Raport ONZ: ludzie odpowiadają za masowe wymieranie roślin i zwierząt. Zagrożonych jest nawet milion gatunków

Artykuł/Nauka 08.05.2019
Raport ONZ: ludzie odpowiadają za masowe wymieranie roślin i zwierząt. Zagrożonych jest nawet milion gatunków

Raport ONZ: ludzie odpowiadają za masowe wymieranie roślin i zwierząt. Zagrożonych jest nawet milion gatunków

Działalność człowieka może doprowadzić do wyginięcia ok. miliona gatunków roślin i zwierząt. Tak przynajmniej twierdzi raport zlecony przez ONZ. Nie jest to dobra wiadomość.

Raport, o którym mowa, został przygotowany przez Międzynarodową Platformę Naukowo-Polityczną w sprawie Różnorodności Biologicznej i Funkcjonowania Ekosystemów (IPBES), która działa pod auspicjum ONZ. Jego konkluzja jest tak samo krótka, jak brutalna: jeszcze nigdy w historii ludzkości tak duża liczba gatunków nie była zagrożona wyginięciem.

Masowe wymieranie gatunków z winy człowieka.

Analiza przygotowana przez IPBES przedstawia wyniki z blisko 15 tys. badań i raportów rządowych, integrując publikacje dot. nauk przyrodniczych i społecznych, badania nt. ludów tubylczych oraz tradycyjnych społeczności rolniczych. Jest to pierwsza tak obszerna międzynarodowa ocena bioróżnorodności wykonana od 2005 r. Raport IPBES powstawał 3 lata i liczy 1800 stron. Przy jego tworzeniu brało udział 450 naukowców. Na razie poznaliśmy tylko podsumowanie raportu, przygotowane dla polityków. Pełna treść analizy zostanie udostępniona w najbliższym czasie.

Według naukowców, największym zagrożeniem jest działalność rolnicza, mająca największy wpływ na naturalne ekosystemy. Nie jest to jednak jedyna działalność człowieka, która zagraża bioróżnorodności naszej planety. Z raportu IPBES wynika, że przez ostatnie 50 lat liczba ludzi na Ziemi zwiększyła się dwukrotnie, a wolumen światowej gospodarki czterokrotnie. Co to oznacza? W skrócie: wzrost zapotrzebowania na żywność i energię.

Oba te czynniki wywierają coraz większy wpływ na środowisko naturalne. Naukowcy szacują, że ludzkość zdążyła przekształcić już ok. 75 proc. powierzchni Ziemi, tak aby służyła ona uprawom rolnym i wydobywaniu surowców energetycznych. Skutkiem tych działań jest utracenie ok. 85 proc. mokradeł oraz masowe wylesianie lasów – od 2000 r. straciliśmy ok. 32 mln hektarów lasów tropikalnych, uznawanych za środowisko o największej bioróżnorodności.

Ziemia staje się coraz mniej różnorodna.

Działania człowieka przyczyniły się do zniknięcia 559 spośród 6190 udomowionych gatunków zwierząt hodowlanych. Degradacja gleby odciska podobny skutek na gatunkach roślinnych. Oprócz mniejszej bioróżnorodności roślinnej, zaczynamy mieć powoli problemy z produktywnością samej gleby. Naukowcy szacują, że przez wyjaławianie ziemi uprawnej, produktywność 23 proc. ziemskiego terytorium drastycznie spadła. Skutkiem tego są straty w produkcji żywności, które w zeszłym roku na niektórych obszarach przekroczyły poziom 500 mld dol.

Wyjaławianie gleby i stosowanie agresywnych nawozów rolniczych przyczynia się również do masowego wymierania owadów, które pełnią kluczową rolę w rozmnażaniu roślin. Obecnie ok. 1/3 wszystkich gatunków owadów uznawana jest oficjalnie za zagrożoną. Trzy najważniejsze czynniki wskazywane przez naukowców od dawna pozostają niezmienne: urbanizacja, zmiany klimatyczne oraz stosowanie silnych pestycydów w uprawie roślin. Na terenie Unii Europejskiej, ta ostatnia kwestia dotyczy w głównej mierze neonikotynoidów, czyli grupy trzech pestycydów stosowanych w rolnictwie na terenie UE: imidaklopridu, klotianidyny i tiametoksamu.

Z badań Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności wynika, że środki te mają bezpośredni związek z zespołem masowego ginięcia pszczoły miodnej (ang. Colony Collapse Disorder). Oprócz śmierci, środki te mogą również wywoływać uzależnienie owadów od… nikotyny. Korzystanie z tych środków zostało ograniczone w 2013 r. Kolejne obostrzenia zostały wprowadzone w 2018 r. Polska jest tu na szczęście chlubnym wyjątkiem.

Sektor rolniczy odpowiada również za sporą emisję gazów cieplarnianych.

Produktem ubocznym przemiany materii u krów jest metan. Z badań zleconych przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (Food and Agriculture Organization of the United Nations – FAO) wynika, że globalna produkcja zwierzęca odpowiada za ok. 18 proc. całkowitej emisji antropogenicznych gazów cieplarnianych. 9 proc. emisji to dwutlenek węgla, natomiast jeśli chodzi o metan, to sektor ten wytwarza 37 proc. jego globalnej produkcji.

Ciekawą kwestią jest również to, co powoduje samą emisję. Wbrew obiegowym opiniom, efekt fermentacji pokarmu w jelitach przeżuwaczy odpowiada zaledwie za kilka procent całkowitej emisji metanu pochodzącej z hodowli bydła. O wiele większy udział w tym procederze ma proces rozkładania się gnojowicy, tj. płynnej mieszanki zwierzęcych odchodów, wykorzystywanej do nawożenia pól.

Podobny mit dotyczy również dwutlenku węgla. I znowu, emisja CO2 powiązana z przemysłową hodowlą zwierząt nie bierze się tylko i wyłącznie z ich oddychania. O wiele większy udział mają w niej takie czynniki jak zmiany użytkowania terenu (lasy przekształcane są w pastwiska) oraz jego zmiany powodowane przez masowy wypas bydła. Pokaźne stado krów potrafi znacznie przyspieszyć proces pustynnienia terenów trawiastych, które same w sobie są naturalnym magazynem CO2. FAO szacuje, że sam proces pustynnienia odpowiada za roczną emisję ok. 100 mln ton CO2. Do tego dochodzi też produkcja nawozów, paszy dla zwierząt, ich transport, a także pakowanie i dystrybucja produktów mięsnych.

Wnioski naukowców nie nastrajają zbytnim optymizmem.

Nasza planeta cierpi na masowe przeludnienie. Rosnąca w tym tempie populacja naszego gatunku prowadzić będzie do dalszego przekształcania planety pod kątem tworzenia miejsc dla nowych upraw i wydobywania surowców naturalnych. Naukowcy od lat ostrzegają, że tak agresywna ekspansja człowieka prędzej czy później zakończy się biologiczną katastrofą. Nie tylko dla roślin i zwierząt. Ekosystem Ziemi, jako całość ma skończoną pojemność.

Jeśli nadal będziemy ignorować ten fakt i eksploatować go w tak agresywny sposób, sprowadzimy na siebie ogromne kłopoty. Żeby zapobiec temu scenariuszowi, politycy musieliby podjąć dość drastyczne działania. I to w miarę szybko. A to oczywiście nie przełoży się na pozytywny wynik w nadchodzących wyborach. Dlatego coś mi mówi, że podsumowanie raportu IPBES zakończy się stwierdzeniami w stylu no jakoś to będzie, na razie nie ma się czym przejmować. Obym się mylił…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji