Hej Ubisoft, popełniasz gigantyczny błąd, zmuszając mnie do szukania 7 znajomych pod rajd w The Division 2

Artykuł/Gry 16.05.2019
Hej Ubisoft, popełniasz gigantyczny błąd, zmuszając mnie do szukania 7 znajomych pod rajd w The Division 2

Hej Ubisoft, popełniasz gigantyczny błąd, zmuszając mnie do szukania 7 znajomych pod rajd w The Division 2

estiny

Lada moment w The Division 2 pojawi się pierwszy rajd, czyli wymagająca aktywność dla wysokopoziomowych graczy. W jednym rajdzie weźmie udział aż ośmiu agentów, wspólnie próbując przejść długą, złożoną misję. Problem polega na tym, że tych ośmiu graczy musi się najpierw umówić poza grą, ponieważ Ubisoft wyciął matchmaking. Gdy ma się na karku dom, pracę i rodzinę, to przecież mission impossible.

Gram w The Division 2 nieustannie, od marcowej premiery tego tytułu. Jedną z największych zalet produkcji Ubisoftu jest prosty, intuicyjny, przyjazny system misji i zadań. W przeciwieństwie do kosmicznego Destiny, każdą aktywność w Waszyngtonie mogę rozegrać przy pomocy matchmakingu. System łączy mnie wtedy z pobliskimi graczami o podobnym poziomie, pozwalając na wspólną walkę z bandytami.

Matchmaking w The Division 2 działa doskonale.

Gracze w Europie nie mają żadnego problemu, aby znaleźć chętnych do wspólnej rozgrywki. Czy to środek nocy, czy też środek dnia – zawsze znajdzie się ktoś, kto razem ze mną będzie chciał przywrócić porządek w Waszyngtonie. Niezależnie od typu misji czy stopnia jej trudności. Dzięki temu nie muszę grać solo. W czteroosobowej drużynie zawsze jest raźniej.

Co świetne, matchmakingiem zostały objęte WSZYSTKIE czołowe aktywności w The Division 2: misje główne, eksploracja otwartego świata, strefy mroku, polowania oraz moduł PvP. Dzięki takiemu rozwiązaniu posiadacz The Division 2 zawsze napotka na kogoś do pomocy. Czy to w wykonaniu żmudnej misji fabularnej, czy w polowaniu na innych graczy. Na chętnych nigdy nie muszę czekać dłużej niż kilka – kilkanaście sekund.

Teraz okazuje się, że do rajdu wymagana jest 8-osobowa grupa znajomych.

Pierwszy rajd w The Division 2 wymaga od nas znajomosci siedmiu osób, które będą chciały grać w tę samą grę i ten sam tryb o tej samej porze. Matchmaking został wycięty, a lobby działa wyłącznie na zasadzie prywatnych zaproszeń w gronie znajomych lub klanu. Albo masz pod ręką siedmiu bardzo dyspozycyjnych kumpli, albo nie grasz w ogóle. Takie rozwiązanie sprawiło, że wielu fanów Division od wczoraj bojkotuje produkt Ubisoftu.

Oczywiście istnieje sposób na obejście tego problemu. Jest nim platforma LFG, na której gracze szukają chętnych do wspólnej zabawy. Nieznajomi korzystają z zewnetrznego pośrednika, aby łączyć się w drużyny i odblokowywać dostęp do nowej zawartości. Tyle tylko, że LFG to także masa problemów. Wymogi niektórych graczy wobec kompanów są gigantyczne. Na platformie szerzy się elitaryzm. Do tego LFG wymusza na użytkowniku podjęcie dodatkowej inicjatywy, sięgającej poza samą grę wideo.

Gdyby tak istniała możliwość wprowadzenia takiego systemu LFG bezpośrednio do gry wideo… dzięki niemu użytkownicy mogliby się łączyć w grupy błyskawicznie, na zasadzie filtrów oraz automatyzacji. Zaraz, przecież jest takie rozwiązanie. Nazywa się matchmaking i zostało świadomie usunięte przez Ubisoft.

Matchmaking sprawiał, że The Division 2 był świetnym Destiny dla zabieganych.

Dzięki systemowemu łączeniu w grupy nawet zajęty, zapracowany samotny ojciec mógł rozegrać misję w trybie co-op. Taki facet usypia dzieci, a potem na godzinę siada przed TV. Następnie razem z nieznajomymi odbija bank albo ratuje miejską kanalizację, oczywiście w trybie sieciowej kooperacji. Bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że zawsze lepiej i raźniej gra się w drużynie. Nawet, jeśli są w niej kompletni nieznajomi.

Misje w The Division 2 mają bardzo prostą strukturę. Obroń miejsce, aktywuj terminal, wybij wrogów, pokonaj bossa – tak można opisać 4/5 aktywności w grze Ubisoftu. Zmienia się jedynie kolejność czynności. Ta niewybredna forma sprawia, że gracze nie muszą komunikować się głosowo. Nie mają potrzeby ustalania każdego szczegółu. Nie muszą dzielić się na role ani zgrywać w czasie. To nie Destiny, gdzie koordynowało się poczynania trzech par wojowników znajdujących się w trzech odmiennych wymiarach.

Dla mnie wielką zaletą The Division 2 jest właśnie to, że to takie Destiny dla zabieganych. Bardziej wybaczające. Bardziej casualowe. W sam raz dla kogoś, kto nie ma już czasu na granie po kilka godzin dziennie, biorąc udział w zbiórkach gildii. Praca, dom, rodzina – w pewnym momencie proza życia sprawia, że budżet czasu kurczy się bardziej, niż by się tego chciało. Miłość do kooperacyjnych gier jednak pozostaje. W to miejsce idealnie wpasowało się The Division 2, będąc takim looter shooterem dla tatuśków, bez całej tej twitchowej otoczki.

Hej Ubisoft, popełniasz wielki błąd.

Twórcy drugiego Division muszą zdawać sobie sprawę, kim jest większość ich klientów. To wcale nie są hardkorowi gracze, którzy mogą poświęcić kilka godzin dziennie polując na Gjallarhorna. Takich pasjonatów w całej społeczności Division jest garstka. Jednak to dla tej garstki Ubisoft przygotował pierwszy rajd, wszystkich innych pozostawiając za zamkniętymi drzwiami lobby. To pierwszy tak wielki błąd i tak wielkie niezrozumienie między społecznością i twórcami.

Dotychczas producenci The Division 2 we wzorowy sposób komunikowali się z fanami. Doskonale rozumieli ich potrzeby, a także całkiem udanie wdrażali je w życie. Dzięki rozmowom graczy i twórców powstało kilka świetnych zmian. Dlatego dziwi mnie, że od kilku dni Ubisoft jest tak głuchy na rozpacz i lament społeczności. Ta w przeważającej większości nie zostawia suchej nitki na braku matchmakingu. Zupełnie się im nie dziwię. Na ten moment Ubisoft robi dobrze kilku procentom graczy, wypinając się na wszystkich pozostałych.

Dołącz do dyskusji