Zamienili Bioshocka na dungeon crawlera w starym stylu. Vaporum wykorzystuje efekt Switcha – recenzja

Recenzja/Gry 09.05.2019
Zamienili Bioshocka na dungeon crawlera w starym stylu. Vaporum wykorzystuje efekt Switcha – recenzja

Zamienili Bioshocka na dungeon crawlera w starym stylu. Vaporum wykorzystuje efekt Switcha – recenzja

Mówiliśmy na nie skoczki. Dungeon crawlery w starym stylu nie pozwalały płynnie poruszać się wewnątrz ciemnych lochów. Gracz eksplorował świat skokowo, plansza po planszy, kwadrat po kwadracie, związany ograniczeniami lat 80-tych i 90-tych. Czas ruszył do przodu, ale miłość do skoczków u wielu nie przeminęła. Świadczą o tym premiery takich gier jak Legend of Grimrock czy właśnie Vaporum.

W przeciwieństwie do większości skokowych dungeon crawlerów, Vaporum nie został osadzony w świecie fantasy. Orki i smoki zostały zamienione na syczący, tykający klimat steampunku. Grze znacznie bliżej do wizyty w podwodnym mieście Bioshocka niż walki o królestwo. Bioshocka przywołuję zresztą nieprzypadkowo. Liczba pozornych podobieństw między tamtą grą i Vaporum jest gigantyczna. Wystarczy zacząć od samego miejsca akcji.

Gracz znajduje się na środku oceanu. Nie ma tutaj nic poza gigantyczną, złowieszczą wieżą.

Nie wiemy kim jesteśmy ani co się stało. Mechaniczna wieża woła nas jednak ku sobie dziwnym, mrożącym krew w żyłach dźwiękiem. W ten sposób zaczynamy przemierzać labirynt poskręcanych korytarzy, odkrywając kolejne poziomy wyjątkowego miejsca. Tak jak miasto w Bioshocku, wieża była kiedyś pełna życia. Pracowali tutaj naukowcy. Technicy wraz z rodzinami zajmowali niższe obszary. Jednak na skutek niewypowiedzianej tragedii miejsce ucichło i umarło. Przynajmniej tak się początkowo wydaje…

Historia Vaporum jest opowiadana za pomocą znajdowanych listów i notatek, a także odtwarzanych audiologów. Od czasu do czasu bohater dorzuci coś od siebie, komentując sytuację widoczną na ekranie. Miło, że gra została wyposażona w polskie napisy. Niestety, na ekranie Nintendo Switcha dialogi i opisy są tak małe, że musiałem mrużyć oczy. Zwłaszcza jadąc pociągiem albo autobusem, gdy tablet nieco drżał. Twórcy portu dla konsoli Nintendo ewidentnie nie pomyśleli o dopasowaniu interfejsu do mniejszego wyświetlacza. Oczywiście grając na TV nie ma żadnych problemów z czytelnością.

Z wizytą w ruinach Morrowinda, gdzie nikt nie potrafi poruszać się po przekątnej.

Eksponując swoją steampunkową otoczkę, Vaporum napuszcza na gracza różnej maści maszyny; małe pajęczaki, wielkie golemy, latające drony i wszystko inne, co mogliśmy zobaczyć przemierzając ruiny krasnoludów w The Elder Scrolls. Przeciwnicy mają odmienne wachlarze ruchów, słabości i mocne strony. Znajomość swoich wrogów to połowa kluczu do sukcesu w Vaporum. Drugą jest granie na odpowiednie tempo, wykorzystując skokową rozgrywkę w czasie rzeczywistym.

W tym miejscu dochodzimy do sedna Vaporum – chociaż rozgrywka jest skokowa (tzw. grid-based), to ma miejsce w czasie rzeczywistym. W przeciwieństwie do części dawnych dugneon crawlerów nie bierzemy udziału w pojedynku szachowym. Tutaj nie ma tur ani kolejek. Dlatego wyczucie tempa rozgrywki jest kluczowe. Dobry gracz jest w stanie zadać obrażenia przeciwnikowi, a następnie opuścić jego pole rażenia, nim ten wykona jakikolwiek ruch. Vaporum to trochę jak gra w podchody. Tyle tylko, że każdy widzi każdego na ciasnej, złożonej z kwadratów planszy.

Po tej planszy można poruszać się wyłącznie po osi X oraz Y. W świecie Vaporum dozwolony jest krok do przodu, do tyłu, w lewo lub prawo. Po skosie? Po przekątnej? HEREZJA. Nie ma takiej możliwości. Świadomość ograniczonego przemieszczania sprawia, że zaczynamy kombinować. Zastawiać pułapki. Przewidywać ruchy rywali. Początkowe, statyczne starcia przemieniają się w zręczniościową, rytmiczną wręcz rozgrywkę. Gracz z głową na karku potrafi zachować w Vaporum naprawdę sporo HP. Właśnie to jest największym plusem gry. Domorośli taktycy wyrośli na klasykach RPG mają wielkie pole do popisu.

Będę szczery – na PC ani na PS4 bym w to nie zagrał. Zadziałał jednak efekt Switcha.

Nintendo Switch przeżywa inwazję gier sprzed kilku(nastu) lat. Jednym z takich odgrzewanych kotletów jest właśnie Vaporum. Dungeon crawler zadebiutował na rynku w 2017 r., jako tytuł dla komputerów osobistych. Teraz produkcja wykorzystująca sentyment najstarszych graczy została wydana na Switchu. Początkowo może się wydawać, że wybór platformy jest dosyć egzotyczny. Jednak po kilkunastu minutach nie ma się wątpliwości, że ekran tabletu naprawdę dobrze pasuje do skoczków. Z Vaporum bawiłem się lepiej niż sądziłem.

Dzięki Vaporum zdałem sobie sprawę, że z chęcią uruchomiłbym na Switchu Legend of Grimrock 2 albo Might and Magic X. Trzeba zresztą wiedzieć, że to właśnie na konsoli Nintendo – 3DS – pojawiła się najlepsza nowoczesna seria dungeon crawlerów, jaką jest rewelacyjne Etrian Odyssey. Wbrew pozorom Japończycy mają lochy i smoki we krwi, nieustannie eksplorując ten gatunek po dziś dzień. Z tej perspektywy zaskakująca grywalność Vaporum nieco przestaje dziwić.

Największe zalety:

  • Steampunk zamiast fantasy
  • Skokowa rozgrywka, ale w czasie rzeczywistym
  • Uwypuklona (jak na skoczka) narracja i historia
  • Polska wersja językowa
  • Trudne elementy zręcznościowe

Największe wady:

  • Lokacje mogłyby być nieco bardziej zróżnicowane
  • Sterowanie na Switchu wymaga przyzwyczjenia
  • Interfejs jest za mały jak na ekran tabletu
  • Efekt Switcha nie tłumaczy ceny na poziomie 124 zł

Boli tylko cena. Ponad 120 zł to rozbój w miały dzień, gdy zerkniemy na stawki za najlepsze crawlery na PC.

Dołącz do dyskusji