Uber sza. Uber Black testuje ciche przejażdżki

News/Technologie 15.05.2019
Uber sza. Uber Black testuje ciche przejażdżki

Uber sza. Uber Black testuje ciche przejażdżki

Uber wprowadza funkcję, którą – mam głęboką nadzieję – skopiują wszyscy. Chodzi o ciche przejażdżki. 

Każdy miewa takie dni. Ma się ochotę usiąść wygodnie i pogrążyć we własnych myślach lub po prostu pogapić za okno i wreszcie o niczym nie myśleć. Nieważne dlaczego. Może twój kolega z pracy nie przestaje mówić nawet w toalecie i masz nadzieję, że w Uberze twoje uszy choć trochę odpoczną. A może zamawiasz kierowcę, żeby zawiózł cię okrężną drogą do osiedlowego sklepu, bo masz w domu nieustanny koncert dawany przez dwójkę małych dzieci i potrzebujesz 5 minut ciszy.

Wsiadasz, usta kierowcy się otwierają i już wiesz. Czeka cię kolejny odcinek niekończącej się sagi Wszystkie Przygody Kierowcy Ubera, Czyli Moje Życie Za Kierownicą. Oczywiście uwielbiasz tę sagę, ale tego dnia nie masz po prostu siły jej słuchać. I tu w czarnym Mercedesie wjeżdża nowy Uber Black.

Na ulicach cichosza i w Uberach cichosza.

Nowa opcja cichych przejażdżek jest dostępna na razie niestety tylko w Stanach Zjednoczonych i to tylko w usłudze Uber Black. To wersja premium zwykłego Ubera, dzięki której można zaznać odrobiny motoryzacyjnego luksusu, siedząc na skórzanym fotelu jednego z dopuszczalnych w programie wozów (między innymi Jaguara, Bentleya, Porsche czy Maybacha). Oczywiście cena za tę usługę jest znacznie wyższa, niż za bycie wożonym po mieście starym dobrym Fordem czy Toyotą, ale cóż, taka charakterystyka wszystkiego, co premium.

Poza wyższej jakości samochodami Uber Black ma wyróżniać doskonała obsługa. Kwalifikują się do niej tylko ci kierowcy, których ocena wynosi co najmniej 4,8, a teraz także ci, którzy potrafią milczeć dłużej niż 5 minut. I choć krytycy zwracają uwagę na to, że to dehumanizacja kierowców, to pozwolę sobie nie zgodzić się z tym argumentem.

Jestem gadułą, przyznaję. Czasami dziwię się, że narzeczony nie trzyma w kieszeni zapasu krówek-mordoklejek tylko po to, żeby przystopować potok słów wypływający z moich ust. Ale nawet ja wiem, kiedy nie jest on w nastroju na moje paplanie. Znam go na tyle długo i na tyle dobrze, że potrafię odczytać te zmęczone (lub mordercze) spojrzenia. Kierowca Ubera nie ma takiej szansy i czasami gadami w najlepszej wierze. Ot po to, żeby nas rozweselić lub umilić nam drogę. Wiem, że teoretycznie można w takich wypadkach poprosić o to, żeby był cicho.  Mnie jeszcze nie udało się tego zrobić i uprzejmie, i skutecznie.

Nowe preferencje dają więcej możliwości poinformowania o swoich życzeniach.

Zmiana jest częścią nowych preferencji przewozowych, które użytkownik aplikacji może zawczasu określić. Poza poziomem konwersacji z kierowcą (pogawędka, cisza i bez preferencji) można też ustalić preferowaną temperaturę w samochodzie i poinformować zawczasu o tym, że podróżuje się z bagażem.

Mam szczerą nadzieję, że ta opcja sprawdzi się w Stanach Zjednoczonych i zostanie zaimplementowana na wszystkich możliwych rynkach.

Dołącz do dyskusji