Przeszedłem z oferty na kartę do Orange Flex – tłumaczę, jak działa i dlaczego warto

Artykuł/Operatorzy 13.05.2019
Przeszedłem z oferty na kartę do Orange Flex – tłumaczę, jak działa i dlaczego warto

Przeszedłem z oferty na kartę do Orange Flex – tłumaczę, jak działa i dlaczego warto

Nowa oferta Orange wywołała niemałe zamieszanie. A że najlepiej i najłatwiej jest zabierać głos, pisząc o tym, z czego się korzysta, zdecydowałem się Orange Flex przetestować… na sobie. I na swoim głównym, jedynym numerze telefonu.

Z czego korzystałem do tej pory?

Z prawdopodobnie jednej z najlepszych obecnie – przynajmniej do moich potrzeb – oferty na rynku: Orange Free. Za 25 zł miałem prawie (to prawie będzie tu kluczowe) wszystko bez limitu, a do tego jeszcze pakiet internetu, który z miesiąca na miesiąc robił się tak wielki, że mógłbym nim obdarować całą rodzinę i jeszcze by zostało. Przed przejściem do Orange Flex na moim koncie było… prawie 500 GB transferu. Na co i po co? Nie wiem, ale wyglądało dobrze.

O abonamentach zapomniałem przy tym już dawno temu. Nie widzę w nich absolutnie żadnej wartości dodanej, a jedynie absurdalne w obecnych czasach zobowiązanie finansowo-kalendarzowe z abstrakcyjnym terminem obowiązywania. Jeśli chcę nowy sprzęt, kupuję go sobie w sklepie za gotówkę albo na raty. Jeśli chcę zmienić dostawcę usług – zmieniam w kilka chwil. Tak samo, jak kiedy np. znudzi mi się Netflix i postanowię oglądać HBO – z dnia na dzień kończę zobowiązanie i rozpoczynam nowe. Tak właśnie to powinno działać wszędzie.

Skoro mialeś taką dobrą ofertę, to po co w ogóle ją zmieniałeś?

Dobre pytanie z kilkoma odpowiedziami.

Pierwszy powód do zmiany może być w 2019 r. śmieszny dla wielu osób, ale dla mnie był naprawdę znaczący. W Orange Free prawie wszystko jest nielimitowane. Prawie nie obejmuje jednak – serio – MMS-ów. A tych wysyłam regularnie mnóstwo. Jasne, mam świadomość, że to czasy WhatsAppa i Messengera, ale po pierwsze nie jestem ich fanem, a po drugie – lubię mieć jedną aplikację do wiadomości, zarówno na komputerze, jak i w smartfonie. Siłą rzeczy więc masa wysyłanych przeze mnie zdjęć trafia do odbiorców w formie MMS-ów, za które w Orange Free muszę płacić osobno przez wzgląd na brak odpowiedniego pakietu.

I już samo to było dla mnie powodem, żeby dopłacić te 6 zł miesięcznie do Orange Flex i mieć święty spokój. Bo tak – najtańsza taryfa Orange Flex (6 GB, reszta bez limitu) jest właśnie o 6 zł droższa od podstawowego rozsądnego pakietu Orange Free. I tak, dostajemy w niej mniej transferu, bo 6 zamiast 10 GB, ale dla mnie to akurat nie problem – nie mam takiego przemiału, a do tego Orange Flex też ma swoje rozwiązania tego problemu.

Powód drugi? Aplikacja. Mój Orange jest w porządku, ale Orange Flex jest o wiele, wiele lepszy. Lżejszy, szybszy, wygodniejszy, bardziej nowoczesny, z lepszym podsumowaniem i analizą aktywności sieciowej, dużo lepiej podpowiadający niezbędne pakiety dodatkowe. W tym i pakiety roamingowe – wystarczy wybrać kraj, do którego się udajemy, wybrać rozmiar paczki danych, kliknąć i już – zapłacone, można jechać. Bez przeszukiwania miliona zakładek i podmenu.

Poza tym byłem najzwyczajniej w świecie ciekawy. A że to oferta bez żadnych zobowiązań, zdecydowałem się spróbować. Tym bardziej, że Orange zapowiadał, że będzie łatwo i wygodnie.

Żeby więc to sprawdzić, spróbowałem aktywować Orange Flex… bez wychodzenia z łóżka. Nie powiem – nie mogę narzekać na swoją pracę.

Zaczynamy oczywiście od pobrania aplikacji na smartfon z iOS lub Androidem. I to mi się podoba.

Gdybym zaczął od zaczynamy od wybrania się do salonu, całość nie miałaby większego sensu. Ale tu jest na szczęście inaczej – możemy darować sobie pójście do salonu, podobnie jak – w przypadku sprzętów wspierających eSIM – pójście po kartę do sklepu. Kupujemy telefon, pobieramy aplikację i po chwili możemy być już w sieci, dzwonić i wysyłać SMS-y.

Ale po kolei.

Po uruchomieniu aplikacji trzeba się zalogować. Można to zrobić przez Facebooka, Google albo nasze konto mailowe. Wybrałem tę ostatnią opcję.

Jeszcze tylko się przedstawić…

I już jesteśmy o krok od aktywacji Orange Flex. Poważnie.

Trzeba wcześniej jednak wybrać interesujący nas plan taryfowy. Ja wybrałem wersję najbardziej podstawową.

Według Orange nadaje się ona – pod względem rozmiaru pakietu danych – do sprawdzania poczty i oglądania wideo w kiepskiej rozdzielczości, ale nie byłbym aż tak negatywnie do niej nastawiony. Powinno wystarczyć. Są też oczywiście i droższe opcje.

Nie miałbym przy tym zdecydowanie nic przeciwko, gdyby taryfy Orange Flex zaczynały się w cenie Orange Free i oferowały trochę więcej gigabajtów. Ale nie będę narzekał – pewnie tych 6 i tak nie uda mi się wykorzystać w ciągu miesiąca.

Wszystkie taryfy są przy tym banalnie proste. Te dopiski małym druczkiem to podpowiedzi i dodatkowe informacje, a nie szczegóły uzupełniające oferty. 

Orange Flex pozwala też – z poziomu aplikacji – zamówić dodatkową kartę SIM np. do drugiego telefonu albo tabletu. Numer zostaje ten sam.

Niestety z Apple Watcha jeszcze w Orange Flex nie skorzystamy. Ale może za jakiś czas…

Jeśli natomiast mój pakiet 6 GB okazałby się zdecydowanie zbyt mały, mam do wyboru kilka dodatkowych dużych pakietów, które mogę włączyć w dowolnej chwili.

Najważniejsze z nich to Social Pass, Video Pass i Music Pass. Aktywowałem póki co tylko ten ostatni, bo… jest za darmo na kilka pierwszych miesięcy.

Ok, biorę to!

Po tym etapie wybieramy, czy chcemy przenieść nasz aktualny numer do Orange Flex, czy też chcemy zacząć na nowo. Ja wybrałem tę pierwszą opcję.

Co ważne, jeśli mamy telefon wspierający eSIM, nie musimy w przypadku opcji numer dwa czekać na kuriera. Całość aktywujemy w pełni z poziomu telefonu!

Oczywiście na Orange Flex możemy przenieść się nie tylko z taryf na kartę.

Wpisujemy numer obecnego telefonu…

… i wprowadzamy otrzymany na niego kod.

Później musimy jeszcze zweryfikować naszą tożsamość. Odbywa się to na jeden z dwóch sposobów.

Jeśli mamy już numer w Orange, wystarczy wprowadzić nasz numer PESEL – to tyle. Jeśli natomiast nie – musimy wysłać do weryfikacji skan dowodu osobistego i zdjęcie naszej twarzy. Tego drugiego rozwiązania nie musiałem testować, tak samo jak nie musiałem czekać na kuriera, który po ewentualnej weryfikacji przywiózłby mi fizyczną kartę SIM (gdyby mój telefon nie obsługiwał eSIM albo nie miałbym do tej pory karty Orange).

Natomiast okazało się, że mój numer jest od kilkunastu lat cały czas zarejestrowany… na moją mamę. Ups.

Warto pamiętać: przy przeprowadzce z karty na Orange Flex nie możemy zachować zgromadzonych środków. Szkoda.

Wybierzmy jeszcze sposób przesyłania powiadomień (ale nie tych reklamowych – te wszystkie są na szczęście domyślnie odznaczone).

Na koniec zostaje nam dodanie do konta naszej karty płatniczej – tak jak w Netfliksie czy innym HBO:

I… to tyle. Zostaje nam czekać na aktywację.

W moim przypadku kilka minut trwała przerwa w dostępie do usług. Natomiast sama aplikacja odświeżyła sobie właściwą taryfę po około godziny. Czy tak dokładnie ma to wyglądać – nie jestem pewien. Może to kwestia startu usługi, może zainteresowania?

Sama aplikacja jest natomiast świetna.

Prosta, czytelna i szybka. W dolnej części wyświetlane są przy tym pakiety, które mogą nam się przydać oraz skróty do ich wykupienia. I tak przykładowo dzięki kilku kliknięciom można sobie wykupić nielimitowany dostęp do serwisów wideo (choć trudno powiedzieć, żeby było tanio), pakiet na transfer muzyki czy najzwyklejszy w świecie dodatkowy pakiet danych. Błyskawicznie można też sprawdzić, czy przypadkiem któryś z pakietów się nie kończy. Przyjemna jest też opcja sprawdzenia zużycia danych z podziałem na rodzaj (np. wideo, muzyka), co pozwoli zdecydować, czy faktycznie przydałby nam się np. Music albo Video Pass.

Tak, wiele z tego można zrobić też w Orange Free, ale zdecydowanie nie jest to aż takie wygodne. A za wygodę, niestety, trzeba swoje zapłacić.

Czy zostaję z Orange Flex?

Póki co – zdecydowanie tak, chociażby ze względu na te nieszczęsne MMS-y i świetną aplikację, po którą pewnie sięgnę podczas wakacyjnych wyjazdów (paczki roamingowe). Za kilka miesięcy pewnie rzucę okiem na rachunki, żeby sprawdzić, czy takie przejście faktycznie mi się opłacało i czy te 6 zł dodatkowo było warte przejścia z jednej oferty na drugą. I czy 6 GB z podstawowego wariantu to nie jest jednak przypadkiem za mało – choć tutaj akurat nie mam większych wątpliwości.

Nie ukrywam jednak rozczarowania jednym elementem, choć tak niszowym, że praktycznie nieistotnym w całej tej opinii. Orange Flex można zamówić z poziomu aplikacji jako eSIM i mieć natychmiast na telefonie. Można też jednym kliknięciem domówić drugą kartę z tym samym numerem. Ale Apple Watcha LTE nadal w tej ofercie nie wykorzystamy w pełnym zakresie i trzeba jeszcze na to chwilę poczekać. Szkoda, bo nie mogę się już doczekać, kiedy będę mógł go kupić i korzystać do woli, bez koniecznością plątania się w jakikolwiek abonament.

Dołącz do dyskusji