11 razy TAK i 3 razy NIE – recenzja nawigacji rowerowej Mio Cyclo 215 HC

Recenzja/Sprzęt 25.05.2019
11 razy TAK i 3 razy NIE – recenzja nawigacji rowerowej Mio Cyclo 215 HC

11 razy TAK i 3 razy NIE – recenzja nawigacji rowerowej Mio Cyclo 215 HC

Dokładna nawigacja, szczegółowe mapy, zestaw czujników w komplecie, a to wszystko za mniej niż 1000 zł. Jak spisuje się nawigacja rowerowa Mio Cyclo 215 HC w praktyce?

Żeby było łatwiej, najpierw 11 zalet, a potem 3 wady:

Pierwsze TAK: nie kosztuje fortuny i nie ma wielkiej konkurencji

Wbrew pozorom rynek nawigacji rowerowych – które nie są przy okazji kombajnami treningowymi, a więc i nie kosztują fortuny – nie jest wielki. Poza testowanym Mio do tej kategorii zalicza się przede wszystkim Garmin Edge Explore i… to by było w dużej mierze na tyle.

Mio ma nad Garminem na starcie jedną przewagę – jest tańsze, i to zauważalnie. Za bazowy zestaw (sama nawigacja) zapłacimy niecałe 800 zł. Za komplet z czujnikami tętna, prędkości i kadencji – ok. 999 zł. Edge Explore kosztuje natomiast około 1000-1100 zł w zależności od sklepu, a do tego – jeśli chcemy mieć zestaw na wypasie – musimy jeszcze dokupić czujniki.

Ostatecznie więc Edge Explore w porównywalnym zestawie do Mio 215 HC kosztowałby co najmniej 1500-1600 zł (zakładając zakup akcesoriów od Garmina). Potężna różnica, choć w żadnym wypadku nie oznacza to, że Edge Explore (którego kupiłem niedawno dla siebie) nie ma się czym bronić.

Drugie TAK: duży ekran z ładnymi kolorami (choć nie jest idealny)

3,5 cala (przy rozdzielczości 320×480) w czasach, kiedy kompaktowy smartfon ma 5 cali, może trochę bawić, ale w tym akurat przypadku niesłusznie, 3,5″ to przekątna, która powoduje, że urządzenie pozostaje kompaktowe, równocześnie pozwalając nam na komfortowe przeglądanie mapy czy statystyk jazdy w trakcie podróży.

Do tego dochodzi jeszcze fakt, że sposób wyświetlania map przez Mio 215 jest po prostu przyjemny dla oka. Od strony technicznej wszystko jest czytelne, niezależnie od tego, czy chodzi o samą mapę i jej detale, czy o informacje o podróży.

Sama obsługa urządzenia odbywa się natomiast z wykorzystaniem dotyku i pojedynczego, umieszczonego na froncie przycisku. Służy on jednak wyłącznie do wyłączania i wyłączania urządzenia, a także cofania się w menu. Wbrew temu, jak wygląda, nie jest joystickiem i nie można z jego pomocą np. przewijać mapy.

Trochę szkoda, że zabrakło fizycznych przycisków do przewijania kolejnych ekranów, ale trudno na to narzekać – konkurencyjny Edge Explorer też nie ma tej funkcji.

Trzecie TAK: jest twardy jak cholera.

W teorii rozwiązanie montażowe Mio jest idiotoodporne (uchwyt mocujemy na trytki, nawigację mocujemy na przekręcenie). W praktyce udało mi się jednak raz źle wpiąć sprzęt, czego efektem był jego upadek na żwir i bliski kontakt z tylnym kołem mojego roweru.

Na Cyclo 215 nie zrobiło to nawet najmniejszego wrażenia. Nie znalazłem wyraźniejszych rys ani na obudowie, ani na ekranie. Nie uszkodziła się też gumowa klapka, chroniąca przed zalaniem gniazdo karty pamięci i ładowania.

Miła niespodzianka, tym bardziej, że byłem przekonany, że będę się musiał potem tłumaczyć przy zwrocie urządzenia po testach.

Czwarte (duże) TAK: jako nawigacja jest po prostu bardzo dobry.

Bardzo chciałbym się do czegoś w tym podpunkcie przyczepić, ale niestety wszystkie wady, jakie udało mi się odkryć przez kilka tygodni testów, to drobnostki.

Cyclo 215, szczególnie jak na tanie urządzenie, jest zaskakująco bogato wyposażony, jeśli chodzi o funkcje mapowe. Profile rowerów/użytkowników? Są. Szczegółowe preferencje wyznaczania tras? Są, i to takie, że należy im się osobny akapit.

Dla trasowania możemy zdefiniować kilka podstawowych profili (w tym, co ciekawe, bieg/marsz), czyli np. jazdę rowerem miejskim, szosowym albo górskim. Dla każdego z nich możemy ustalić, których typów dróg chcemy unikać, które preferujemy, a na które zezwalamy. Do wyboru są:

  • Drogi główne
  • Trasy rowerowe
  • Sieć węzłowa
  • Drogi gruntowe
  • Drogi brukowane
  • Promy

Można więc, w zależności od tego, jak chcemy jechać, dobrać odpowiednie parametry idealnie pod siebie. Przykładowo nie chcemy na rowerze szosowym jechać po drogach gruntowych – zamiast tego wolimy trzymać się dróg głównych, ewentualnie dopuszczając drogi brukowane. I w drugą stronę – na spokojnym wypadzie z rodziną wolimy sunąć spokojnymi drogami gruntowymi, jednocześnie akceptując konieczność wjechania na szosę od czasu do czasu.

Po każdym wytyczeniu możemy też sprawdzić, jak wyglądać będzie nasza trasa. Zaczynając od jej przebiegu na mapie, a kończąc na profilu wysokościowym.

Co najważniejsze – to działa. I to działa naprawdę dobrze. Przykładowo wyznaczenie przejazdu po trasie rowerowej powoduje absolutne przyklejenie do takiej właśnie trasy. Przy czym trzeba pamiętać, że dla Cyclo 215 nie ma różnicy, czy to jest osobna ścieżka rowerowa na terenie miasta, czy któryś z większych szlaków rowerowych biegnących przez mniej lub bardziej ruchliwe międzymiejskie szosy. Droga rowerowa to droga rowerowa. Nie zawsze też w danych mapach znajdują się informacje na temat kierunkowości ścieżek rowerowych, więc – zaskoczenie – trzeba myśleć, a nie tylko jechać przed siebie.

W trakcie jazdy natomiast jesteśmy cały czas informowani o tym, jak jechać i gdzie. Wskazówki nawigacyjne na ekranie wyświetlane są bardzo czytelnie, a przed skrętem jesteśmy zawsze informowani rozszalałym piszczeniem, którego absolutnie nie da się przegapić. Mio przy okazji chętniej niż Garmin podpisuje ulice, choć sama jakość map i ich zawartość jest w dużej mierze zbliżona.

Oczywiście w momencie wyznaczania trasy możemy wybrać, czy interesuje nas konkretny adres, czy też niemal dowolny POI. Baza danych nie jest przy tym może aż tak rozbudowana jak w Google Maps, ale… szukałem w trakcie testów wielu różnych miejsc i zawsze znajdowałem je w Mio.

Miło też, że wśród skrótów w nawigacji znalazł się powrót do domu (musimy wcześniej zdefiniować adres), a także powrót do początku trasy.

Piąte TAK: Zaskocz mnie

Moja absolutnie ulubiona funkcja. Klikasz, wybierasz dystans lub czas, jaki chcesz poświęcić na przejazd i… już. Nawigacja podpowiada – zgodnie z wcześniej ustalonymi preferencjami – trzy trasy o długości zbliżonej do zadanej.

Proste, szybkie i wygodne, szczególnie w sytuacji, kiedy jest się absolutnie przekonanym, że zjeździło się już wszystkie trasy w okolicy. A tu nagle zaskoczenie – tutaj nie byłem, tego nie widziałem.

Jeśli ktoś nie lubi takich dodatków, to zawsze może zgrać do urządzenia własne trasy, choć niestety jest to zadanie o tyle trudne, że nie można Cyclo 215 połączyć z telefonem w żaden sposób. Musimy zasiąść do komputera, wyciągnąć kabel i tak dalej.

Dodatkowy minus? O ile Mio radzi sobie całkiem nieźle z przeliczaniem trasy po zjechaniu z niej w trakcie nawigacji do określonego punktu, o tyle w przypadku jazdy w trybie Suprise Me nie zawsze sobie radzi. Raz spotkałem się z sytuacją, gdzie przy niewielkiej różnicy w stosunku do pierwotnych kalkulacji (pojechałem drugą stroną drogi), cały pierwotny plan został zmieniony i przestał już być tak atrakcyjny, jak na starcie.

Do tego Mio ma jedną wadę w porównaniu do Garmina – nie korzysta z danych o aktywnościach, na bazie których Edge planuje naszą trasę. W rezultacie możemy trafić gdzieś, gdzie teoretycznie jest droga lub ścieżka rowerowa, ale z określonych powodów nikt nią nie jeździ.

Szóste TAK: Mio Cyclo 215 jest szybkie.

Jeśli chodzi o generowanie losowych tras czy obliczanie odległości do danego celu, Cyclo 215 zjada mojego Edge Explore na śniadanie. Przykładowo wyznaczenie 3 tras o długości 50 km trwa na Mio nie więcej niż 2 minuty. W przypadku Edge Explore trudno mi jednoznacznie stwierdzić, ale tak na oko – około dwóch tygodni.

Podobnie jest z wyznaczaniem trasy do punktu. Mio jest gotowe niemal natychmiast i podaje odległość po preferowanych przez nas drogach. Edge Explore pokazuje natomiast odległość… w lini prostej. Przeliczanie zaczyna się dopiero w momencie, kiedy klikniemy Jedź. I nie będę ukrywał – zanim zrozumiałem działanie tego mechanizmu, dwa razy pojechałem zdecydowanie dalej, niż początkowo planowałem. Właśnie przez to, że początkowa odległość nie miała nic wspólnego z prawdą.

Różnica prędkości zaciera się natomiast w trakcie jazdy. Oba sprzęty w porównywalnym tempie kalkulują nową trasę w przypadku zjazdu z wcześniej wyznaczonej. Mio natomiast wygrywa odrobinę w kwestii płynności ręcznego przewijania mapy w trakcie nawigacji.

Siódme TAK: bogactwo konfiguracji

Do wyboru mamy w sumie 8 (!) ekranów danych, z czego 4 możemy niemal dowolnie edytować pod kątem naszych preferencji, natomiast pozostałe możemy edytować w mniejszym lub większym stopniu.

Sama liczba potencjalnych informacji umieszczonych w konkretnych polach danych (maksymalnie 8 pól na ekranie) jest porażająca. Może nie tak jak w Garminie, ale nikomu nie powinno niczego zabraknąć – są nawet moje ulubione pola danych, takie jak np. zachód słońca, szacowana godzina przybycia, odległość do kolejnego zakrętu albo odległość od następnego podjazdu.

Mała uwaga dodatkowa: niestety nie możemy tych ustawień przypisać do poszczególnych profili jazdy. Są one wspólne dla wszystkich z nich.

Ósme TAK: akumulator

Według producenta akumulator powinien starczyć na 10 godzin pracy. Przy czym trzeba pamiętać, że są to dane dotyczące raczej rejestracji trasy, niż ciągłej nawigacji ze stałym przeliczaniem. W takiej sytuacji trzeba odjąć co najmniej 2 godziny (lub więcej – zależnie od warunków), ale i tak nie jest to wielki problem.

Tym bardziej, że Cyclo 215 można ładować z powerbanka w trakcie jazdy, więc jeśli będziemy chcieli pojechać gdzieś dalej, będziemy mogli w trasie uzupełnić zapas energii.

Dziewiąte TAK: dokładność

Nawigacja rowerowa, która nie jest dokładna, jest – delikatnie mówiąc – mało przydatna. Na szczęście Mio 215 HC nie ma z tym większych problemów. Zrobiłem kilka testowych przejazdów z wieloma urządzeniami jednocześnie (i kilka solo) i w żadnym przypadku nie widziałem niepokojących rezultatów.

W większości przypadków zapis trasy z Mio był na poziomie Garmina Edge Explore i często zdecydowanie powyżej jakości oferowanej przez Galaxy Watch Active i Apple Watcha z podłączonym iPhone’em:

Fioletowy: Mio, Czerwony: Edge, Zielony: Apple Watch, Niebieski: Galaxy Watch Active

I tutaj inny przykład z tej samej jazdy:

Fioletowy: Mio, Czerwony: Edge, Zielony: Apple Watch, Niebieski: Galaxy Watch Active

Przy czym muszę zaznaczyć, że takie rozbieżności widoczne są głównie przy jeździe po mieście. Przygotowałem kilka zestawów testowych z tras pozamiejskich i… szkoda czasu je tu umieszczać. Nuda – wszystkie sprzęty raportowały dokładnie to samo, a całość była nieczytelna przez kompletna nałożenie się linii przejazdów.

Jedenaste TAK: obsługa

Przyznaję się – nie sięgnąłem ani razu do instrukcji. Wszystko, co można ustawić w Cyclo 215, jest niemal zawsze oczywiste. Do tego dochodzi jeszcze bardzo wygodne, duże menu z czytelnymi i łatwymi w kliknięciu ikonami.

Dziesiąte TAK: obsługa ANT+

Proste – jeśli mamy już jakieś czujniki w rowerze, a do tego starszy czujnik tętna, możemy sobie odpuścić bogatszy zestaw i oszczędzić te 200 zł z kawałkiem.

Nie podłączymy natomiast do Mio czujnika mocy. Warto o tym pamiętać, jeśli szukamy sprzętu do monitorowania treningów bazujących właśnie na tym parametrze.

Pierwsze NIE: ekran

I nie chodzi nawet o to, że trzeba go dość mocno wciskać, żeby zarejestrował nasz dotyk. Do tego można się jak najbardziej przyzwyczaić.

Problemem tego ekranu jest niestety czytelność w naprawdę mocnym słońcu, przynajmniej w porównaniu do mojego prywatnego Edge Explore.

Tak, Mio wyświetla wszystko lepiej i ładniej. Ma ładniejsze kolorki i większy ekran. Ale kiedy na oba urządzenie trafią intensywne promienie słońca, Garmin pozostaje niemal niewzruszony, natomiast Mio zdecydowanie słabnie. Ustawienie jasności na maksymalny poziom częściowo rozwiązuje ten problem, ale, no właśnie – tylko cześciowo.

Drugie NIE: łączność z komputerem

Trochę nie wypada robić w 2019 r. urządzeń, których nie da się łączyć z telefonem. Również ze względów praktycznych.

W przypadku Mio Cyclo 215 wszystko właściwie wymaga włączenia komputera, wyjęcia kabla, podłączenia, przejścia w tryb podłączenia do komputera, uruchomienia aplikacji i dalszego w niej klikania. Dla porównania, po zakończeniu jazdy z Edge Explore po prostu… czekam kilka minut i zapis jazdy automatycznie pojawia się we właściwym serwisie. W Mio tak się nie stanie.

Jedyne pocieszenie jest takie, że desktopowa aplikacja Mio (CycloAgent) przynajmniej w wersji dla macOS działa przyzwoicie, pozwalając nie tylko na synchronizację danych, ale i wysyłanie naszych podróży dalej – w tym i automatycznie do Stravy.

Trzecie NIE: to nie jest sprzęt treningowy (przynajmniej nie do końca)

Oczywiście, możemy podłączyć czujnik kadencji i czujnik tętna, ale np. czujnika mocy już nie. Nie możemy też ustawić żadnych treningów – czy to z gotowych planów, czy to wprowadzanych ręcznie. Nie znajdziemy też w serwisie Mio żadnych szczegółowych analiz naszej wydajności, pułapu tlenowego czy poziomu wytrenowania. Nic.

Warto czy nie?

Gdyby Mio wprowadziło jakąkolwiek opcję łączenia Cyclo 215 z telefonem albo chociażby WiFi, do wygodniejszego przesyłania danych, zachowując jednocześnie cenę – właściwie nie miałbym wątpliwości. A tak bardzo wiele będzie zależeć od tego, czego oczekujemy.

Jeśli szukamy sprzętu treningowego, wykorzystującego pomiar mocy – 215 oczywiście odpala. Jeśli szukamy czegoś, na co szybko możemy zgrać zaplanowaną np. na telefonie trasę – też odpada. Jeśli chcemy od razu po powrocie do domu móc zobaczyć, gdzie byliśmy – również odpada.

Natomiast jeśli szukamy turystycznej nawigacji rowerowej, która ma być przede wszystkim nawigacją, to w tej roli Mio Cyclo 215 sprawdzi się naprawdę dobrze, a przy tym nie powinna nadwyrężyć tak strasznie naszego portfela. Gdyby tylko ekran był odrobinę bardziej czytelny w ostrym słońcu… Ale to pewnie negatywnie wpłynęłoby na cenę zestawu.

Dołącz do dyskusji