Roletko z Ikei, proszę zasłoń okno, bo upał nie daje żyć – ta komenda niebawem będzie działać

News/Sprzęt 14.06.2019
Roletko z Ikei, proszę zasłoń okno, bo upał nie daje żyć – ta komenda niebawem będzie działać

Roletko z Ikei, proszę zasłoń okno, bo upał nie daje żyć – ta komenda niebawem będzie działać

Miało być pięknie – już w lutym Ikea miała wprowadzić do swojej oferty rolety zgodne z HomeKitem, które pozwolą nam uchronić się przed lejącym się z nieba żarem. Niestety pierwotne plany nie wypaliły i przez długi czas nie było wiadomo, co dalej z tym produktem. Aż do teraz. 

Plan z początku tego roku wyglądał idealnie. W styczniu tego roku Ikea zaprezentowała dwie wersje smart rolet – Kadrilj i Frytur – które miały trafić do sprzedaży niedługo później, bo już w lutym. Miały przy tym trzy główne zalety:

  • były roletami, więc mogły pełnić wszystkie funkcje rolet (np. zasłaniać to nieszczęsne słońce),
  • były roletami z opcją zdalnego sterowania – zarówno za pomocą akcesoriów Ikei, jak i smartfonów oraz systemu Homekit,
  • miały własne akumulatory, co oznaczało, że nie trzeba w żaden sposób przerabiać istniejącej instalacji elektrycznej. Albo – jak w moim przypadku – robić jej całkowicie od nowa.

Pojawiły się nawet ceny (od okolic 120 euro w górę), a ja z niecierpliwością czekałem, aż sprzęty trafią do mojego lokalnego oddziału Ikei. Niestety… nie trafiły. I trafią do niego prawdopodobnie dopiero w sierpniu.

Smart rolety z Ikei w sklepach od sierpnia tego roku.

Tak przynajmniej deklaruje szwedzka strona Ikei. Zgodnie z zamieszczonymi na niej informacjami, opóźnienie wynika z faktu, że Ikea odnalazła sposób, żeby zwiększyć możliwości rolet, w związku z czym postanowiła zaktualizować swój produkt jeszcze przed wprowadzeniem go na rynek. W jaki sposób można zwiększyć możliwości rolet? Tego niestety nie wiadomo – przekonamy się pewnie dopiero w momencie, kiedy produkt trafi do sprzedaży i będziemy mogli porównać jego finalną wersję z zapowiedziami.

Ewentualnie nigdy nie dowiemy się, na czym polegał problem albo co usprawniono, bo zmiany będą zbyt niewielkie, żeby je dostrzec.

Jedyne, co trochę niepokoi w najnowszym komunikacie Ikei, to fakt, że sierpień nie jest w żadnym wypadku sztywną datą. W tej chwili to prognozy podawane przez szwedzką markę i nie wiadomo, czy ostatecznie się potwierdzą. Możliwe więc, że ostatecznie będziemy mogli ochronić się jeszcze przed resztki słońca w sierpniu. Możliwe też, że przyjdzie nam na rolety od Ikei poczekać chwilę dłużej i np. będziemy mogli sobie je sprawić jako prezent pod choinkę.

Jeśli jednak faktycznie uda się sierpniowa premiera, to bardzo możliwe, że z wypadu do Ikei wrócę z takim zapasem sprzętu i takim rachunkiem, że zostanę z tego domu błyskawicznie wykopany.

A po co mi w ogóle takie rolety?

I to jest doskonałe pytanie, które pewnie usłyszę przy próbie ich zakupu. Tym bardziej, że standardowe rolety kosztują w Ikei – nawet w dużych rozmiarach – mniej niż 100-150 zł, a ich jedyną wartością brakującą jest konieczność ręcznego rozwijania ich i zwijania. Czy warto dopłacić kilkaset złotych za to, żeby tę czynność wykonywała za nas maszyna?

Na to pytanie akurat już każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Ja natomiast nie mam absolutnie nic przeciwko temu, żeby za tę dodatkową gotówkę rolety automatycznie podnosiły się rano, ale tylko na chwilkę, żeby obudziło mnie poranne słońce. Potem – w zależności od prognozowanej temperatury – niech chronią te nasłonecznione pomieszczenia w moim domu, podnosząc się dopiero wtedy, kiedy słońce będzie już w takim miejscu, że nie będzie mi to już przeszkadzać. O możliwości zasunięcia albo podniesienia rolet bezpośrednio z zegarka nawet nie wspominam.

Szkoda tylko, że póki co mogę tylko pomarzyć o takich scenariuszach, topiąc się w przegrzanym domu. Oby do sierpnia udało się Ikei ukończyć prace nad tym projektem…

Dołącz do dyskusji