Nie bój się smartfona z małą pamięcią. 8 sposobów, jak sobie radzić z dużą ilością danych

Nie bój się smartfona z małą pamięcią. 8 sposobów, jak sobie radzić z dużą ilością danych

Nie bój się smartfona z małą pamięcią. 8 sposobów, jak sobie radzić z dużą ilością danych

Jeszcze dwa lub trzy smartfony temu korzystałem z urządzeń, które miały 128 GB pamięci. Czasy się jednak zmieniają i dzisiaj… z powodzeniem mieszczę się w smartfonie, który ma 32 lub 64 GB. Rozwiązanie problemów spadło z nieba. A dokładniej mówiąc: z chmury.

Przez wiele lat żyłem z przekonaniem, że smartfon powinien mieć bardzo dużo miejsca na moje dane. Chciałem w nim mieć całą moją ulubioną muzykę, wszystkie ważne dokumenty, no i oczywiście filmy oraz zdjęcia. Samo noszenie w kieszeni wszystkich archiwów nie było jedynym zadaniem pamięci smartfona. Ta musiała być gotowa na nowe pliki, a plany zawsze miałem ambitne — chciałem nowym, lepszym aparatem fotograficznych w telefonie robić jeszcze więcej zdjęć i nagrywać jeszcze więcej filmów.

Dlatego zawsze kupowałem na zapas. Więcej miejsca w smartfonie. Większe i szybsze karty pamięci. Robiłem to po to, żeby sprzęt mnie nigdy nie zawiódł.

Jak ta strategia sprawdziła się na przestrzeni wielu lat? Dość słabo, bym powiedział.

Efekt jest taki, że spora część moich starych zdjęć została utracona. Raz zepsuł mi się dysk zewnętrzny, na którym archiwizowałem fotki ze starych telefonów. Niektóre smartfony się popsuły i straciłem dane bezpowrotnie. Inne zdjęcia i filmy przepadły, gdy nierozważnie postanowiłem przywrócić do ustawień fabrycznych system w telefonie lub komputerze.

Mówiąc wprost – wiele miejsca w smartfonach zdało się na niewiele. Co z tego, że urządzenia pozwalały na zapisywanie wielu fotek i filmów, skoro te moje skarby co jakiś czas, z takich lub innych względów, przepadały bezpowrotnie.

Rozwiązanie spadło z nieba

Gdy zaczęły popularyzować się chmury, ja zacząłem w nich trzymać swoje dokumenty i multimedia. Przez bardzo długi czas korzystałem z chmury Mega, która w tamtym czasie słynęła z tego, że dawała bardzo dużo miejsca na dane zupełnie za darmo. Aplikacja Mega pozwalała na automatyczne zapisywanie wszystkich zrobionych telefonem zdjęć do chmury, więc nie musiałem się o nic martwić – oprogramowanie pamiętało za mnie, żeby zapisać w bezpiecznym miejscu kopię zapasową zdjęć.

Później pojawiły się Zdjęcia Google, które w darmowym planie pozwalają na zapisywanie fotek w wysokiej jakości. Przez jakiś czas korzystałem ze smartfonów Google Pixel, które w Zdjęciach Google mogą bez limitu zapisywać zdjęcia w pełnej jakości.

Później przeniosłem się na iPhone’a. Ale po wielu latach spędzonych z Androidem nie byłem przekonany do smartfonów Apple, więc nie chciałem za bardzo przepłacać. Dlatego na początek zdecydowałem się na dobry, ale tani model – kupiłem iPhone’a 7 z 32 GB pamięci.

Nie będę owijał w bawełnę – bałem się tych 32 GB. Spodziewałem się, że pamięć szybko się skończy, a ja będę miał problem.

Tak się jednak nie stało. Z pomocą znowu przyszła chmura. Opłaciłem iCloud i tam zacząłem zapisywać zdjęcia i filmy, a dzięki synchronizacji miałem do nich dostęp na wszystkich moich urządzeniach, czyli smartfonie, tablecie i komputerze stacjonarnym.

Teraz mam już nowy smartfon. Z nieco większą pamięcią. Jednak jej większość pozostaje stale wolna i czeka sobie na awaryjne sytuacje. Ja tymczasem nadal korzystam z chmur. I to dwóch. Tak dla pewności zapisuję wszystkie zdjęcia i filmy w pełnej jakości w iCloudzie oraz w zmniejszonej, ale nadal dobrej jakości, w Zdjęciach Google.

Jak sobie radzić z małą pamięcią smartfona?

Najpierw sprawdź, czy producent twojego smartfona nie oferuje jakiejś chmury. Takie rozwiązanie ma np. Apple lub Huawei i z najczęściej rozwiązania producenta danego telefonu działają najlepiej.

Ale zawsze możesz skorzystać z:

#1 Zdjęcia Google i #2 Dysk Google

Aplikacja Zdjęcia Google, znana również jako Google Photos, pozwala każdemu zarejestrowanemu użytkownikowi na nielimitowane zapisywanie zdjęć i filmów w wysokiej jakości. Za kompresję materiałów odpowiadają algorytmy Google’a i działają one całkiem sprawnie. Fotografie nie tracą znacznie na jakości i nadal potrafią cieszyć oko.

Jeśli jednak nie chcesz pozwalać sobie na żadne straty, to możesz zapłacić. Kupując miejsce w chmurze Google One, zyskasz możliwość archiwizowania swoich materiałów w oryginalnej jakości. W planie darmowym też można zapisywać fotki i filmy bez straty jakości, ale należy pamiętać, że do dyspozycji dostajemy tylko 15 GB, które są dzielone między Gmaila, Dysk Google i Zdjęcia Google. To oznacza, że jeśli intensywnie korzystasz z darmowego Gmaila i bezpłatnego Dysku Google, to na Zdjęcia Google mogło zostać ci już niewiele miejsca.

Zdjęcia i filmy zapisywane w Google Photos można łatwo udostępniać wybranym osobom i dzielić się nimi. Aplikacja pozwala też na podpięcie tzw. konta partnera. Partner zyska wtedy dostęp do wszystkich naszych zdjęć, a my do zdjęć partnera. Przydatna sprawa.

Zdjęcia Google wyróżniają się też bardzo zaawansowaną i dokładną wyszukiwarką, która pozwala precyzyjnie odnaleźć konkretne zdjęcia. Wystarczy wyszukać hasło „Wiedeń”, żeby zobaczyć wszystkie nasze zdjęcia z wycieczki do Wiednia. W ten sam sposób wyszukamy zdjęcia dziecka, samochodu, drzew, budynków itd.

100 GB w Google One kosztuje 8,99 zł miesięcznie lub 89,99 zł rocznie. 200 GB jest za 13,99 zł miesięcznie lub 139,99 zł rocznie.

Dla wymagających odpowiednie będą pakiety: 2 TB za 46,99 zł miesięcznie lub 469,99 zł rocznie, 10 TB za 469,99 zł miesięcznie, 20 TB za 939,99 zł miesięcznie lub 30 TB za 1399,99 zł miesięcznie.

Przypominam: to miejsce może być wykorzystane nie tylko na Zdjęcia Google. Z powodzeniem podzielimy je między pocztę w Gmailu i wszystkie dokumenty na Dysku Google.

#3 Dropbox

Dropbox jest jedną z popularniejszych chmur. Firma już długo istnieje na rynku i spokojnie można powierzyć jej swoje dane. Osobiście nie płaciłem nigdy za tę chmurę, ale wśród redaktorów Spider’s Web oraz mojej rodziny i znajomych nie brakuje osób, które od lat opłacają Dropboksa. Cenią go właśnie za niezawodność i wygodne aplikacje na wszystkie najpopularniejsze platformy.

Dropbox zainstalowany na komputerze może zostać ustawiony tak, żeby wszystkie nasze dokumenty były wysyłane do chmury. Ta funkcja to nie tylko kopia zapasowa. To również prosta droga do dzielenia się plikami ze współpracownikami i znajomymi.

Dropbox na smartfonie zadba natomiast o to, żeby wszystkie zdjęcia i filmy, które zrobimy telefonem, niezwłocznie trafiły w bezpieczne miejsce. Tak na wszelki wypadek.

Darmowy Dropbox oferuje 2 GB miejsca na dane. Plan Dropbox Plus kosztuje 9,99 euro miesięcznie i w tej cenie dostajemy 1 TB. Za Dropbox Professional zapłacimy 19,99 euro miesięcznie i dostaniemy 2 TB miejsca. Za oba plany możemy zapłacić w tzw. Rozliczeniu rocznym – płacimy co miesiąc, ale zobowiązujemy się, że będziemy opłacali przez rok. Wtedy ceny są niższe – odpowiednio 8,25 euro i 16,58 euro miesięcznie za Plus i Professional. Warto rozważyć rozliczenie roczne, gdy już przetestujemy Dropboksa i uznamy, że chcemy z nim zostać na dłużej.

#4 OneDrive

Osobiście nie mam dobrych doświadczeń z OneDrivem. Wiem, że usługa ta na niektórych urządzeniach i u niektórych dostawców internetu potrafi działać bardzo wolno. Oczywiście nie ma problemu, jeśli chcesz komuś udostępnić za pomocą chmury Microsoftu zdjęcie lub dokument. Problemy pojawiają się często, gdy trzeba z OneDrive’a pobrać film nakręcony w 4K.

Niemniej OneDrive jest usługą wartą uwagi. Za darmo dostajemy 5 GB miejsca. Wystarczy się zarejestrować. Jeśli 5 GB to za mało, możemy za 7,99 zł miesięcznie dokupić 50 GB.

Chmura Microsoftu rozwija jednak skrzydła, gdy kupimy bogaty pakiet, który oprócz miejsca na wirtualnym dysku zawiera dostęp do potężnych narzędzi biurowych, takich jak Word, Excell, Powerpoint, OneNote czy Outlook.

Za pakiet Office 365 Personal zapłacimy 29,99 zł miesięcznie lub 299,99 zł rocznie i dostaniemy w jego ramach 1 TB miejsca w chmurze na nasze dane oraz pakiet Office dla komputerów PC i Mac (który składa się z wymienionych wyżej programów). Z pakietu biurowego skorzystamy również na urządzeniach mobilnych z Androidem i iOS-em.

Jeśli szukamy chmury i narzędzi biurowych dla siebie i rodziny, to za 42,99 zł miesięcznie lub 429,99 zł rocznie kupimy Office 365 dla Użytkowników Domowych. W tym pakiecie dostępne są wszystkie aplikacje Pakietu Office oraz 6 TB miejsca na dane w chmurze (po 1 TB dla każdego z sześciu użytkowników).

#5 Spotify lub #6 Apple Music

Nie, nie pomyliłem się. Tak, polecam Spotify jako rozwiązanie mające na celu uwolnić miejsce w twoim smartfonie.

Osobiście nie posiadam żadnej empetrójki. Nie mam zapisanego żadnego teledysku. Nie mam ani jednego filmu, ani też serialu. Wszystkie multimedia, z których korzystam każdego dnia, są na serwerach, za dostęp do których płacę… lub nie.

Spotify oraz Apple Music są wspaniałym rozwiązaniem, które uwalnia nas od potrzeby kupowania płyt, nagrywania, przegrywania i przenoszenia naszej ulubionej muzyki. Zasoby obu serwisów są przepastne i z powodzeniem zaspokajają potrzeby 99,99% społeczeństwa. W 0,01% jest Zakius oraz krewni i znajomi królika. Mała więc szansa, że ty nie znajdziesz tego, co lubisz, w Apple Music lub Spotify.

Osobiście jestem uzależniony od słuchania muzyki. Robię to kilka godzin dziennie, gdyż nie umiem pracować inaczej, jak ze słuchawkami na uszach lub w uszach. Dopiero wtedy odcinam się od otoczenia i potrafię zatopić się we własnych myślach.

Serwisy streamingowe nie tylko pomagają mi w pracy. One całkowicie zmieniły sposób, w jaki słucham muzyki. Wcześniej słuchałem tylko tego, co znałem i co lubiłem. Teraz też regularnie tego słucham, ale najczęściej słucham jednak tego, co mi polecą algorytmy lub redaktorzy serwisów muzycznych i notorycznie odkrywam nowe brzmienia, nowe albumy i nowych autorów. To dzięki Spotify i Apple Music mam nowych ulubionych artystów, których prawdopodobnie inaczej nigdy bym nie poznał. To właśnie dzięki streamingowi mogę skakać po gatunkach muzycznych i stale odkrywać nowe hity.

A że przy tym nie zaśmiecam niepotrzebnie miejsca w telefonie, bo wszystko mam w chmurze, to dodatkowy profit. Oczywiście, jeśli trzeba, można w aplikacjach streamingowych zapisać część muzyki w pamięci urządzenia, żeby mieć do niej dostęp np. podczas podróży zagranicznej.

Za Spotify płacić nie trzeba. Ale można. Szczególnie warto, jeśli nie lubi się reklam i chce się mieć dostęp do wszystkich funkcji. Pierwsze 3 miesiące kosztują 0,99 zł. Potem trzeba płacić 19,99 zł miesięcznie. Jeśli chcesz kupić pakiet dla rodziny, to zrobisz to za 29,99 zł. Wtedy ty i nawet 5 innych osób, będziecie mogli korzystać ze Spotify Premium. To się opłaca.

Apple Music możesz odebrać 1 darmowy miesiąc próbny. Jeśli jesteś studentem, to kolejne miesiące będą kosztowały cię 9,99 zł. Standardowy plan kosztuje 19,99 zł, a rodzinny (ty + 5 osób) kosztuje 29,99 zł.

Obie usługi są bardzo podobne i oferują niemal to samo. Ja postawiłem na Apple Music, ale jeśli wybierzesz Spotify, to też będziesz zadowolony.

#7 Netflix i #8 HBO Go

Z filmami i serialami mam tak samo. Nie zapisuję ich. Nie zgrywam, nagrywam i nie przenoszę nigdzie. Wszystkie są na serwerach, do których mam dostęp za niewielką opłatą. Tak, niewielką. Mój redakcyjny kolega, Łukasz Kotkowski, policzył ostatnio, co bardziej się opłaca – Netflix, HBO Go, Spotify itp. Czy kupowanie płyt z muzyką, filmami i serialami na własność. Streaming wygrał przez nokaut, okazując się nie tylko wygodniejszym, ale też znacznie tańszym rozwiązaniem. Nawet jeśli płacisz za kilka usług co miesiąc, to nadal opłaca się to bardziej, niż kupowanie CD i DVD.

Netflix zaczyna się od 34 zł miesięcznie. W cenie może dwóch biletów do kina dostajemy masę świetnych filmów, reportaży, dokumentów oraz przepastną bazę seriali. W mojej ocenie warto zapłacić jednak 43 zł – dopłacamy za jakość HD i możliwość oglądania na 2 ekranach jednocześnie. Jeśli mamy liczniejszą rodzinę i/lub chcemy zrobić pożytek z telewizora 4K, to zapłacimy 52 zł miesięcznie. To nadal akceptowalna kwota, zważywszy na to, jak wiele dostajemy i że kilku domowników może korzystać jednocześnie.

HBO Go też drogie nie jest. Za 19,90 zł dostajemy dostęp do bazy filmów i świetnych seriali. Możemy korzystać na różnych urządzeniach, a na dobry początek przez miesiąc testować za darmo.

Nie bój się smartfona z małą pamięcią. Kup Xiaomi Redmi 7

Xiaomi Redmi 7 niemal wszystko ma fajne. Ma fajną cenę, bo kosztuje tylko 699 zł. Ma fajny ekran, bo o przekątnej 6,26 cala i rozdzielczości 1520 na 720 pikseli. Ma fajny ośmiordzeniowy procesor, bo Snapdragon 632 wystarczy do większości zastosowań. Ma też fajny akumulator, bo ogniwo ma pojemność aż 4000 mAh.

Ktoś może powiedzieć, że ma tylko 32 GB pamięci wewnętrznej i że to fajne już nie jest. Ale ja się nie zgodzę. Przez ostatni rok korzystałem ze smartfona, który miał tyle miejsca i dodatkowo nie pozwalał na jego rozbudowę (a Xiaomi Redmi 7 pozwala!) i przeżyłem bez dramatów. Zdjęcia i filmy przenosiły się same do chmury, myzyka była z chmury, filmy i seriale były z chmury. Efekt był taki, że stale miałem kilkanaście gigabajtów wolnych. Tak na wszelki wypadek, gdybym chciał nagle nagrać dużo filmów albo zapisać do pamięci smartfona jakąś muzykę lub seriale przed dłuższą podróżą.

Dlatego śmiało polecam zakup Redmi 7. Smartfon jest do kupienia w RTV EURO AGD.

Jeśli mi wierzysz, że 32 GB w smartfonie nie oznaczają w dzisiejszych czasach dramatu, ale jednak się trochę boisz albo po prostu wiesz, że potrzebujesz więcej pamięci, to wybierz Xiaomi Redmi Note 7.

Redmi Note 7 kosztuje w RTV EURO AGD 899 zł. W tej cenie dostajemy dobry smartfon z ekranem o przekątnej 6,3 cala, procesorem Snapdragon 660, 4 GB RAM-u, najnowszym Androidem, aparatem foto 48 Mpix, akumulatorem 4000 mAh i 64 GB pamięci wbudowanej.

Dużo dobrego za niewiele pieniędzy. Warto kupić.

*Materiał powstał we współpracy z marką RTV EURO AGD.

Dołącz do dyskusji