Czas odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie: który Assassin’s Creed jest najlepszy? – sonda Spider’s Web

Artykuł/Gry 07.06.2019
Czas odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie: który Assassin’s Creed jest najlepszy? – sonda Spider’s Web

Czas odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie: który Assassin’s Creed jest najlepszy? – sonda Spider’s Web

Sentymentaliści powiedzą, że nie ma nic lepszego nad przygody Ezio Auditore da Firenze. Miłośnicy przygód wskażą na pirackie Blag Flag, dające cudowne poczucie wolności. Amatorzy wielkich i otwartych światów będą wołać na przemian Odyssey oraz Origins. Tylko który Assassin’s Creed jest NAPRAWDĘ najlepszy?

Aby poznać odpowiedź na to pytanie, przeprowadziłem kolejną sondę redakcyjną. Średnio jednak ufam gustowi moich kolegów po fachu i o wiele chętniej dowiedziałbym się, która odsłona Assassin’s Creed jest najlepsza waszym zdaniem. No i przede wszystkim: dlaczego? Co takiego sprawia, że dobry Asasyn jest dobry? Tymczasem sprawdźmy, jak zagłosowała redakcja Spider’s Web:

Szymon Radzewicz: Black Flag – pierwsza odsłona, która wyjęła kij z tyłka.

Po premierze AC III wątek templariuszy i przedwiecznych był już tak wyeksploatowany, że wylewał się bokiem. Seria potrzebowała świeżego otwarcia. Motywu, który nie będzie już grał na startych nutach ratowania świata. Tym czymś okazał się właśnie Black Flag. To pierwsza odsłona, w której wątek odwiecznego konfliktu miałem kompletnie w poważaniu. Zająłem się natomiast tym, co daje prawdziwą frajdę: korsarstwem.

Od samych początków serii Assassin’s Creed stawiało na wolność. Jednak dopiero Black Flag podkręcał ową wolność na maksimum. Mieliśmy własną łajbę, własną załogę i mogliśmy popłynąć gdziekolwiek tylko chcieliśmy. Każda wysepka widoczna na horyzoncie nadawała się do zwiedzania i prawie każda skrywała jakiś sekret. Główny bohater był charyzmatyczny, a egzotyczne Karaiby stanowiły cudowną odmianę po zaśnieżonych, błotnistych ziemiach Ameryki.

Black Flag miał to do siebie, że był kapitalną grą zarówno podczas fabularnego maratonu, jak również na pół godziny rozgrywki. Siadało się po prostu przed konsolą, odkrywało nową wyspę, znajdowało skarb i gotowe. Nikt gracza nie pospieszał ani nie trzymał za rękę. Mogliśmy robić co chcemy, jak chcemy i kiedy chcemy. No i to było rewelacyjne.

Mój zwycięzca: Assassin’s Creed IV: Black Flag.

Marcin Połowianiuk: Wiadomo, że trylogia z Ezio Auditore da Firenze.

Pierwszy Assassin’s Creed okropnie mnie wymęczył, ale drugą część z miejsca pokochałem. Prawdopodobnie duży wpływ miał na to fakt, że akcja działa się w mojej ukochanej Italii, a do tego gra wyszła w momencie, kiedy miałem jeszcze dużo czasu na granie. Cudownie było powspinać się na budynki, które wcześniej niejednokrotnie widziałem i do których miałem zamiar powrócić.

Trudno mi wyłonić zwycięzcę z trylogii. Część II była najświeższa i wzięła mnie z zaskoczenia, dlatego wydaje się być najlepsza. Brotherhood przeniósł się do Rzymu, co podobało mi się bardziej od wielu różnych lokalizacji rozsianych w Toskanii w poprzedniej części gry. Z kolei Revelations Konstantynopol podobał mi się mniej od Włoch, za to gameplay gry bardziej przypadł mi do gustu.

Nie umiem wybrać jednej ulubionej części z tej trylogii. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze uda mi się wygospodarować na tyle wolnego czasu, żeby przejść jeszcze raz całą trylogię w zremasterowanej wersji.

Mój zwycięzca: Trylogia Ezio

Jakub Kralka: Egipt górą

Assassin’s Creed od ponad dekady jest tą samą grą. Coraz lepszą, ale ogólne zasady nie uległy zmianie. Cenię go natomiast za możliwość poczucia „ducha epoki”. I choć z asasynami przeżyłem wiele wspaniałych przygód, to jednak największym sentymentem darzę Egipt.

Starożytność to generalnie niewdzięczny temat dla twórców gier i kina. Dla mnie osobiście najbardziej jednak fascynujący. I o ile Grecja doczekała się technicznie może nawet lepszej gry, to jednak „50 odcieni pustyni” w Origins w największym stopniu przemawiają do moich wspomnień. A ponieważ gra była ponadto świetna – mój głos wędruje na przedostatniego Asasyna z serii.

Mój zwycięzca: Assassin’s Creed Origins

Maciej Gajewski: tylko dwa ostatnie. Z nastawieniem na…

Bo tak w ogóle to ja za tą serią do niedawna w ogóle nie przepadałem. Nie podobała mi się sama mechanika gry, bo tak zwane lore było nawet ciekawe. Seria jednak przeszła gruntowne przeobrażenie, zmieniając się w coś, co najłatwiej przyrównać do… moda do Wiedźmina 3. A że to wspaniały wzór, nie mam z tym problemu. Z obu nowych części wyraźnie jednak wolę tę pierwszą, o Bayeku.

Assassin’s Creed Origins sprawiłem sobie wraz z Xboxem One X. Jak wspominałem, nie byłem fanem serii, ale materiały z YouTube’a robiły na mnie ogromne wrażenie. Gra miała mi pokazać nowe możliwości mojej dopalonej konsoli. I faktycznie, pokazała. Wygląda nadal olśniewająco, a do tego ma wciągającą historię, rozbudowany świat i zupełnie nową, bardzo odpowiadajacą mi mechanikę. Odyssey jest również świetne, i chyba nawet nieco bardziej grywalne. Ja jednak stawiam przede wszystkim na klimat i opowieść, a ta w Odyssey jest strasznie głupiutka. Stąd, bez żadnej wątpliwości, Origins.

Mój zwycięzca: Assassin’s Creed Origins

Piotr Grabiec: Assassin’s Creed: Rogue rządzi

Nominuję Assassin’s Creed: Rogue. Ostatnia część serii wydana na konsole poprzedniej generacji – a z początku zresztą tylko na nie – była swoistym mission packiem do Czwórki.

Zmieniła się jednak nie tylko mapa, ale również bohater. Mogliśmy wreszcie wcielić się w Templariusza i stanąć po drugiej stronie konfliktu, a fabularnie gra spinała historie z kilku innych odsłon. Co prawda nie wiem, czy po latach z chęcią bym do tej gry wrócił, nawet w wersji zremasterowanej, ale zapisała się ona w mojej pamięci naprawdę bardzo dobrze ze względu na zarówno fabułę, jak i mechanikę.

Mój zwycięzca: Assassin’s Creed: Rogue

Łukasz Kotkowski: Najlepszy Asasyn to pierwszy Asasyn

Ten powiew świeżości, ta fabuła, ta niezwykła mechanika! Pierwszy Assassin’s Creed był dla mnie niesamowitym przeżyciem i pomijając nieco wtórną konstrukcję misji, byłem zakochany w każdym aspekcie tej gry.

Kolejne części z kolei okrutnie mnie rozczarowały, były płytkie fabularnie i przekombinowane od strony mechaniki, i do dziś nie umiem jednoznacznie ocenić, czy w pełni otwarty świat pasuje mi do gry o takim charakterze. Przez to ominąłem ostatnie trzy odsłony AC, więc moja opinia może być niekompletna. Dopóki jednak nie zagram przynajmniej w Origins, najlepszym Asasynem pozostaje dla mnie pierwszy Asasyn.

Mój zwycięzca: pierwszy Assassin’s Creed

Dawid Kosiński: Przede wszystkim część druga.

Tak jak Marcin uważam, że trylogia z Ezio to najbardziej udane części serii, ale najbardziej ubóstwiam drugą część bez żadnych dodatków. To właśnie dzięki tej odsłonie pokochałem całą franczyzę. W pierwszego Assassin’s Creeda nigdy nie grałem dłużej i absolutnie tego nie żałuję, ponieważ słyszałem, że był on grą straszliwie monotonną. Z kolei Assassin’s Creed III i kolejne odsłony stawały się coraz bardziej przekombinowane.

Dwójkę zaś pokochałem za otwarty świat, za piękne odwzorowanie włoskiej architektury, za wyraziste postaci oraz fabułę pełną zwrotów akcji. Szczególnie spodobały mi się nawiązania do Pierwszej Cywilizacji, których niestety w kolejnych częściach Assassin’s Creed było coraz mniej. Bardzo chciałbym zagrać kiedyś w tytuł, który przeniesie mnie właśnie do czasów rasy panującej przed ludźmi.

Mój zwycięzca: Assassin’s Creed II

Tomasz Domański: Renesansowe Assassin’s Creed II

Pamiętam to jak dziś. Seria Assassin’s Creed dopiero raczkowała, przez co jej formuła wydawała się jeszcze w miarę świeża. Do tego akcja dwójki rozgrywała się w renesansowych Włoszech – jednym z najbardziej pasujących do asasynów okresów historycznych. I z tą myślą w głowie udało mi się wtedy kompletnie wciągnąć w drugą część historii o przodkach Desmonda, przerywaną k a p i t a l n y m i (i w pełni opcjonalnymi) wyzwaniami zręcznościowymi. Żadna inna część nie zdołała mnie później tak wciągnąć, jak dwójeczka, więc jeśli ktoś nie grał, to polecam!

Mój zwycięzca: Assassin’s Creed II

Dołącz do dyskusji