Czy właśnie kupiłem Resident Evil 4 po raz siódmy, tym razem na Switcha? Tak. Czy żałuję wydanych pieniędzy?

Felieton/Gry 23.05.2019
Czy właśnie kupiłem Resident Evil 4 po raz siódmy, tym razem na Switcha? Tak. Czy żałuję wydanych pieniędzy?

Czy właśnie kupiłem Resident Evil 4 po raz siódmy, tym razem na Switcha? Tak. Czy żałuję wydanych pieniędzy?

Internauci dworują sobie, że Skyrim to gra, którą wciska się na każde elektroniczne urządzenie dostępne w sklepie RTV AGD. Jednak prawdziwym mistrzem odgrzewanych kotletów jest tak naprawdę Resident Evil 4. Właśnie kupiłem ten survival horror po raz siódmy. Tym razem na przenośną konsolę Nintendo Switch.

Z dzisiejszej perspektywy deklaracja, iż Resident Evil 4 jest grą na wyłączność dla konsoli GameCube, bawi do rozpuku. Taką obietnicę złożył w 2005 r. Shinji Mikami – główny producent przełomowego horroru. Jednak jeszcze w tym samym roku RE4 zadebiutował na konkurencyjnym PlayStation 2. Od tamtego czasu survival horror pojawił się również na Windows (jako klasyk i wersja Ultimate HD), Nintendo Wii, iOS oraz Androidzie, Zeebo (?!), PlayStation 3, Xboksie 360, PlayStation 4 oraz Xboksie One.

Teraz Resident Evil 4 ląduje na Nintendo Switchu. To siódmy raz, gdy kupuję tę grę.

Pierwszy raz nabyłem RE4 jeszcze jako dzieciak, dla konsoli GameCube. Swoją drogą kapitalna platforma, z cudownymi grami na wyłączność. Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak wydanie dedykowane PlayStation 2. Las w stylu Blair Witch Project, czerwone tło i on – samotna humanoidalna sylwetka trzymająca w ręku coś, co najprawdopodobniej jest piłą spalinową. Mówcie co chcecie, ale dla mnie to jedna z najlepszych okładek w całej historii gier wideo. Cudo.

Potem poszło z górki. Resident Evil 4 dla Nintendo Wii skusił mnie wykorzystaniem ruchowych kontrolerów. Nie mogłem sobie odmówić RE4 dla PlayStation 3, ponieważ gra została delikatnie podrasowana graficznie. Będąc przy grafice, do teraz pamiętam kompromitację z wydaniem PC. Program początkowo nie posiadał cieniowania obecnego we wszystkich innych wersjach. Naprawiała to dopiero gigantyczna aktualizacja. Nim się spostrzegłem, RE4 trafiło również na dysk mojego PS4. Grę przechodziłem w oczekiwaniu na premierę pierwszoosobowego Resident Evil 7.

Teraz, prawie 15 lata od pierwotnej premiery gry, kupuję Resident Evil 4 po raz siódmy. Tym razem na konsoli Nintendo Switch, wysupłując z kieszeni 124 zł. To zakup kompletnie nieracjonalny. Pozbawiony sensu i logiki. Ktoś może napisać, że upadłem na głowie albo poprzewracało mi się pod kością ogonową z dobrobytu. Może będzie miał rację. Mnie to jednak w ogóle nie interesuje, bo już jestem w wiosce opanowanej przez Los Iluminados. Już wrodzy Ganados polują na mnie z widłami, sierpami i pochodniami. Es el forastero! Mátenlo!

Gdyby nie Resident Evil 4, nie byłoby Dead Space, The Evil Within i połowy gier akcji.

Biohazard 4 to dla mnie jedna z najbardziej przełomowych gier w historii. Survival horror nie dokonał co prawda klarownej rewolucji na miarę Ponga (pierwsza gra wideo), Battlezone’a (jedna z pierwszych gier 3D) czy Marathonu (pierwszy FPS ze swobodną kamerą). Z punktu widzenia samej technologii Capcom nie osiągnął niczego szczególnego. Jeśli jednak weźmiemy pod lupę rozgrywkę, to odkryjemy, że Resident Evil 4 potężnie wpłynął na całą branżę gier. Horror rzuca na nią swój długi cień po dziś dzień.

Pamiętam, jak lata temu wieszano na Capcomie psy-zombie za kontrowersyjną decyzję dotyczącą ujęć. Japończycy zdecydowali się bowiem przenieść kamerę na prawy bark bohatera. Poprzednie odsłony serii cechowały się z kolei sztywnymi, filmowymi ujęciami rodem z planu zdjęciowego. Resident Evil 4 był pierwszą odsłoną z kamerą śledzącą. No i te niesymetryczne, idiotyczne przesunięcie na ramię protagonisty… Dlaczego nie na środek? Dlaczego nie zastosować równiutkiego ujęcia z Gothica, Mafii czy Hitmana?

Po latach chyba nikt z nas nie ma złudzeń: Capcom miał rację. Kamera znad ramienia jest znacznie ciekawsza niż ujęcie idealnie zza pleców. Rozwiązanie błyskawicznie skopiowali inny producenci gier. Nowe odsłony takich serii jak Spec Ops, Splinter Cell czy Uncharted korzystają z ramienia jak gdyby był to oczywisty standard. Jestem przekonany, że nawet nie zwróciliście uwagi, że przed 2005 r. było kompletnie inaczej. Człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego i zapomina o gorszych rozwiązaniach.

Praca kamery to tylko jeden z wielu, w dodatku nie najważniejszy element, dla którego Resident Evil 4 jest przełomowe. Resztę wizjonerskich pomysłów z chęcią opiszę dla was w osobnym materiale, o ile będzie na niego zapotrzebowanie. Chciałem po prostu zarysować, że niezwykle cenię sobie RE4 – jako grę wideo, jako przełomowy tytuł, jako punkt zwrotny dla całej branży gier. M.in. z tego powodu nie wahałem się, wydając te 124 złote. Moja miłość do serii Resident Evil jest większa niż rozum, logika i sprawne zarządzanie domowym budżetem.

Resident Evil 4 został dopasowany do nowych proporcji ekranu oraz dopalony 60 klatkami.

Dobra wiadomość jest taka, że źródłem portu dla Switcha jest RE4 z PC, wydane w formie Ultimate HD. Oznacza to grafikę w wersji 1080p, z częściowo ulepszonymi tekturami. Warstwa wizualna jest bardziej ostra, bardziej czytelną i z lepszą ekspozycją drugiego planu. Napisy na przedmiotach stały się czytelne. Napisy dialogowe nie straszą już fatalną jakością i nie zlewają się z ekranem.

Obiektywnie jest znacznie ładniej. Subiektywnie – cóż, nie będę ukrywał, że mam słabość do ciemniejszego, brudniejszego, mniej klarownego obrazu z GameCube’a. Gdy dekadę temu grałem w Resident Evil 4 na telewizorze CRT, niewyraźne obiekty i tekstury były częścią groteskowej magii. To człowiek czy drzewo? Gałąź czy ręka? Muszę podejść bliżej i zobaczyć… na Switchu nie ma tego efektu. Tekstura skóry od razu wyróżnia się na tle tekstury drewna. Wrogowie nie są w stanie zastawiać na nas takich pułapek jak dawniej. Wszystko stało się jaśniejsze i bardziej klarowne. Szkoda, że nie pomyślano o trybie retro.

Nie mogę za to napisać złego słowa o działaniu w 60 klatkach na sekundę. Znam miłośników horroru, którzy twierdzą, że gry grozy powinno się uruchamiać jedynie w filmowych 30 fps-ach. Nie podzielam tego poglądu. Dwukrotnie szybsze Resident Evil 4 jest znacznie przyjemniejsze w odbiorze. Mniej męczy, zwłaszcza na małym ekranie. Podwójna liczba klatek idzie w parze z intensywną akcją, która wyróżnia tę odsłonę na tle poprzedników. Muszę tylko zaznaczyć, że kilka razy Switchowi zdarzyło się zgubić parę fps-ów.

Niestety port Resident Evil 4 dla konsoli Nintendo Switch nie jest tak dobry, jak powinien.

Jestem bardzo rozczarowany brakiem tak podstawowych opcji jak usunięcie napisów dialogowych. Do tego z jakiegoś powodu wibracje domyślnie są wyłączone. Przyciski nie są dowolnie konfigurowalne. Szkoda o tyle, że RE4 nigdy nie był wzorem na płaszczyźnie sterowania. Gra nie posiada również trybu easy, obecnego w wersji dla komputerów osobistych. Na szczęście ostał się dodatkowy scenariusz Separate Ways, dostępny po pierwszym przejściu gry. Możliwości konfiguracji jest jednak skandalicznie mało.

Najbardziej boli brak wykorzystania unikalnych funkcji Switcha. Ekran dotykowy nie został w żaden sposób spożytkowany. Szkoda, bo mógłby ułatwiać natychmiastowe otwieranie mapy albo ekwipunku. Jeszcze gorszy jest fakt, że port dla Switcha nie wykorzystuje kontrolerów ruchowych. To idiotyczne o tyle, że wersja dla Nintendo Wii istnieje już od wielu lat. Capcom miał gotowe rozwiązanie zaraz pod ręką. Wystarczyło je dostosować do malutkich Joy-Conów.

Pomimo wybrakowanej edycji gry, Capcom karze płacić za Resident Evil 4 jak za zboże. Te 124 zł do znacznie więcej niż wynosi cena portu dla Xboksa One oraz PlayStation 4. Gdybym za dodatkowe kilkadziesiąt złotych dostał wsparcie sensorów ruchowych albo ciekawy tryb retro, nie miałbym nic przeciwko. Wydawca sprzedaje jednak skandalicznie nagą wersję, chcąc za nią więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Takie działanie zasługuje na krytykę. To poniżej przyzwoitości.

Mimo tych problemów wiem, że przejdę Resident Evil 4 po raz kolejny, z uśmiechem na ustach.

Gra bardzo zyskuje na małym ekranie tabletu. W rozdzielczości 720p tytuł nie wydaje się już sztucznie oczyszczony oraz wygładzony. Zachowuje za to dynamizmem w 60 klatkach na sekundę. Resident Evil 4 bardzo dobrze sprawdza się podczas krótkiej rozgrywki w terenie. Dojeżdżam rowerem do Parku Śląskiego, siadam na ławce, wyjmuję Switcha i nawet nie wiem kiedy minęło kolejne 30 minut. Mobilny Resident to złodziej czasu.

Czy jestem zadowolony z jakości portu Resident Evil 4 na konsoli Nintendo Switch? Niestety nie. Czy mimo tego przejdę grę po raz 10? Zdecydowanie tak. Czy mogę ją z czystym sumieniem polecić czytelnikom Spider’s Web? Nie w tej cenie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji