KFC dołącza do globalnej rewolucji. W królestwie kurczaków zagości wegański burger

Artykuł/Ekologia 14.06.2019
KFC dołącza do globalnej rewolucji. W królestwie kurczaków zagości wegański burger

KFC dołącza do globalnej rewolucji. W królestwie kurczaków zagości wegański burger

Burger King w całych Stanach Zjednoczonych wprowadza burgery ze sztucznego mięsa. McDonald’s od kilku lat oferuje opcję wegańską w swoich restauracjach na terenie Skandynawii. Teraz zaś KFC po raz pierwszy chce umożliwić roślinożercom wyżerkę w swoich placówkach.

To na razie „jazda próbna” i test popytu w 20 restauracjach na terenie Wielkiej Brytanii, ale sam fakt, iż w królestwie kurczaków zagości opcja dla wegan, zdecydowanie wart jest odnotowania.

KFC dołącza do globalnej rewolucji

Danie o wymownej nazwie „The Imposter” (ang. „oszust”) to oparty na tradycyjnej recepturze burger, który zamiast kurczaka nadziany został quornem otoczonym klasyczną panierką Pułkownika Sandersa.

Imposter Burger - wegański burger w KFC
Tak wygląda “The Imposter”. Na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia od zwykłego burgera z kurczakiem.

Quorn nie jest jednym z nowych wynalazków, jak Beyond Meat czy Impossible Burger, lecz substytutem mięsa, którego początki sięgają 1985 r. Quorn to, w dużym skrócie, suszona masa grzybowa spojona – zależnie od wersji – białkiem jaja lub białkiem pozyskiwanym z ziemniaków. W przypadku „Oszusta” mamy do czynienia z tym drugim.

Wartość energetyczna surowego kawałka quornu o masie 100 g wynosi 94 kcal, czyli niemal tyle samo, co 100 g kurczaka (98 kcal) i dwukrotnie mniej niż 100 g wołowiny (218 kcal). W porównaniu do wołowiny quorn pozostawia po sobie zaledwie 20 proc. śladu węglowego generowanego przy produkcji mięsa. Można więc uznać, że jest to alternatywa przyjazna środowisku nie tylko na płaszczyźnie niezabijania zwierząt, ale też zmian klimatycznych.

Przedstawicielka brytyjskiego i irlandzkiego oddziału KFC w rozmowie z Plant Based News powiedziała, iż sieć zdaje sobie sprawę, że weganie „w okrutny sposób pozbawieni byli możliwości zaznania niesamowitego smaku KFC… aż do teraz”.

Jeśli wierzyć zeznaniom naocznych (naustnych?) świadków, „The Imposter” nie różni się w smaku od kurczęcego wariantu, czym ma do siebie przekonać nie tylko roślinożerców, ale też zatwardziałych zwolenników prawdziwego mięsa.

Wegańskie czy nie wegańskie – to nadal jedzenie śmieciowe.

O ile stoję murem za Beyond Food i Impossible Burgerem, tak w przypadku KFC opcję wegańską traktuję co najwyżej jako miły ukłon w stronę rosnącej populacji wegan i wegetarian, a nie jako opcję, której każdy powinien spróbować, bo jest pyszna i zdrowa. Co to to nie. KFC to wciąż KFC, z całym tłuszczem, nadpodażą soli i słodkim napojem w zestawie. Ze zdrowiem nie ma to nic wspólnego. Miło jednak wiedzieć, że w perspektywie czasu weganin będzie mógł podczas postoju na autostradzie zjeść tam coś innego niż frytki, skoro jadąc głównymi drogami nie mamy do wyboru nic choć odrobinkę zdrowszego.

Nie dajmy się przy tym omamić. KFC nadal ma przed sobą dużo pracy.

Nasze poprzednie teksty odnośnie wegańskich alternatyw dla tradycyjnego burgera wywołały mnóstwo emocji w komentarzach, ale wierzę, że choć nie wszyscy zgadzamy się co do jedzenia czy niejedzenia mięsa, tak wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, iż zwierzęta przeznaczone na ubój powinny być traktowane w humanitarny sposób.

A tutaj niestety KFC ma wiele za uszami. W 2017 r. petycja podpisana przez ponad 300 tys. osób zmusiła giganta do ustąpienia i zaprzestania sprzedaży mięsa z kurczaków faszerowanych ludzkimi antybiotykami. Na długo po tym, jak na podobny krok zdecydowali się najwięksi rywale kurczakowego królestwa. Nie oznacza to oczywiście, że kupując kurczaka w KFC kupujesz mięso wolne od leków – ptaki nadal faszerowane są antybiotykami, w celu ochrony przed chorobami, na które są narażone w hodowli.

Zaś pod koniec ubiegłego roku ponad pół miliona ludzi z całego świata podpisało petycję, która wzywa KFC do zaprzestania okrutnego traktowania kurcząt, które w pierwszej kolejności wymusza użycie antybiotyków.

Dla tych, którzy wciąż żyją w błogiej nieświadomości: kurczaki sprzedawane w KFC pochodzą w większości z chowu przemysłowego. Innymi słowy, z wielkich hal lub zbiorów klatek, gdzie kurczęta tłoczą się na ciasnej przestrzeni, często pozbawione dostępu do światła słonecznego. Okrutne warunki powodują, iż kurczaki muszą być faszerowane antybiotykami, by nie umrzeć od zakażeń spowodowanych otarciami i odleżynami, czy po prostu od różnorakich infekcji bakteryjnych. Kurczaki w hodowlach przemysłowych masowo padają też ofiarą ataków serca i żyją w chronicznym bólu – tylko wyobraźcie sobie, jak musi wyglądać życie kurczaka spędzającego większość czasu pod naporem swoich pobratymców.

Nie mówiąc już o tym, jak traktowane są pisklęta w pierwszych dniach życia, gdy przerzucane są między jedną maszyną a drugą, jak elementy produkcyjne w fabryce:

Na (nie)szczęście kurczaki nie żyją w takich warunkach długo. Większość z nich trafia pod tasak już po 40 dniach, czyli w okresie, gdy normalnie dojrzewające kurczęta są jeszcze dziećmi. Tak, dobrze się domyślacie – kurczęta są hodowane w oparciu o modyfikowaną żywność, dzięki czemu jednym rosną uda godne strong-mana, inne mają klatę jak paker z lokalnej siłowni, który nie przeczytał ulotki na opakowaniu sterydów.

Złożona w ubiegłym roku petycja nie domagała się niczego tak ekstremalnego jak zaprzestanie hodowli w ogóle, lecz spowolnienie jej i danie kurczakom większej przestrzeni, by mogły swoje – krótkie, bo krótkie, ale jednak – życie spędzić we względnie „ludzkich” warunkach.

Niestety petycja nie spotkała się z odzewem. I trudno się dziwić, bo również w ubiegłym roku, tyle że na początku, KFC zmierzyło się z małym kryzysem, gdy w restauracjach zabrakło kurczaków, a rozwścieczeni konsumenci „zmuszeni byli” (oj, biedactwa) udać się do konkurencyjnych placówek. Kryzys odbił się na tyle szerokim echem, iż wściekli konsumenci przemianowali „KFC” na „FCK”. W odpowiedzi sieciówka wystosowała przeprosiny, zajmujące całą stronę gazet:

Nic więc dziwnego, że sieć nie kwapi się do odpowiedzi na petycję domagającą się de facto zmniejszenia podaży, gdy KFC już raz przekonało się, czym grozi niezaspokojenie popytu.

Wegański burger nie powinien odwracać naszej uwagi tego problemu. Ale może być też pierwszym krokiem ku jego rozwiązaniu.

Jeśli, w perspektywie lat, „Oszust” zyska aprobatę klientów i trafi do większej liczby restauracji na świecie, a być może wraz z nim inne bezmięsne opcje, w naturalny sposób popyt na mięso kurczaka w KFC nieco spadnie. A wtedy – być może – sieć faktycznie będzie mogła na tyle wyskalować w dół swoją produkcję, by dać biednym ptakom choć odrobinę bardziej godne traktowanie, a nam – kto wie – odrobinę zdrowsze mięso.

Póki co można jednak trzymać kciuki za frekwencję klientów w testowych restauracjach. Badania w brytyjskich placówkach KFC potrwają przez cztery tygodnie, począwszy od 17 czerwca. To mały krok, ale mam nadzieję, iż zainteresowanie będzie na tyle duże, by kurczakowe królestwo choć odrobinę zbliżyło się do królestwa roślin.

Dołącz do dyskusji