Postanowiłem jeść tylko proszek zalewany mlekiem. Jestem po dwóch tygodniach i ludzie zaczęli mnie unikać

Artykuł/Nauka 27.05.2019
Postanowiłem jeść tylko proszek zalewany mlekiem. Jestem po dwóch tygodniach i ludzie zaczęli mnie unikać

Postanowiłem jeść tylko proszek zalewany mlekiem. Jestem po dwóch tygodniach i ludzie zaczęli mnie unikać

Imprezy, gale, śniadania prasowe i obiady na konferencjach. To był u mnie standard. A teraz? Ludzie, którzy się dowiadują o moim teście, najpierw szczerze zainteresowani dopytują o szczegóły. Ale po dwóch tygodniach już czują się w moim towarzystwie niezręcznie.

Większość z was już zapewne wie, że sprawdzam, jak to jest żyć przez miesiąc na proszku zalewanym mlekiem. I większość postrzega moją próbę jedynie jako chęć schudnięcia. Oczywiście, dobrze by było. Mnie jednak, gdy umawiałem się na test, najbardziej intrygowało, jak ważne w życiu człowieka jest jedzenie. Jak ważne społecznie, towarzysko, a nie fizjologicznie.

I wiem już, że jest bardzo ważne. A ludzie, wśród których się obracamy, nie wyobrażają sobie, jak ktoś może nie jeść.

Jeden z pierwszych dni jedzenia proszku. Siedzimy w domu z dziewczyną. Kroi jakiś ser, kiełbasę:

– Może chcesz kawałek? Nikt się nie dowie.

HUEL: Dziewczyna nie chce mnie denerwować jedzeniem w domu to poszła z koleżankami najeść się na zapas na mieście.
Dziewczyna nie chce mnie denerwować jedzeniem w domu to poszła z koleżankami najeść się na zapas na mieście.

Jadę do przyjaciela.

– Chipsy?
– Nie, dzięki, nie jem.

15 minut później:

– Może jednak chipsy?

Odmówiłem. Nie wyciągnął. Pierwszy raz w życiu widziałem go o samej herbacie.

Jadę do innego kumpla.

– Słuchaj, nie będzie ci przeszkadzało, jeśli zjem obiad?
– A dlaczego miałoby mi przeszkadzać?
– No bo nie możesz jeść.
– Daj spokój, jedz.

Przekonałem go. Zamówił kebaba. I gdy już jadł, stwierdził, że może mi odkroić kawałek i „nikt się nie dowie”.

HUEL: Wizyta u kolegi. Wraz z dziewczyną jedzą obiad. Ja obiad piję.
Wizyta u kolegi. Wraz z dziewczyną jedzą obiad. Ja obiad piję.

Jadę do domu, do mamy.

– Może bym ci gołąbków zrobiła?
– Ale ja nie jem.
– No ale byś sobie włożył do zamrażarki. Gdybyś zgłodniał, to żebyś miał.

Na spotkaniach prasowych i konferencjach, gdzie jest najlepsze jedzenie, bo darmowe, większość kolegów z branży była w szoku. No bo jak to, dają łososia, a wariat nie je. Na początku ludzie są zaintrygowani. Chcą się dowiedzieć, dlaczego, kto mnie namówił i czy ja za to płacę, czy mi płacą. No i oczywiście czy schudłem, ile schudłem, ile chcę schudnąć i czy nie obawiam się efektu jojo.

Ale po dwóch tygodniach, gdy wszyscy już wiedzą, z czym to się – nomen omen – je, zaczyna być inaczej. Na spotkaniach dziennikarskich większość zmierza do innych stolików niż ten, przy którym stoję. No bo głupio jeść przy kimś, kto nie je. Koledzy rzadziej dzwonią z pytaniem, czy wyskoczymy na hamburgera i piwo – bo przecież nie jem hamburgerów i nie piję piwa; po co więc gdzieś wyskakiwać. Gdy znajomi przychodzą w odwiedziny, usiłują mi wmówić, że wcale nie mają ochoty na chipsy i orzeszki. Nawet koleżanka z pracy przestała do mnie przychodzić, by mnie poinformować, że jest nowa dostawa owoców do firmy – bo przecież nie jem owoców.

HUEL: Zorganizowałem w domu imprezę. Było to jedno z najpoważniejszych wyzwań dotychczas. Inni jedli, ja oglądałem.
Zorganizowałem w domu imprezę. Było to jedno z najpoważniejszych wyzwań dotychczas. Inni jedli, ja oglądałem.

I oczywiście możliwy jest wariant, że wskutek niejedzenia przez dwa tygodnie stałem się gburem i dlatego ludzie rzadziej podchodzą i rzadziej dzwonią. Ale możliwe również jest to, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak głęboko zakorzenione w naszej codzienności jest jedzenie. I gdy ktoś wyłamuje się z zasad gry, nie wiemy, jak kogoś takiego traktować.

Zarazem jednak kulturowe zakorzenienie jedzenia w połączeniu z faktem, że bardzo dobrze pod względem fizycznym znoszę jedzenie proszku (nie odczuwam głodu, nie mam już odruchu sięgania po coś słodkiego ani otwierania lodówki, by zobaczyć, co w niej jest), przekonuje mnie do twierdzenia, iż za kilkanaście, być może kilkadziesiąt lat, normalne jedzenie będzie rozrywką o charakterze towarzyskim, tak jak dziś wyjście do teatru. I wrażenie będzie na nas robiło nie tylko wyjście do ekskluzywnej restauracji, lecz także wyjście na frytki belgijskie sprzedawane z food trucków.

Czytaj wszystkie teksty o moim teście Huel:

  1. Postanowiłem jeść tylko proszek zalewany mlekiem – miesięczny test „jedzenia przyszłości”
  2. Postanowiłem jeść tylko proszek zalewany mlekiem. Po tygodniu mogę napisać jedno: żyję
  3. Postanowiłem jeść tylko proszek zalewany mlekiem. Jestem po dwóch tygodniach i ludzie zaczęli mnie unikać
  4. Postanowiłem jeść tylko proszek zalewany mlekiem. Po trzech tygodniach jestem w szoku
  5. Postanowiłem jeść tylko proszek zalewany mlekiem. Mój miesięczny test właśnie dobiega końca
  6. Przez 30 dni jadłem proszek zalewany mlekiem. Czas na podsumowanie testu

Patryk Słowik

Gdy byłem dzieciakiem, godzinami zaczytywałem się w gazetach o grach komputerowych. Od “Secret Service”, przez “Świat Gier Komputerowych”, po mój ukochany i zmarły przedwcześnie “Reset”. Najbardziej lubiłem recenzje złych gier. Podziwiałem złośliwość recenzentów.

Po latach sam nim zostałem. Na łamach “Dziennika Gazety Prawnej” recenzuję książki, a także piszę o prawie gospodarczym i systemie ochrony zdrowia. Bez fałszywej skromności, chyba z niezłym efektem.

Nie mogę żyć bez smartfona. Nie wejdę do żadnej knajpy, dopóki nie sprawdzę, jaką ma średnią gwiazdek w Google. Niestety coraz częściej łapię się na tym, że sięgam po telefon, gdy go w ogóle nie potrzebuję.

Dołącz do dyskusji