Dzisiejszy upał za oknem to pikuś w porównaniu ze scenariuszem ocieplenia stworzonym przez naukowców

Felieton/Nauka 11.06.2019
Dzisiejszy upał za oknem to pikuś w porównaniu ze scenariuszem ocieplenia stworzonym przez naukowców

Dzisiejszy upał za oknem to pikuś w porównaniu ze scenariuszem ocieplenia stworzonym przez naukowców

Pewnie znacie tę anegdotkę, że jeśli zaczniemy gotować wodę z żabą w środku, to ta nie zorientuje się, że zaraz się ugotuje i się gotuje? No więc z ludźmi i ich podejściem do zmian klimatycznych jest prawie identycznie.

Gdyby jutro, w największych miastach na świecie upały zabiły pół miliona ludzi, zaczęlibyśmy traktować sprawę poważnie. Wiecie, zmiana awatara na Facebooku, masowe marsze, świeczki i nieskończone apele do polityków, żeby w końcu zaczęli ten cały klimat ogarniać. No, ale przez to, że ekosystem naszej planety to ogromny (właściwie to największy na świecie) i bardzo skomplikowany mechanizm, katastrofy na ogół potrzebują trochę czasu, żeby się rozwinąć. Ale jak już się rozwiną…

Tak, będzie o kolejnym raporcie na temat końca świata

I nie został on bynajmniej wyjęty z jakiejś świętej księgi. Tym razem mówimy o raporcie, którego autorami są David Spratt i Ian Dunlop. To bardzo ciekawy duet naukowców. Spratt jest dyrektorem ds. badań w Breaktrough National Centre for Climate Restoration, a Dunlop z kolei pracował w przeszłości na bardzo wysokich stanowiskach w branży kopalnianej. Obaj panowie w swojej wspólnej pracy skompilowali wcześniejsze prace badawcze na temat zmian klimatycznych i już całkiem na poważnie przyglądają się scenariuszowi, w którym gatunek ludzki… zaczyna wymierać.

Ich zdaniem wyglądać to będzie mniej więcej tak:

  • 2020 – 2030 r.: Politycy zwlekają z wprowadzeniem koniecznych regulacji, nadal handlujemy sobie radośnie limitami CO2 wydobywając coraz więcej paliw kopalnych. W 2030 r. następuje szczyt emisji, który gwarantuje nam wzrost średniej temperatury na Ziemi o 3 st. C do 2100 r. Stężenie dwutlenku węgla dochodzi do 437 ppm – ostatni raz tak wysokie było 20 mln lat temu. Tak na marginesie: 2019 r. stężenie CO2 wynosi już 415 ppm, także z całą pewnością idziemy po ten rekord. Średnia temperatura skacze w tym momencie o 1,6 st. C.
  • 2030 – 2050 r.: Powoli zaczynamy się orientować, że zaczyna robić się trochę gorąco i zaczynamy coś robić. Emisje gazów cieplarnianych zaczynają stopniowo maleć – do 2100 r. spadną o ok 80 proc (w porównaniu do 2010 r.). Podgrzewanie planety trochę spowolni, ale w 2050 i tak dojdziemy już do wzrostu średniej temp. o 3 st. C. Emisje maleją, ale trochę za późno się obudziliśmy i wywołaliśmy kilka efektów kuli śniegowej. Pustynnienia, strefy beztlenowe itp.
  • 2050 r.: Mniej więcej za 31 lat zdamy sobie sprawę, że utrata lodu z całej zachodniej części Antarktyki, coraz częstsze roztapianie się wód na Arktyce, ponowne zazielenienie się Grenlandii i coraz częstsze susze trawiące amazońskie lasy były nie do uniknięcia po przekroczeniu 2,5 st. C.

To nie koniec. Poziom mórz do 2050 r. rośnie o 0,5 m. Do 2100 r. wartość ta prawdopodobnie zwiększy się do 2-3 m. Są to bardzo ostrożne szacunki – w historii naszej planety mieliśmy już takie okresy, w którym morza rosły o 25 m. Morza będą oczywiście coraz większymi wysypiskami plastiku, który dzięki ciągłemu mieleniu przez prądy morskie trafia do naszego jedzenia i powietrza, którym oddychamy.

Na lądzie zrobi się naprawdę gorąco. 35 proc. lądu na Ziemi i – co za tym idzie – ok. 55 proc. naszej globalnej populacji przez ok. 20 dni w roku narażona będzie na śmiertelne poziomy temperatury. I nie tylko temperatury. Zmiany lub całkowite zatrzymanie kluczowych prądów morskich sprawi, że będziemy musieli obcować z coraz częstszymi i coraz gwałtowniejszymi manifestacjami pogody. Susze, masowe pożary lasów, utrudniony dostęp do wody pitnej (Himalaje i Andy stracą sporo ze swoich zapasów zamrożonej wody).

Wiele ekosystemów (nomen omen) wyparuje , a Spratt i Dunlop przewidują, że kraje nie dysponujące odpowiednią technologią (na przykład dostępem do klimatyzowanych pomieszczeń) zaczną notować rekordy śmiertelności swoich obywateli. Dwa miliardy ludzi będzie miało problem z pozyskaniem wody pitnej. Z jedzeniem też będzie nie najlepiej, bo wiele obecnych terenów rolniczych zamieni się w pustynie. Brzmi jak doskonały prequel do jakiejś postapokaliptycznej serii z mnóstwem wojen pomiędzy ludźmi.

Scenariusz ten wydaje się całkiem realny

Patrząc na nasze obecne działania, powyższy scenariusz jest na razie realizowany perfekcyjnie. Na razie bardziej zajęci jesteśmy dyskusją o tym, czy to rzeczywiście nasza wina i czy rzeczywiście dzieje się coś złego. Przecież to normalne, że raz jest cieplej, a raz jest zimniej. A tak w ogóle to i tak wszystko zależy od Słońca, więc właściwie nie ma się czym przejmować.

Dość dobrze dokumentowane przez naukę zmiany ziemskiego klimatu zdążyły stać się już kwestią sporu politycznego. Ja to nawet rozumiem. Nikt normalny nie chce przecież rezygnować ze swojego wygodnego stylu życia. Ekstremalne i natychmiastowe ograniczenie emisji gazów cieplarnianych oraz zmiana stylu dotychczasowej – dość mocno jednorazowej w swoim założeniu – produkcji towarów byłyby katastrofą dla globalnej gospodarki.

A na to nas przecież nie stać. Dla uspokojenia tej bardziej przerażonej (i może bardziej świadomej) części społeczeństwa co jakiś czas urządza się jakiś happening w stylu McDonalda dla pszczół, albo pustych półek w Tesco i na razie jakoś się to kręci. Tymczasem świat nauki coraz bardziej poważnie analizuje scenariusze w stylu tego powyższego, a nam nadal najlepiej idzie ich kwestionowanie albo taktowne nie zwracanie na nich uwagi. Ciekawe jak to wygląda u żaby w garnku.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji