej.

Mac Pro to komputer dla najwyższej ligi profesjonalistów wykorzystujących oprogramowanie w swojej pracy. Na nowych Macach Pro powstać będą blockbustery z milionowymi budżetami, ścieżki dźwiękowe do tychże blockbusterów, animacje przy których będziecie się śmiać z dziećmi w kinie, czy gry, w które będziecie się zagrywać na swoich smartfonach.

Większość z tych maszyn nie trafi na biurko zblazowanego youtubera, którego po prostu stać i który wykorzysta ułamek mocy obliczeniowej maszyny, lecz do studiów i firm produkcyjnych, gdzie potrzeba wielu takich urządzeń i każdego teraflopsa, jaki mogą zaoferować.

Czym jest wydanie 35 tys. dol. na topową wersję Maca Pro dla studia filmowego, które operuje rocznie setkami milionów dolarów w swoich budżetach produkcyjnych? To, że mnie i ciebie, i większości znanych nam ludzi nie stać na taki komputer, nie oznacza, że nie znajdzie on swoich nabywców.

Zanim więc znów powiesz, że „Mac Pro jest za drogi”, zastanów się, czy to w ogóle twoje zmartwienie. Bo coś czuję, że na 99,99 proc. nie leżysz w grupie docelowej, którą ten komputer zainteresuje. Podobnie jak ja.

Po drugie: podstawowej wersji Maca Pro nikt nie kupi

Apple ze swoim nowym komputerem sięgnął po najgorszą praktykę branży motoryzacyjnej, szczególnie marek premium: dodał do oferty tani, wykastrowany ze wszystkiego wariant komputera tylko i wyłącznie po to, by móc reklamować niższą cenę, niż komputer będzie w rzeczywistości kosztował.

I tak jak nikt (prócz bardzo specyficznej grupy odbiorców, która chce mieć znaczek na masce za wszelką cenę…) nie kupuje bazowych wersji samochodów premium, często pozbawionych wszelkich dodatków, z silnikiem jak z najsłabszej Skody, tak nikt zapewne nie kupi bazowego Maca Pro, bo… to kompletnie bez sensu.

Bazowy Mac Pro, kosztujący 6 tys. dol., oferuje żałosną specyfikację w stosunku do ceny. 8-rdzeniowy procesor, raptem 32 GB RAM-u, skandaliczne 256 GB napędu SSD i relatywnie słabiutką kartę graficzną Radeon Pro 580X.

Taki zestaw (wyjąwszy żałosną ilość miejsca na dane) może zadowoli fotografa w jego domowym studio, ale w środowisku produkcyjnym po prostu nie ma racji bytu.

Istnienie bazowej konfiguracji ma więc sens tylko z dwóch perspektyw: perspektywy Apple’a, który dzięki wprowadzeniu słabego wariantu obniża wyjściową cenę i perspektywy konsumenta indywidualnego, który może kupić Maca Pro z zamysłem późniejszej rozbudowy.

Po trzecie: design Maca Pro ma więcej sensu, niż mogłoby się wydawać

W trzy sekundy od prezentacji Mac Pro został obwołany „tarką do sera” i… ok, może faktycznie wygląda jak designerska tarka do sera, a już na pewno co niektórych może przyprawić o trypofobię. Tym niemniej decyzja, by „podziurawić” obudowę i by wykonać ją z metalu ma mnóstwo sensu, biorąc pod uwagę potężną krytykę względem poprzedniej generacji Maca Pro, którego piętą achillesową było chłodzenie.

Apple odrobił lekcję i oprócz wyrafinowanego systemu chłodzenia aktywnego wykorzystuje również całą powierzchnię obudowy, by pasywnie odprowadzać ciepło z procesora i modułów kart grafiki. Jeśli przyjrzymy się udostępnionym przekrojom Maca Pro, to widać wyraźnie, iż radiator wyprowadza ciepło aż do krawędzi obudowy, której aluminiowa konstrukcja nie tylko pomaga je rozproszyć, ale też – dzięki tym „oczkom tarki” zapewnia optymalny przepływ powietrza.

Ten design jest też w dużej mierze odpowiedzialny za to, że moduły kart graficznych pozbawione są własnych wentylatorów, a co za tym idzie, praca komputera pod obciążeniem będzie nieporównywalnie cichsza od tradycyjnych desktopów chłodzonych aktywnie. Mało tego, otwory w konstrukcji obudowy ujmują jej też masy, co nie jest bez znaczenia w przypadku maszyny, która będzie przenoszona z miejsca na miejsce na planach zdjęciowych czy wewnątrz studia.

Po czwarte: tak, Apple zdziera z klientów na modułach, ale nie robi tego bez powodu

Nie znamy jeszcze cen modułowych dodatków do Maca Pro, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że dostaniemy zbiorowej histerii na ich widok. Nie mam cienia wątpliwości, że nawet bazowy moduł Radeona Pro 580X czy nawet opcjonalne kółka, które można doczepić do obudowy, dalece przekroczą swoim kosztem to, co zwykle nazywamy „zdrowym rozsądkiem”.

Wracając jednak do punktu pierwszego… nie ma to żadnego znaczenia dla grupy docelowej, której Mac Pro jest dedykowany. Stać ich. Co więcej, modułowa konstrukcja i wyselekcjonowane komponenty wprost od Apple’a oznaczają większą niezawodność, bez porównania wyższą niż w przypadku losowych komponentów losowych producentów wrzucanych do losowej obudowy losowego peceta.

A w świecie, gdzie każda minuta przestoju w pracy oznacza tysiące, setki tysięcy dolarów straty, niezawodność ma o wiele większe znaczenie, niż koszt podzespołów do komputera.

Upewniając się, że każdy moduł będzie działał z Makiem Pro doskonale, Apple daje nabywcom komputera gwarancję bezproblemowej pracy, a gdyby – odpukać – coś jednak się stało, bierze też na siebie całą odpowiedzialność za usterkę.

No i pomijam oczywistą oczywistość: wąski wybór opcji oznacza większą możliwość zoptymalizowania oprogramowania pod konkretne podzespoły. A to oznacza wyższą wydajność i bardziej efektywną pracę.

Po piąte: powodzenia w składaniu waszych pecetów, krzyż na drogę

Obejrzałem dziś rano wideo Linusa Sebastiana, który jeszcze przed WWDC złożył testowo alternatywę dla iMaca Pro, wyposażoną w ten sam 28-rdzeniowy procesor Intel Xeon, co topowy Mac Pro. I oczywiście – testowa alternatywa dla iMaca Pro dosłownie rozjechała iMaca Pro w niemal każdym aspekcie.

Podobny argument widzę od wczoraj w komentarzach, nie tylko pod polskimi materiałami o Macu Pro – „za tę cenę można złożyć lepszego peceta, a nawet cztery!”. I mówię na to: powodzenia!

Gdybyśmy przeliczali surową moc obliczeniową na złotówki, to być może by się to udało, zwłaszcza w przypadku najtańszej wersji Maca Pro. Prawdę mówiąc, piszę te słowa na komputerze o porównywalnej wydajności do bazowego Maca Pro, ze znacznie większym dyskiem i lepszą grafiką, który kosztował mnie jakąś 1/4 ceny bazowego Maca Pro.

Tylko co z tego. Owszem, mam komputer tańszy i równie wydajny co bazowy Mac Pro, ale ile mogę z nim zrobić? Czy mogę go rozbudować o aż 4 karty graficzne? Czy mogę mu dołożyć aż 1,5 TB (mózg paruje) RAM-u? Czy mój komputer jest idealnie zoptymalizowany pod kątem użycia konkretnych aplikacji? Czy mogę na nim zetrzeć ser? Odpowiedź na każde z tych pytań brzmi: nie.

I będzie brzmiała tak samo w przypadku każdej próby złożenia porównywalnego peceta. Nawet gdyby się uprzeć i złożyć najpotężniejszy komputer z części dostępnych w kanałach konsumenckich, osiągniemy co najwyżej porównywalną lub wyższą wydajność (wyjąwszy RAM, bo to jest jakaś abstrakcja po stronie Apple’a). Nie osiągniemy tej samej konwergencji podzespołów, nie osiągniemy tej samej niezawodności systemu.

Stosunek ceny do mocy to nie wszystko. Zwłaszcza w świecie, gdzie bardziej od gigaherców i teraflopsów liczy się to, by ich praca nie została niespodziewanie przerwana.

Mac Pro to nie tylko narzędzie. To dzieło sztuki

Nawet na tle najbardziej odjechanych, designerskich case’ów do komputerów osobistych, Mac Pro wygląda na dzieło sztuki współczesnej. Kto wie, niewykluczone, że – podobnie jak wiele innych produktów Apple’a – Mac Pro rzeczywiście wyląduje w galerii sztuki, bo jak najbardziej na to zasługuje. Nie tylko za nietuzinkową obudowę, co także za finezję, z jaką zostało zaprojektowane jego wnętrze.

Mac Pro to jednak przede wszystkim narzędzie. Pecetowa rasa panów pewnie powie, że narzędzie nie ma ładnie wyglądać, tylko ma działać, ale… dlaczego nie może jednocześnie robić i tego, i tego?

Mac Pro jest komputerem dedykowanym artystom dziedzin wszelakich. Ludziom wrażliwym na piękno. Ludziom, którzy chcą, żeby ich komputer nie tylko bezproblemowo pracował, ale też cieszył oko, pasował do otoczenia i inspirował do pracy, zamiast od niej odstraszać.

Apple’owi udało się spełnić najsurowsze wymogi najbardziej wymagających kreatywnych profesjonalistów, zamykając je w maszynie, którą każdy bez wstydu postawi na biurku i będzie na nią z przyjemnością patrzył każdego dnia.

A na to nie da się przykleić metki z ceną i tutaj powinny skończyć się wszelkie dysputy, czy nowy Mac Pro ma sens, czy też nie.

Dołącz do dyskusji