Albo wyrzucimy z YouTube’a dzieci, albo kanał Lorda Kruszwila. No chyba, że chcemy udawać, że nic się nie stało

Artykuł/Social media 05.06.2019
Albo wyrzucimy z YouTube’a dzieci, albo kanał Lorda Kruszwila. No chyba, że chcemy udawać, że nic się nie stało

Albo wyrzucimy z YouTube’a dzieci, albo kanał Lorda Kruszwila. No chyba, że chcemy udawać, że nic się nie stało

Tocząca się w internecie dyskusja o tym, co zrobić z kanałem Lorda Kruszwila jest jałowa, bo pomija najważniejsze kwestie. 

Czytaj również: Policja u Kruszwila i jego kolegów. Przyszli po smartfony, kamery oraz karty pamięci

No to się doigrał. Po mrożących krew w żyłach doniesieniach medialnych na temat tego, co dzieje się na kanale Lorda Kruszwila, wielu stwierdziło, że to najwyższy czas. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa do prokuratury i na policję. Czytając treść tego zawiadomienia upewniam się, że wszyscy gratujemy sobie świetnych odpowiedzi, mimo że nie zrozumieliśmy pytania.

Zacznijmy od początku. Kim jest Lord Kruszwil?

Lord Kruszwil, lub bardziej swojsko Marek, jest wcieleniem stereotypów o rozwydrzonym bogatym bachorze. Wykreowana przez twórców postać ma być satyrą na mało rozgarniętego dzieciaka z bogatej rodziny, dla którego liczy się tylko kasa, prestiż i oczywiście on sam. Jego filmy z poradami dotyczącymi tego, jak żyć naprawdę prestiżowo chwyciły niemal momentalnie. W ciągu zaledwie kilku tygodni udało mu się zyskać widownię wierną i entuzjastyczną, a przede wszystkim bardzo liczną. Jego kanał subskrybuje obecnie niemal 2,8 mln osób, a ostatni film zaledwie w godzinę zebrał 184 tys. wyświetleń.

Jednych taki rodzaj satyry bawi, innych doprowadza do białej gorączki szybciej niż cena nóżki pod nowy monitor Apple Pro Display XDR. Twórcom kanału udało się nie tyle poruszyć jakąś wrażliwą strunę w widzach, ile raczej znaleźć dawno zgubiony instrument, na którym kilka razy w tygodniu grają koncerty złożone z różnych wersji tego samego kawałka. Problem polega na tym, że koncert trwa już długo, format cotygodniowej satyry na to samo ma swoje granice, a widzowie chcą więcej, mocniej i bardziej szokująco.

A że widz nasz pan, filmy musiały eskalować, a ich autorzy zaczęli przeciągać strunę.

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zawiadamia

Prezes Ośrodka złożył wczoraj zawiadomienie do Komendy Wojewódzkiej Policji i Prokuratury Okręgowej Policji w Szczecinie.

Na filmach, które publikuje duet Marek Kruszel i Łukasz Wawrzyniak, przyjmujący pseudonimy Lord Kruszwil i Kamerzysta, dochodzi m.in. do nakłaniania do poddawania się innym czynnościom seksualnym przez nieletniego poprzez dotykanie intymnych części ciała przypadkowych kobiet, rozpowszechniania takich treści przez internet, demoralizacji małoletniego. Dorośli mężczyźni publicznie znieważają małoletniego słowami takimi jak “ch…ju j…any mały”.

Mówiąc konkretniej, i bardziej po ludzku, w zawiadomieniu chodzi o trzy filmy, o których zrobiło się ostatnio szczególnie głośno.

Na pierwszym z nich Marek i Łukasz namawiają rzekomo 10-letniego Dawida (ponoć jest starszy), żeby oceniał pupy przygodnie spotkanych dziewczyn (w rzeczywistości aktorki), a czasami oceniał ich jakość organoleptycznie. Ośrodek powołuje się tu na paragraf 4b art. 202 Kodeksu Karnego, który mówi między innymi o produkowaniu i rozpowszechnianiu wizerunku dziecka uczestniczącego w czynności seksualnej.

Na drugim Marek deklaruje: Jeżeli masz duże cyce, zajebistą dupę, jesteś dobra z ryja, to odzywaj się do mnie na priv. 20 tysięcy na zakupy dla Ciebie, a Ty płacisz w naturze. Tutaj Ośrodek powołuje się na paragraf mówiący o nakłanianiu do prostytucji i czerpania z tego zysków.

Trzeci film reprezentuje znęcanie się psychiczne nad małoletnim przez grożenie mu i wyzywanie go. Znów głównym poszkodowanym na być 10-letni Dawid.

Na koniec Ośrodek informuje, że swoje skargi nie tylko wysłał do policji, ale także do Google’a, którego namawia do zamknięcia kanału.

W SPRAWIE "LORDA KRUSZWILA" ZOSTAŁO ZŁOŻONE ZAWIADOMIENIE„Wyliż mi dupę!”, „jesteś pedałem!”, „możesz mi wylizać…

Opublikowany przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych Niedziela, 2 czerwca 2019

Wojna o Kruszwila to przede wszystkim pytanie o granice satyry

Czy działania Kruszwila mnie bawią? Nie. Czy uważam, że są szkodliwe społecznie? Tak. Czy uważam, że to sprawa dla policji? Nie.

Duża część polskich kabaretów, reality show, czy programów na YouTubie mnie żenuje. Powielanie, nawet w humoreskowym sosie, zachowań weselnych wujaszków wywołuje u mnie ciarki na plecach i chęć wzięcia nóg za pas. Problem polega na tym, że jakkolwiek to bolesne, nie mogę narzucić mojej opinii reszcie społeczeństwa i zakazać puszczania tego typu treści w mediach. Satyra ma to do siebie, że pozwala na dużo, czasami bardzo dużo, bo taka jest jej rola. Pozwala śmiać się między innymi z tego, na co nie ma miejsca w ramach normalnego dyskursu, ta granica musi być szeroka na tyle, żeby obejmować też działania nieakceptowalne społecznie.

I tu wchodzi odpowiedzialność etyczna twórców kanału. Oni mogą sprawdzić, do kogo trafiają ich treści, w końcu od tego mają statystyki oglądalności. Jeśli większość widzów to dzieci, linia obrony oparta na satyrze nie broni się, bo najmłodsze dzieciaki nie są w stanie pojąć takiego konceptu i wiedzieć, że łapanie pań za tyłek jest w tym wypadku satyryczne i ośmiesza je sama obrzydliwa postać głównego bohatera.

Ważne też, że nie wszystko możemy usprawiedliwić magicznym zaklęciem „to był tylko taki żart”.

Dyskusja o Kruszwilu rozgrywa się w znaczącym momencie. Kilka miesięcy temu skazano na 20 lat swattera, który wysłał do domu obcego człowieka uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy. Ofiara żartu nie przeżyła. W tym tygodniu na kilka miesięcy za kratkami i wypłacenie wysokiego zadośćuczynienia został skazany youtuber, który dla draki nakarmił bezdomnego ciastkami wypełnionymi pastą do zębów. Obaj skazani bronią się, że chcieli sobie tylko pożartować. Obaj, słusznie, dostali po łapach od wymiaru sprawiedliwości.

To najlepszy moment, żeby rozpocząć dyskusję na temat granic tego, co dopuszczalne a co nie w kwestii internetowych żartów, i tego, co mamy zamiar zrobić z tymi, którzy je przekraczają. Tylko żeby ją prowadzić, musimy wiedzieć, o czym mówimy i być w stanie zdefiniować problem. A z tym dobrze nie jest.

Brakuje nam podstawowych kompetencji, żeby oglądać ze zrozumieniem YouTube’a

Kabarety mają to do siebie, że nie sposób ich wziąć na serio, pomylić różne role aktorów z aktorami per se czy brać odgrywane scenki na poważnie i myśleć, że mamy przed sobą scenkę rodzajową a nie satyryczną. Na YouTubie jest zupełnie inaczej. Brakuje charakterystycznych przerysowanych gestów, umownej scenografii, aktorzy często grają wciąż tę samą rolę i widz zna ich tylko w tej postaci.

Z drugiej strony youtube’owe gwiazdki robią wszystko, by sprzedać swoim widzom złudzenie autentyzmu. Próbują przekonać ich, że nie ma żadnej persony, jest tylko autentyczny człowiek zupełnie naturalnie gadający w samotności do kamery przed komputerem. Ot, to ja, mój dzisiejszy makeup i moja esencja jestestwa.

Jesteśmy absolutnie beznadziejni w rozróżnianiu tego, co jest człowiekiem, a co personą w internecie. Dowiodła tego choćby akcja #polishboy, w której pół polski zaangażowało się w szukanie dla marki Reserved nieistniejącego amanta. Dziewczyna szukająca go była śliczna, historia brzmiała, jak scenariusz komedii romantycznej i wszyscy po prostu bardzo chcieli odgrywać rolę dobrego przyjaciela, który tuż przed zakończeniem filmu ratuje związek zakochanych. Po prostu bardzo chcieliśmy, żeby ta historia była prawdziwa i z tej okazji postanowiliśmy je zaufać. Lord Kruszwil nie jest tak piękny jak sarnioooka dziewczyna ze słynnego wideo, ale wykorzystuje te same uniwersalne mechanizmy. Tak jak ona odwołuje się do dobrze znanej narracji i wywołuje tak silne emocje, że bez trudu przestawiają one w głowach wielu osób wajchę oznaczoną tabliczką „myślenie krytyczne” na OFF. Bez niego możliwość rozpoznania satyry znika.

YouTube nie jest dla dzieci i nie powinien być

Większość zarzutów pod względem kanału dotyczy tego, że oglądają go dzieci, które nie są w stanie rozpoznać satyry i uczą się w ten sposób szkodliwych wzorców zachowań. Niestety krytycy mają tu dużo racji, ale nie jestem za to pewna, kto jest temu winny. Normalny YouTube jest przeznaczony dla dorosłych starszych odbiorców, miejscem dla dzieciaków poniżej 13 roku życia jest YouTube Kids. Problemem nie jest więc to, że na dorosłym YouTubie pojawiają się treści dla dorosłych, ale, że dostęp mają do nich dzieci. Ich po prostu nie powinno tam być.

Przepis o ograniczeniach wiekowych na YouTubie jest martwy. Pal sześć w tej chwili, kto ponosi za to winę (Google? Rodzice? Społeczeństwo?), mleko jest już rozlane i to od nas zależy, co z tą kałużą zrobimy. Ja widzę trzy możliwe rozwiązania.

Nie zmieniamy nic. Dochodzimy do wniosku, że jest fajnie, jak jest. Zakładamy, że jeśli zgodnie z przepisami YouTube jest dla ludzi względnie dojrzałych, to znajdujące się tam treści oceniamy z punktu widzenia w miarę rozgarniętego 14-nastolatka (tak, jesteśmy optymistami). Na co dzień ignorujemy to, że dostęp mają do nich dzieci, wieszamy je tylko co jakiś czas na sztandarach, sporadycznie wybuchając oburzeniem.

Dostosowujemy YouTube’a do rzeczywistości, czyli wieku najmłodszej grupy go odwiedzających. Naciskamy na Google’a, żeby dostosował przepisy i algorytmy kasujące treści do potrzeb YouTube’a dla dzieci. W tym scenariuszu kanał Kruszwila wylatuje.

Naciskamy na Google’a, żeby wreszcie zaczął traktować poważnie przepis mówiący o tym, że YouTube nie jest dla dzieci. Wbijamy do głowy rodzicom, że istnieje YouTube Kids i z niego powinny korzystać ich pociechy, póki są za małe na dorosłego YouTube’a. Naciskamy na Ministerstwo Nauki, żeby szkolić nauczycieli z korzystania z sieci i mówienia o sieci i zjawiskach w niej występujących w tym youtuberach.

Quartum non datur, a przynajmniej ja go nie widzę.

Czytaj również:

*Zdjęcie główne: kadr z filmu „PÓŁ MILIONA w 4 miesiące i niszczenie srebrnego przycisku youtube | LORD KRUSZWIL”, Lord Kruszwil, YouTube.

Dołącz do dyskusji