To jak drukowanie Insta Stories. Recenzja Fujifilm instax mini LiPlay – aparatu do instaxowych relacji w realu

Recenzja/Foto 12.06.2019
To jak drukowanie Insta Stories. Recenzja Fujifilm instax mini LiPlay – aparatu do instaxowych relacji w realu

To jak drukowanie Insta Stories. Recenzja Fujifilm instax mini LiPlay – aparatu do instaxowych relacji w realu

Zdjęcia z kilkoma sekundami dźwięku, filtry kolorystyczne, zabawne szablony, a finalnie także fizyczne zdjęcia. Nowy Fujifilm instax mini LiPlay to nic innego jak aparat do robienia instagramowych relacji w realu. To aparat, który ma łączyć dwa światy. Czy mu się to uda?

Jeszcze niedawno aparaty natychmiastowe z serii instax kojarzyły się z kolorowymi aparatami, które wyglądają jak małe pralki, a kosztują tyle, co kilka butelek Ariela. A mimo to wszyscy, łącznie ze mną, je kochaliśmy. I kupowaliśmy na potęgę. Od 2013 roku japońska firma sprzedała aż 40 milionów sztuk aparatów natychmiastowych. W ofercie pojawiają się jednak coraz lepsze i droższe instaxy. Oto najnowszy, najmniejszy, ale zarazem najbardziej zaawansowany z nich: Fujifilm instax LiPlay.

Fujifilm instax mini LiPlay

Stylowy wygląd idzie w parze z solidnym wykonaniem

Fujifilm instax LiPlay to najmniejszy i chyba najładniejszy instax w historii. Do tego jest też lekki i zgrabny. Stylu dodaje ciekawa faktura z niedużymi, ale gęstymi prążkami. Na pierwszy rzut oka jakość zastosowanego tworzywa sztucznego jest rozsądna. Plastik nie rysuje się, nie ściera, nie trzeszczy.

Fujifilm instax mini LiPlay

Na obudowie jest aż 14 przycisków, co pokazuje, jak zaawansowana jest to konstrukcja. Przyciski mają przyjemny skok, są precyzyjne i przyjemne w dotyku. Spust jest duży, fajnie wyprofilowany. Łatwo odnaleźć go tylko na dotyk, bez patrzenia.

Fujifilm instax mini LiPlay

LiPlay to hybryda — aparat cyfrowy ze wbudowaną drukarką zdjęć natychmiastowych

Fujifilm nazywa instaxa LiPlay aparatem hybrydowym. Urządzenie korzysta z popularnych i niedrogich wkładów instax mini, ale nie jest tradycyjnym aparatem analogowym. To aparat cyfrowym ze wbudowaną drukarką.

Fujifilm instax mini LiPlay

Sercem aparatu jest 1/5-calowa matryca CMOS o śmiesznie niskiej rozdzielczości 1,33 Mpix (2560 x 1920 px). Sensor  współpracuje z szerokokątnym obiektywem o ekwiwalencie ogniskowej 35 mm ze światłem f/2. Matryca jest malutka i ma małą rozdzielczość, ale do wydruku instaxów mini wystarczy. Aparat automatycznie ustawia parametry, rotując czułością w zakresie ISO 100 -1600 oraz czasami 1/4 – 1/8000 s. Za pomiar światła odpowiada 256-punktowy pomiar TTL. Z tyłu znajduje się 2,7-calowy ekran LCD.

Fujifilm instax mini LiPlay

Po wykonaniu zdjęcia instax nie drukuje go od razu, ale zapisuje na karcie microSD lub wewnętrznej pamięci (do 50 zdjęć). Aby je wydrukować, trzeba wcisnąć odpowiedni przycisk druku z tyłu obudowy. To dobry pomysł, ponieważ możemy na spokojnie wybrać kadr, przejrzeć zdjęcia i zdecydować o wydruku tych najlepszych. Po co marnować wkłady na zdjęcia, z których nie będziemy zadowoleni. LiPlay to pierwszy instax, który oferuje takie rozwiązanie.

Fujifilm instax mini LiPlay

Autofokus w aparacie ostrzy od 10 cm, jest dosyć wolny i nie daje możliwości wyboru punktu ostrości. Instax sam wybiera punkt, co zazwyczaj kończy się tym, że ostrość jest nie tam, gdzie trzeba. Prosty przykład: robiąc prosty portret Asi, aparat uparcie nie chciał ustawić ostrości na twarz. Na szczęście przy tak małych wydrukach często nie ma to w praktyce dużego znaczenia.

Sam proces fotografowania przebiega dosyć sprawnie, chociaż opóźnienia są widoczne. Po wykonaniu zdjęcia jest ono prezentowane na ekranie przez kilka sekund i dopiero po tym czasie aparat jest zdolny do wykonania kolejnego zdjęcia.

Fujifilm instax mini LiPlay

Niestety, zdjęć z aparatu nie da się bezprzewodowo wysłać na smartfona przez aplikację. Jedyną możliwością transferu jest przełożenie karty pamięci. To spory minus. Wydruki są świetne, ale do pełni szczęścia chciałbym móc również opublikować foty w relacji na Instagramie czy wysłać znajomym. Przekładnie karty to żadne rozwiązanie. Szczególnie że wiele smartfonów, w tym mój iPhone, nie mają nawet slotu na karty.

Fujifilm instax mini LiPlay

Fujifilm instax mini LiPlay waży jedynie 255 g, więc nie będzie obciążeniem nawet w niedużej, damskiej torebce, którą zabiera się na imprezę. Akumulator w teorii powinien starczyć na wykonanie nawet 100 zdjęć. No i rzeczywiście może i nawet uda się taką liczbę osiągnąć, ale jeśli będziemy tylko fotografować, bez druku. W trakcie testów cała bateria schodziła mi po zrobieniu ok. 30-40 zdjęć i wydrukowaniu 20-30 z nich. Szału nie ma, szczególnie, że aparat nie ma wymiennego akumulatora. Jedynym sposobem na doładowanie jest gniazdo microUSB, kabel i kontakt lub powerbank. Szkoda, że w menu aparatu nie znajdziemy informacji o stanie naładowania akumulatora. Ten możemy sprawdzić jedynie w appce na smartfonie.

Najciekawsze są nowe funkcje: nagrywanie dźwięku, drukowanie kadrów QR i sterowanie ze smartfona

Fujifilm instax mini LiPlay to pierwszy aparat natychmiastowy, który oferuje także możliwość nagrywania dźwięku. Do aktywowania funkcji służy duży, okrągły przycisk z przodu. Po jego wciśnięciu LiPlay czuwa, a kiedy wciśniemy spust, to rejestruje 10 s. dźwięku — przed i po wykonaniu zdjęcia. Samo zdjęcie jest oczywiście statyczne, ale mamy do niego nagrane dźwięki. Jak je potem odsłuchać?

Wystarczy zajrzeć do podglądu na ekranie aparatu i posłuchać dźwięku z malutkiego głośniczka na obudowie. Jeśli nagranie i zdjęcie się podobają to dwoma kliknięciami można wydrukować to zdjęcie z kodem QR nałożonym w jednym z rogów fotografii. Następnie wystarczy zeskanować kod, a smartfon otworzy stronę, na której pokaże się nasze zdjęcie z możliwością odtworzenia dźwięku.

Sama idea jest bardzo sprytna i ciekawa, chociaż nie jest to rewolucja. Podobne tryby nagrywania dźwięku „dookoła” zdjęcia były już od kilku lat dodawane do wielu aparatów i raczej nie zyskały dużego uznania. QR to też żadna nowość.

Fujifilm instax mini LiPlay

Jednak razem obie funkcje mają sporo sensu w określonych okolicznościach. Zdjęcia z kodem QR mogą być pomysłowym zaproszeniem na ślub, imprezę czy inne wydarzenie. Dodają ciekawe tło do wspólnych selfie czy wyjątkowych wydarzeń. Podobno to właśnie dźwięki, a w szczególności muzyka, są najmocniejszym wyzwalaczem emocji i historii, które przeżyliśmy. Komu nie zdarzyło się usłyszeć utworu czy fragmentu filmu sprzed wielu lat i od razu przypomnieć sobie jakieś wydarzenie np. z dzieciństwa? Zakładam, że tak właśnie ma działać instax mini z kodem QR. To do mnie to trafia.

W trakcie premiery instaxa mini LaPlay dostałem niedużą, składaną broszurę z kilkoma zadaniami. Ich celem było przetestowania aparatu i jego wszystkich ciekawych funkcji, a całość przypominała trochę papierową relację w stylu Instagrama czy Snapchata. Taki instax stories w realu.

Fujifilm potrafi rozpoznać współczesne trendy. Relacje zastąpiły już u wielu osób Facebookowy lub Instagramowy feed. To z relacji dowiadujemy się, co słychać u znajomych, to w relacjach często publikujemy dużo więcej zdjęć, filmów i informacji niż na „klasycznym” profilu na Instagramie lub Facebooku. Instax LaPlay chce w naturalny sposób tę popularność wykorzystać.

Fujifilm instax mini LiPlay

Aby tworzyć takie analogowo-cyfrowe relacje, aparat ma 6 filtrów kolorystycznych oraz 30 szablonów (10 w samym aparacie, reszta dostępna z poziomu aplikacji mini LiPlay). Na obudowie znajdziemy także 3 przyciski służące do szybkiego uruchamiania wybranych szablonów.

Aparat ma funkcję Bluetooth do bezprzewodowego łączenia się ze smartfonem. Konfiguracja jest bajecznie prosta – wystarczy uruchomić sparowanie w aparacie, otworzyć appkę na ustawieniach i wybrać instaxa. Po sparowaniu urządzenia łączą się automatycznie – wystarczy mieć uruchomioną aplikację oraz aparat. Przez kilka dni nie zdarzyło mi się doświadczyć jakichkolwiek problemów z połączeniem, co nie jest przecież normą w wielu, nawet dużo droższych urządzeniach. Aparat potrafi także sam wysyłać zdjęcie z dźwiękiem do apki, co dodatkowo ułatwia cały proces. Wielki plus za wzorowe rozwiązanie kwestii łączności.

Fujifilm instax mini LiPlay

Dobrze sprawuje się także aplikacja mini LiPlay. Ma przejrzysty, prosty interfejs, oferuje całkiem sporo możliwości, jak zdalne wyzwalanie z malutkim podglądem kadru, wysyłanie zdjęć do druku w instaxie, ustawienia funkcji trzech przycisków czy podgląd stanu akumulatora.

Fujifilm instax mini LiPlay

No i na koniec jakość zdjęć. Jakość zdjęć jest zdecydowanie lepsza niż w instaxie mini 8. Moim zdaniem otrzymujemy fotografie o podobnych parametrach jak z drukarki instax Share SP-2. To nie są zdjęcia jakiejś wyjątkowej jakości, ale do celów lifestylowych format instax mini zupełności wystarczaj. LiPlay naświetla fotografie w większości wypadków poprawnie. Barwy sącharakterystyczne dla instaxów – pastelowe, czasami nieco zbyt wyblakłe, ale przyjemne w odbiorze. Lepszą jakość obrazu z LiPlay można uzyskać przez drukowanie zdjęć, które zostały udostępnione ze smartfona. Będą one wykonane lepszym aparatem i mogą być też dodatkowo obrobione.

To najfajniejszy instax mini, jaki powstał

Gdybym nie miał już instaxa mini 9 i drukarki instax Share SP-2, bez wachania sięgnąłbym po LiPlaya. Nie tylko dlatego, że to stylowy gadżet. Jego zakup po prostu się opłaca. Aparat kosztuje na starcie 725 zł, czyli mniej więcej tyle, co drukarka instax Share SP-2 oraz najtańszy instax mini 8. A jest dużo ciekawszym, mniejszym i lżejszym urządzeniem oferującym więcej możliwości. Poza tym funkcje dwóch urządzeń mamy tu w jednym. To ma sens.

Fujifilm instax mini LiPlay

LiPlay będzie dostępny w sprzedaży w Polsce już od 14 czerwca w trzech wersjach kolorystycznych: Elegant Black, Stone White oraz Blush Gold.

Dołącz do dyskusji