Dziwny ten fenomen Xiaomi w Polsce. O smartfonach jest bardzo głośno, a Polacy i tak kupują więcej iPhone’ów

Felieton/Biznes 29.05.2019
Dziwny ten fenomen Xiaomi w Polsce. O smartfonach jest bardzo głośno, a Polacy i tak kupują więcej iPhone’ów

Dziwny ten fenomen Xiaomi w Polsce. O smartfonach jest bardzo głośno, a Polacy i tak kupują więcej iPhone’ów

W świetle handlowej wojny amerykańsko-chińskiej wszyscy skupiają się tylko na tym, że choć Huawei jest obecnie numero uno na rynku smartfonów w Polsce, wkrótce z tej pozycji spadnie. Tymczasem na polskim rynku mobilnym stało się coś znacznie ciekawszego – Apple nadal wyprzedza Xiaomi.

Odkąd zostałem przewodnikiem sporych rozmiarów psa, zauważam pewną prawidłowość: najmniejsze psy najgłośniej szczekają. Te duże czasem burkną, czasem szczekną, żeby zaznaczyć swoją obecność, ale to te najmniejsze w obliczu innych zwierzaków zachowują się tak, jakby ktoś włączył im permanentnie komendę „daj głos”. Oczywiście nie wszystkie i nie zawsze, ale ta prawidłowość doskonale pasuje mi do obecnej sytuacji na rynku mobilnym.

Apple od zawsze był wielkim graczem, jeśli chodzi o markę i renomę. Sprzedażowo jednak smartfony tej firmy stanowiły w Polsce plankton. Gdy pięć lat temu odchodziłem z pracy w handlu elektroniką, iPhone – statystycznie rzecz ujmując – praktycznie nie istniał. Poza garstką entuzjastów, śpiewających hymny pochwalne na cześć Tima Cooka przeplatane żałobnym requiem na cześć Steve’a Jobsa, Apple nie miał też w Polsce żadnego śladu medialnego. Kilku wiernych wyznawców, nic poza tym. Dopiero od 2-3 lat udziały ilościowe Apple’a w sprzedaży smartfonów na naszym rynku są na poziomie pozwalającym mówić o jakimkolwiek sukcesie.

Tymczasem Xiaomi… o panie! Marka, której jeszcze 3 lata temu w ogóle nie było można w Polsce oficjalnie kupić, miała u nas prawdziwą armię wielbicieli, gotowych za wszelką cenę bronić chińskiej myśli technologicznej i godzinami rozprawiać o jądrach (kernelach), custom ROM-ach i udowadniać, że długa i żmudna procedura importu smartfona z Chin jest tego warta, bo zaoszczędzimy kilkadziesiąt złotych względem przereklamowanego Samsunga.

xiaomi mi 9

Gdy Xiaomi oficjalnie weszło do Polski, spodziewaliśmy się blitzkriegu. Dostaliśmy co najwyżej wojnę pozycyjną.

Dla jasności – uzyskanie wyniku na poziomie 6,5 proc. w zaledwie trzy lata to wynik godny pochwały. Tym bardziej jej godny, że w zaledwie trzy lata Xiaomi nie tylko przegoniło rosnącą w siłę Motorolę, ale też zminimalizowało udziały LG, Sony i HTC do tego stopnia, że mieszczą się razem w kategorii „inni producenci”.

huawei rynek smartfonów

Nie jest to jednak wynik, jakiego moglibyśmy się spodziewać po entuzjazmie rzeszy fanów i szturmie sprzedażowym polskiego dystrybutora. W porównaniu do Apple’a sytuacja jest tym bardziej dojmująca, że mówimy przecież o ujęciu ilościowym, nie wartościowym. Gdybyśmy patrzyli na udziały pod względem wartości, Xiaomi byłoby daleko, daleko w tyle za znacznie droższymi smartfonami Apple’a. Których – w ujęciu ilościowym – i tak sprzedaje się w Polsce więcej, niż tanich Xiaomi.

Stąd właśnie historia otwierająca ten artykuł. Xiaomi jest trochę jak mały Shih Tzu, szczekający zawzięcie przy nodze prowadzącej go pańci. Słychać go z daleka i za nic nie da się przegapić, ale jak przychodzi co do czego, okazuje się, że w parze z irytującym poziomem głośności nie idzie rozmiar stworzenia.

Fani Xiaomi to najgłośniejsza grupa w polskim Internecie technologicznym. Jak się jednak okazuje – niewielka.

Przy wierności swoich fanów, prężnie działającej dystrybucji i ogromnym pokryciu medialnym Xiaomi powinno właśnie nie tylko wskakiwać na numer 3. w zestawieniu IDC, ale wręcz rozpychać się łokciami i podkopywać numery 1 i 2. Tymczasem względem poprzedniego roku fiskalnego, Xiaomi urosło o zaledwie 0,3 proc. Dla porównania, Huawei w tym samym czasie urósł aż o 6 proc., podkradając nabywców m.in. Apple’owi, którego udziały w rynku co prawda spadły o 0,6 proc., ale nadal utrzymują się na wyższym poziomie, niż Xiaomi.

xiaomi mi 9

Xiaomi ma ten sam problem, co niegdyś Huawei.

Dziś Huawei jest siłą, z którą liczy się każdy i której ewentualne nagłe zniknięcie skończy się trzęsieniem ziemi na rynku mobilnym. Nie zawsze jednak tak było. Wielu czytelników może pamiętać dystans i niechęć, z jaką produkty firmy były traktowane przez Polaków jeszcze kilka lat temu. Całkiem zresztą zasłużenie, bo 6-7 lat temu Huawei nie mógł się pochwalić udanymi produktami.

Xiaomi ma dziś podobny problem, pomimo obiektywnie udanych produktów. W oczach przeciętnego konsumenta, to wciąż nieznana, chińska marka.

Przeciętny Polak, mając do wyboru kosztujący tyle samo smartfon Huawei i Xiaomi, wybierze tego pierwszego. Bo to jego reklamuje Robert Lewandowski, to jego polecił mu szwagier i to właśnie on jest bardziej widoczny na sklepowych półkach. Nie Xiaomi, który wciąż widoczny jest tylko w sekcjach komentarzy polskich serwisów technologicznych.

Chiński gigant stara się jak może. Otwiera kolejne salony sprzedaży i próbuje zjednać sobie nowych klientów, ale sądząc po sytuacji sprzedażowej, Xiaomi w Polsce nadal kupują ci sami ludzie, którzy kupowali produkty firmy zanim ta weszła do Polski – entuzjaści, których jest za mało, by tylko przy ich pomocy napędzić realną sprzedaż.

xiaomi mi 9

Xiaomi w Polsce wykonało dobrą pracę u podstaw. Ale potrzeba więcej, by liczyć się na rynku.

Chiński gigant powinien się już zorientować, że lojalna grupa wyznawców nie wystarczy, by podbić rynek. Podobnie zresztą jak Apple, którego udziały w Polsce – choć wyższe od Xiaomi, ale wciąż niewielkie – wyraźnie pokazują, że pokrycie rynkowe zdobywa się nie religijnym oddaniem nabywców, a intensywnym marketingiem.

Na rynkach, gdzie obydwie firmy łożą potężne pieniądze na reklamę (Stany Zjednoczone dla Apple’a, Chiny i Indie dla Xiaomi), zarówno Apple jak i Xiaomi przodują. Ale u nas, gdzie jedna firma marketingu nie uprawia wcale, a druga dopiero zaczyna, stanowią zaledwie niewielki procent tortu, zagarniętego po równo przez Samsunga i Huawei. A te na marketing wydają u nas abstrakcyjne sumy.

Kto wie, może za rok odszczekam te słowa, ale póki co o Xiaomi jest głośno, choć nie ma to odzwierciedlenia w sprzedaży. Jak jednak będzie wyglądała sytuacja za jakiś czas, jeśli Huawei zostanie zmuszony do wycofania się z rynku? Może wtedy Xiaomi dostrzeże okazję i uderzy z całą mocą, chcąc zagarnąć dla siebie jak największą część fali odpływających klientów rywala. I wtedy za donośnym szczekaniem w końcu będzie szła prawdziwa bestia, a nie malutki ratlerek.

Dołącz do dyskusji