Nic bardziej polskiego w świecie smartfonów już się nie wydarzy. Oto Realme X Cebula Edition

Felieton/Technologie 16.05.2019
Nic bardziej polskiego w świecie smartfonów już się nie wydarzy. Oto Realme X Cebula Edition

Nic bardziej polskiego w świecie smartfonów już się nie wydarzy. Oto Realme X Cebula Edition

Jeżeli iPhone jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu – duży, drogi, nie umie nic szczególnego, ale i tak jest najlepszy, jak Tom Cruise w Top Gun, to jaki smartfon byłby ucieleśnieniem polskiego snu?

Przyznam od razu, że wraz z zaprzyjaźnionym polskim producentem smartfonów spędziliśmy jakiś czas temu sporo czasu zastanawiając się jak wyglądałby taki smartPLone. Już pierwszego dnia wyjechaliśmy poza miasto, ponieważ szesnaste piętro Cosmopolitana, gdy Andżela co i rusz donosiła sushi lub sojowe latte, to kpina, a nie duch narodu.

Najpierw wyjechaliśmy nad Zalew Zegrzyński, ale to wciąż nie była Polska. Dopiero po chwili refleksji skończyliśmy gdzieś pod Rawą Mazowiecką. Prezes największej technologicznej spółki na działce nadal wygląda jak prezes największej technologicznej spółki, więc wyrwaliśmy mu z ucha słuchawkę bluetooth, wyrzuciliśmy do strumyka Apple Watcha, ściągnęliśmy przyciasne jeansy z wielkim logo Hilfigera i daliśmy klapki Kubota. Nie zabraliśmy mu koszulki z wielkim logiem CK, bo to już w sumie takie polskie, ale dla jakości procesu twórczego podmieniliśmy na taką z TK Maxxa, co by się jednak czuł bliżej narodu polskiego.

To były intensywne trzy dni na działce. Już drugiego dnia, które ubarwiał nam bigos, pierogi ruskie i wódka od producenta, który nie ma ani jednego firmowego jachtu, prezes Sebastian w najlepsze grillował karkóweczkę, a sałatkę warzywną skroiły nam dziewczyny, które przyjechały do nas wprost z planu nowych teledysków Donatana. Staraliśmy się zrozumieć polską duszą.

Pierwszego dnia nie wymyśliliśmy nic, drugiego dnia leczyliśmy kaca, natomiast trzeciego zaczęły naglić nas terminy i to rozpoczęło prawdziwa burzę mózgów. Po pierwsze: ludzie lubią, jak mają wybór, ale nie możemy sobie pozwolić na wyprodukowanie dwóch różnych smartfonów. Dlatego nasz Poldek, wedle preferencji, trafi na rynek w dwóch wersjach kolorystycznej – Poldek Donald i Poldek Jarek. Ten pierwszy będzie miał w defaulcie ustawione melodyjki z meczów Lechii Gdańsk, drugi z kolei dżingle z Radia Maryja. Poldek Donald będzie miał domyślny motyw ze zdjęciami Mai Ostaszewskiej z manifestacji, zmieniającymi się kilka razy dziennie w zależności od pory dnia. Poldek Jarek będzie miał na ekranie fototapety kotów.

Tyle jednak, jeśli chodzi o iluzoryczny podział. Poldek musi być uniwersalny i cynicznie trafiać do duszy każdego Polaka. Dlatego cena nowego urządzenia to 5900 złotych. Oczywiście w każdym markecie będziemy go sprzedawali w promocji, za 349 złotych, tak żeby każdy mógł go sobie kupić, a sąsiadowi mówił, że o żadnej promocji nie wiedział.

Wymyśliliśmy sobie jeszcze, że Poldek będzie miał na szybkim wybieraniu policję, urząd skarbowy, najbliższy całodobowy sklep monopolowy oraz lokalnego proboszcza. Poldek jeszcze przed zainstalowaniem zapyta nas o zawód, którym się zajmujemy. I tak oto, jeśli na przykład nabywca zdradzi, że jest taksówkarzem, Poldek nie pozwoli mu zainstalować Ubera, za to wyemituje komunikat “O panie, to ten HIV jeszcze istnieje?”. Andżela miała przygotować osobne warianty dla nauczycielki, rolników, pielęgniarek i adwokatów od warszawskiej reprywatyzacji, ale rozkochała się w urokach życia na działeczce i próbowała namówić lokalne koty do sojowego mleka.

W ogóle prace nad Poldkiem szły nam trochę pod górkę, ponieważ szybko się ze sobą pokłóciliśmy. Sebastian chciał żeby telefon przestawał działać po przekroczeniu granicy Niemiec, a ja nalegałem, by ukrywał automatycznie wszystkie artykułu na temat pedofilii w polskim kościele oraz szkalujące wielkiego Polaka, Sławoja Leszka Głodzia.

Zwaśnieni, naburmuszeni (Andżela dziękowała Bogu, że nie było na działce ani jednej szabli) postanowiliśmy sprzedać pomysł na Poldka Chińczykom. Czy wyszło z tego coś sensownego? A to akurat trudno powiedzieć, natomiast Realme X stworzony na bazie naszego pomysłu właśnie trafia do sprzedaży w specjalnej wersji kolorystycznej, dostosowanej na polski rynek. To Realme X Onion Edition (dostępny jest też Garlic Edition). Smartfon z wysuwaną kamerą i czytnikiem odcisku palca zatopionym w 6,5-calowym ekranie, i z obudową w kolorystyce inspirowanej… cebulą.

Dołącz do dyskusji