Elon Musk kontra astronomia. Tym razem to ekscentryczny przedsiębiorca mówi bardziej z sensem

Felieton/Nauka 04.06.2019
Elon Musk kontra astronomia. Tym razem to ekscentryczny przedsiębiorca mówi bardziej z sensem

Elon Musk kontra astronomia. Tym razem to ekscentryczny przedsiębiorca mówi bardziej z sensem

Starlink to projekt, który zakłada, że do 2023 na orbicie okołoziemskiej znajdzie się 12 tys. satelitów, które zapewnią nam łączność z siecią na zupełnie nowym poziomie. Obiekty te mogą jednak przeszkadzać astronomom.

I nie jest to bynajmniej bezpodstawne narzekanie. Firma Muska wysłała już bowiem na orbitę pierwszą transzę swoich satelitów, składającą się z 60 urządzeń. Przy rozmiarach ziemskiej orbity satelity powinny pozostać niezauważone. Tak jednak się nie stało.

Pierwszym naukowcem, który – dosłownie – zauważył ten problem był Alex Parker, amerykański astronom, który prowadził akurat obserwacje rejonu nieba, przez który przebiegała orbita satelitów SpaceX. Oto co zobaczył:

elon-musk-spacex-starlink-astronomia-problemy

Na zdjęciu Parkera dość wyraźnie widać jasny sznur przesuwających się obiektów. Astronom stwierdził, że ich jasność odpowiada jasności Gwiazdy Polarnej. 60 pierwszych satelitów zdążyło zakłócić już obserwacje nieba prowadzone przez pojedynczego astronoma. Co stanie się, kiedy na orbicie znajdzie się 12 tys. takich urządzeń?

Parker, jako ekspert od mechaniki orbitalnej stworzył na prędce symulację orbity ziemskiej z uwzględnieniem tej liczby. Wynik nie przypadł do gustu ani jemu, ani żadnemu innemu astronomowi, który zapoznał się z wynikami. Według symulacji, 12 tys. satelitów tego samego rodzaju, co pierwsza partia wysłana już na orbitę przez SpaceX w sposób znaczący wpłynie na przyszłe obserwacje prowadzone z dowolnego teleskopu znajdującego się na naszej planecie.

Jeśli nocne niebo rzeczywiście wypełniłoby się tyloma jasnymi obiektami, poruszającymi się z całkiem wysoką prędkością, rzetelność większości obserwacji mocno by na tym ucierpiała.

Ktoś mógłby machnąć ręką i stwierdzić, że obserwacje tego typu i tak nie przyczyniają się do rozwoju tej praktycznej części nauki w stopniu dostatecznym na tyle, żeby się tym przejmować. Kontrargumentem byłoby oczywiście przypomnienie o tych bardzo praktycznych obserwacjach, w ramach których agencje kosmiczne zajmują się poszukiwaniem różnych kosmicznych obiektów na kursie kolizyjnym z naszą planetą.

Elon Musk trywializuje ten problem i obiecuje, że go rozwiąże. W swoim stylu

Ekscentryczny przedsiębiorca w tej kwestii wydaje się być bardzo rozsądny. Po pierwsze, w dyskusji na Twitterze przypomniał, że na orbicie okołoziemskiej już teraz znajduje się ponad 4 tys. satelitów, które – jak dotąd – raczej nie przeszkadzały astronomom.

Do tego dodał, że jeśli aktualne orbity jego urządzeń będą komuś przeszkadzały, to zawsze można je nieco zmodyfikować. A jeśli jego część sieci Starlink nadal będzie za bardzo świecić komuś w teleskop, to postara się po prostu, żeby kolejne partie urządzeń wysyłanych na orbitę nie odbijały tyle światła.

Musk oczywiście nie byłby Muskiem, gdyby na zakończenie swojego – bardzo rozsądnego – wywodu nie dodał, że teleskopy i tak lepiej sprawdziłyby się na orbicie (albo nawet trochę dalej), sugerując tym samym, że ziemskie obserwatoria to już nieco przestarzały pomysł, z którego prędzej, czy później postanowimy zrezygnować.

To wszystko ma sporo sensu. Szczególnie, jeśli spojrzymy na całą sytuację przez pryzmat korzyści płynących z sieci Starlink. Mówimy tu o globalnym, łatwym dostępie do sieci, realizowanym bez konieczności budowania jakiejkolwiek naziemnej infrastruktury. Z europejskiej perspektywy wizja ta nie wydaje się być strasznie szokująca (przecież już mamy internet, po co nam jakieś satelity?), ale w mniej rozwiniętych krajach, dostęp do internetu ma średnio co dziesiąty człowiek.

Protesty astronomów wydają się być… trochę ideowe

W wypowiedziach Alexa Parkera i Roberta Drimmela z obserwatorium astro-fizycznego w Turynie nieśmiało pojawia się jeszcze jeden wątek. Obaj astronomowie twierdzą, że tak duża liczba satelitów zrujnują bądź nieodwracalnie zmienią widok nocnego nieba dla każdego mieszkańca Ziemi. Parker twierdzi wręcz, że widok gwiazd na nocnym niebie jest naszym dziedzictwem kulturowym i jako taki powinien być w jakiś sposób chroniony.

Idąc jednak tym tokiem rozumowania, ktoś równie dobrze mógłby mieć pretensje do samego wszechświata, że zamiast pozostawać w całkowitym bezruchu, wciąż próbuje się zmieniać. Takie Plejady na przykład – kiedyś przecież były ładniejsze i lepiej widoczne, nie to co teraz.

Piszę to oczywiście pół żartem, ponieważ domyślam się, że obu panom chodzi o zmiany, za które odpowiedzialny jest człowiek. Jednak nie zmienia to zbyt wiele. Starlink nie jest zresztą ani pierwszym, ani ostatnim przedsięwzięciem związanym z umieszczaniem satelitów na naszej orbicie. Wszelkie prognozy na ten temat przewidują, że tego typu urządzeń będzie przybywać.

Będzie to oczywiście powodować większe lub mniejsze problemy związane z obserwacjami odległych gwiazd, prowadzonych z Ziemi, ale nie sposób nie zgodzić się tutaj z Muskiem – prędzej, czy później ziemskie obserwatoria przestaną nam wystarczać. I jeśli inicjatywa mająca na celu ułatwienie dostępu do sieci ludziom na całym świecie ma to nieco przyspieszyć, to… no trudno, jakoś sobie poradzimy. Jest to też niezły argument za tym, żeby lobbować za budową kosmicznego obserwatorium na Księżycu.

Dołącz do dyskusji