Widziałem dziś godzinę rozgrywki Cyberpunk 2077. Spokojnie można robić preorder

Artykuł/Gry 12.06.2019
Widziałem dziś godzinę rozgrywki Cyberpunk 2077. Spokojnie można robić preorder

Widziałem dziś godzinę rozgrywki Cyberpunk 2077. Spokojnie można robić preorder

W trakcie poprzednich targów E3 w 2018 r. Piotrek Grabiec uczestniczył w pierwszym pokazie tworzonej przez CD Projekt RED gry. Dziś, rok później, gra nabrała już kształtów na tyle, że nie dziwię się, że udostępniono jej preorder.

W poprzednim pokazie nie uczestniczyłem, widziałem jednak film z rozgrywki i czytałem relację Piotrka. Postaram się uwypuklić te rzeczy, które dodano od poprzedniej edycji targów E3.

Uwaga – w tekście znajdują się potencjalne spoilery dotyczące fabuły Cyperpunk 2077! Jeśli chcesz ich uniknąć, nie czytaj dalej!

Nie mówcie, że nie ostrzegałem.

Oto, jaki fragment gry widzieliśmy.

W trakcie pokazu, który odbył się na żywo, widzieliśmy fragment rozgrywki dziejący się w dzielnicy Pacifica – jednej z sześciu dostępnych w grze dzielnic Night City. Pacifica miała być kiedyś nadmorskim kurortem, wzorowanym na kalifornijskich miastach nad oceanem. Niestety zarówno korporacje, jak i rząd, porzuciły ją, więc w niegdyś luksusowych hotelach i klubach osiedlili się mówiący po kreolsku mieszkańcy cyberpunkowych nizin.

Tak, po kreolsku, przy czym mając odpowiedni implant, jesteśmy w stanie zobaczyć tłumaczenie.

Jak nam powiedziano, eksploracja świata jest całkowicie otwarta i nie potrzebuje żadnych ekranów ładowania. Możemy pójść w dowolne miejsce, niezależnie od tego, czy wymaga tego misja, czy nie. Oczywiście w wielu przypadkach może się to skończyć dla nas źle.

W Pacifice nasza postać wykonywała misję, pomagającą dowiedzieć się więcej o przechowywanym w naszej głowie chipie. Chip jest rzekomo nieaktywny, zawiera jednak tajemnicę, którą każdy chce poznać – tajemnicę nieśmiertelności.

Oto, jaką rolę odgrywa w grze Johnny Silverhand.

Tutaj dowiedzieliśmy się ważnego elementu fabuły. Johnny Silverhand, grany świetnie przez Keanu Reevesa, jest cyfrowym duchem, wywołanym właśnie przez ten implant. W świecie gry jest „engramem Johnny’ego”. W normalnych okolicznościach widzi go tylko nasza postać. Johnny podpowiada, wskazuje kolejne kroki, a czasami komentuje i trochę się nabija. Scenarzyści wymyślili dla Keanu świetną rolę.

CD Projekt RED przygotował świetne miejsce na prezentację – tutaj pamiątki związane z zespołem Johnny’ego

Miłośnicy dowolnego rozwoju postaci poczują się jak w niebie.

Widzieliśmy ekran tworzenia postaci – oprócz wyglądu mamy do wyboru tzw. life path, czyli drogę życiową. Określa ona pochodzenie naszego bohatera bądź bohaterki. Jednak nie jest to jedynie RPG-owy opis, który ma nam pomóc wczuć się w postać. Nasza droga życiowa wpływa na interakcje z NPC oraz może odblokowywać konkretne ścieżki dialogowe.

Dostępne w trakcie pokazu drogi życiowe były trzy: Nomad, Street kid (dziecko ulicy) oraz Corporate Man (człowiek korporacji). Prezentujący wybrał „Dziecko ulicy” i w wielu dialogach widzieliśmy dodatkową związaną z tym opcję.

Rozwój postaci odbywa się na trzy sposoby: pierwszy to kolejne zdobywane poziomy, drugi to Street Cred – czyli nasza reputacja, która może odblokować nam nowe misje lub umożliwić przejście przez dany teren. Trzeci sposób to ładowanie tzw. demonów – podprogramów dających nam nowe umiejętności.

W grze nie będzie klasycznie rozumianych klas. Nasza postać będzie definiowana przez nasz unikalny build – kombinację umiejętności, drogi życiowej i demonów.

Mały easter egg w zbudowanym przez CD Projekt RED barze – polska wódka Bumelant

Grę da się przejść na różne sposoby.

W trakcie prezentacji widzieliśmy tę samą sytuację rozegraną na różne sposoby. Dwie postacie: jedna kobieca, która inwestowała w siłę i umiejętności związane z walką, oraz jedna męska, będąca netrunnerem – wszystkie punkty umiejętności u niej były związane z hackowaniem.

Ten sam fragment misji wyglądał zupełnie inaczej w obu przypadkach. W przypadku netrunnera byliśmy w stanie „zhackować” automat strzelający, by strzelał do naszych przeciwników, a nawet mogliśmy pozabijać bandytów z gangu Animals relaksujących się na siłowni, bo ich urządzenia do ćwiczeń były podłączone do sieci. Wojowniczka zaś od razu rozwaliła drzwi, otwierając zupełnie inną ścieżkę do celu. Następnie wyrwała automat strzelający z gniazda i zaatakowała gang tym zaimprowizowanym karabinem.

I teraz uwaga: całą grę będziemy w stanie przejść, nie zabijając żadnego przeciwnika. Sen RPG-owca został właśnie spełniony – będziemy mogli grać tak, jak chcemy. Każdego, nawet bossa, jesteśmy w stanie ominąć, usunąć w inny sposób lub przekonać.

Miałem okazję rzucić okiem na drzewko rozwoju postaci i zobaczyłem tam takie ścieżki rozwoju jak: snajper, zabójca, zimna krew, tech, walka wręcz, atletyka, hackowanie, ostrza, broń dwuręczna i strzelby. Mam wrażenie, że nie wszystko zdążyłem zapisać – więc może było ich jeszcze więcej.

W przypadku umiejętności netrunnerskich, hackowanie odbywa się w formie prostej minigry logicznej.

Mechanika gry sprawia wrażenie gotowej.

Mam wrażenie, że twórcy gry pracują teraz nad treścią, fabułą i terenem gry. Sama mechanika wyglądała na gotową – wszystkie elementy, takie jak rozwój postaci, ekwipunek czy zdobywanie doświadczenia były na miejscu.

W grze została zaimplementowana zmiany pory dnia. Widzieliśmy, jak zmienia się oświetlenie, a czerwone światło zachodzącego słońca miesza się z neonami Pacifiki. Zapierało to dech w piersiach.

Większe odległości w grze (a są tam naprawdę spore odcinki do pokonania) możemy pokonać za pomocą motocykli lub samochodów. W pojazdach możemy wybrać stację radiową i posłuchać muzyki.

Na samym końcu prezentowanej rozgrywki widzieliśmy fragment dziejący się „po drugiej stronie” cyfrowego życia w Night City, czyli w cyberprzestrzeni. Nie wiadomo, jak wiele działań będziemy musieli tam wykonać i jak duża część gry będzie się tam dziać. Wiemy, że sprzymierzone z nami postaci mają tam własną fortecę danych (zwaną w świecie Cyberpunka BBS). Być może więc nie widzieliśmy jeszcze całkiem dużej części rozgrywki, a świat Cyberpunka może być większy, niż nam się dotąd zdawało.

Dołącz do dyskusji