Nowa Leica M-E kosztuje prawie 20 tys. zł, ale i tak jest najtańsza w swojej klasie

News/Foto 25.06.2019
Nowa Leica M-E kosztuje prawie 20 tys. zł, ale i tak jest najtańsza w swojej klasie

Nowa Leica M-E kosztuje prawie 20 tys. zł, ale i tak jest najtańsza w swojej klasie

Leica M-E (Typ-240) to nowy cyfrowy dalmierz niemieckiego producenta. Kosztuje sporo, ale i tak jest najtańszym aparatem systemu „M”. Plan Leiki jest prosty — tym aparatem chcą przyciągnąć nowych i niezdecydowanych użytkowników. Czy to się uda?

Specyfikacja sprzed lat  czy to wystarczy?

Producent nie podał zbyt wiele dokładnych informacji o nowym aparacie. To może budzić pewne zdziwienie lub nawet zaniepokojenie. Wiadomo, że w środku znajdziemy 24-megapikselową, pełnoklatkową matrycę CMOS. Sensor współpracuje z procesorem Maestro, jednak nie wiadomo, której generacji. A skoro tak, to pewnie nie jest to najnowszy model, bo przecież tym Niemicy z pewnością by się pochwalili.

Leica M-E (Typ 240)

Zestaw oferuje możliwość fotografowania w zakresie ISO 200-6400 z maksymalną prędkością 3 kl./s w serii. 2 GB wbudowanej pamięci ma wspomagać buforowanie zdjęć. Szału nie ma także w kwestii filmowania. Leica M-E (Typ-240) potrafi rejestrować tylko materiały Full HD, co jak na nasze czasy jest bardzo słabym standardem.

Specyfikacja idealnie zgadza się z parametrami Leiki M z 2012 roku, w której byłem wtedy zakochany. Wydaje mi się, że idąc drogą oszczędności, Niemcy zastosowali w M-E stare lub nieco odświeżone podzespoły sprzed dobrych 7 lat. Internetowi puryści wykresów i cyfrowego ziarna będą tą specyfikacją zapewne zawiedzeni. Miłośnicy dobrych zdjęć podepną genialne szkła Leiki i zapewne ucieszą się z fantastycznej plastyki i kolorów, które ten sensor oferuje.

Leica M-E (Typ 240)

Korpus to niemiecki klasyk

Metolowy korpus pokryto specjalną szarą antracytową farbą. Leica M-E (Typ 240) wygląda fantastycznie, jak na Leikę przystało. W dodatku korpus jest odporny na zachlapania i kurz.

Leica M-E (Typ 240)

Z tyłu aparatu umieszczono 3-calowy ekran o rozdzielczości 920 tys. punktów oraz wizjer optyczny o powiększeniu 0.68x. Po lewej stronie wyświetlacza ulokowano zestaw przycisków 6 przycisków funkcyjnych. Po prawej znajduje się 4-kierunkowy nawigator z dodatkowym przyciskiem „INFO” w środku. U góry jest też tylna tarcza, a wyżej tarcza czasów naświetlania, spust z dźwignią on/off oraz mały przycisk funkcyjny. Dwa dodatkowe okrągłe przyciski znajdziemy z przodu. To klasyczny układ dobrze znany z innych aparatów Leica z serii M. W konstrukcji nie zabrakło modułu Wi-Fi. Aparat jest zasilany akumulatorem o pojemności 1800mAh.

Leica M-E (Typ 240)

Leica M-E (Typ 240) jest wyceniana na 3995 dol. i ma trafić do sprzedaży w lipcu 2019 r. Nie znamy jeszcze polskiej ceny, ale można się zapewne spodziewać sumy w okolicach 18-20 tys. zł. Dla przeciętnego fotografa to i tak dużo, ale warto spojrzeć na inne modele tej marki. I tak Leica M10P to wydatek ok. 30-33 tys. zł. Z kolei nieco leciwa już Leica M (Typ 262) to koszt ok. 25 tys. zł. Na ich tle Leica M-E (Typ 240) wydaje się być aparatem wręcz „budżetowym”.

Leica jest obecnie w procesie restrukturyzacji

Leica właśnie zwalnia 100 pracowników centrali, co przy całkowitym zatrudnieniu ok. 1600 pracowników, jest sporą zmianą. Nieoficjalnie wiadomo też, że firma zmienia model sprzedaży, mocno centralizując go i tnąc koszty. Nic dziwnego — rynek aparatów bardzo się kurczy z roku na rok. Leica to dostrzega i chce iść bardziej w kierunku rozwoju aparatów i obiektywów w smartfonach, a także sztucznej inteligencji i fotografii obliczeniowej.

Niemiecki product już od kilku dobrych lat współpracuje z marką Huawei. Co ważne, niemiecka technologia w chińskich smartfonach to nie tylko hardware, ale też software — przynajmniej w jakiejś istotnej części. Software, który niebawem może się przydać także w aparatach. Zresztą, inwestowanie w oprogramowanie i AI nie powinno już nikogo dziwić. Żyjemy przecież w czasach, kiedy nawet takie korporacje jak Żabka stają się firmami IT, wydają aplikacje i zbierają big data od swoich klientów.

Nowa Leica M-E (Typ 240) dobrze pasuje do nowej wizji firmy. A wielu fotografom otwiera drzwi do wejścia w wymarzony system. Aparat jest naprawdę tani, jak na tego producenta, co może realnie zachęcić nowych użytkowników. A ci, jak już w niego wejdą, to będą potrzebować obiektywów i akcesoriów, które Leica z chęcią im sprzeda.

Dołącz do dyskusji