DJI może podzielić los Huaweia. Chińskie drony na celowniku Trumpa

Artykuł/Sprzęt 22.05.2019
DJI może podzielić los Huaweia. Chińskie drony na celowniku Trumpa

DJI może podzielić los Huaweia. Chińskie drony na celowniku Trumpa

Nie Xiaomi, nie Oppo i nie Vivo. Kolejnym celem administracji Donalda Trumpa może być DJI, chiński gigant rynku dronów i akcesoriów wideo.

Blokada współpracy amerykanów z firmą Huawei odbiła się olbrzymim echem wśród fanów technologii. Nadal nie wiemy, jak będą wyglądały przyszłe smartfony Huaweia bez usług Google’a. I czy w ogóle powstaną, bo ARM właśnie zawiesił współpracę z Huaweiem.

Chiński producent ma twardy orzech do zgryzienia, a niebawem w patowej sytuacji może się znaleźć również DJI.

„Drony DJI mogą przekazywać dalej zebrane dane”

Departament Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych w poniedziałek wyraził „silne obawy” wobec firmy DJI, a konkretnie wobec jej dronów. Urządzenia potencjalnie mogą wysyłać zebrane dane (filmy i zdjęcia) do producenta, gdzie miałby do nich dostęp chiński rząd.

Departament uważa, że drony mogą być wyposażone w komponenty, które są w stanie wysyłać bez wiedzy użytkownika dane. Teoretycznie jest taka możliwość, bowiem stopień zaawansowania dronów DJI jest niezwykle wysoki. Mavic 2 Pro jest dosłownie naszpikowany kamerami i czujnikami, które analizują otoczenie drona z każdej strony.

dji mavic 2 pro recenzja, test, opinia, kamera

Mamy więc potencjalny wstęp do sytuacji, w której znalazł się Huawei. DJI nie trafił na tzw. czarną listę, ale pojawiło się zalecenie ostrzegające przed DJI. Organizacje – zwłaszcza te, które mają wpływ na bezpieczeństwo narodowe – powinny zachować czujność, ponieważ są narażone na szpiegostwo i kradzież zastrzeżonych informacji.

Jak wyglądałby rynek dronów bez DJI?

DJI jest właściwie hegemonem rynku i obecnie produkty tej firmy stanowią ok. 80 proc. wszystkich dronów na terenie Stanów Zjednoczonych. DJI jest obecne w każdym segmencie rynku, zarówno w sprzęcie zupełnie amatorskim, poprzez sprzęt półprofesjonalny, aż po potężne platformy zdolne przenosić hollywoodzkie kamery. W wielu segmentach konkurencja praktycznie nie istnieje, lub jest daleko w tyle za rozwiązaniami technicznymi DJI.

Jeżeli DJI trafi na czarną listę, tym razem nie powinniśmy odczuć tego na własnej skórze, ponieważ prawo Stanów Zjednoczonych nie miałoby wpływu na Europę.

Co na to DJI?

Rzecznik DJI ustosunkował się do krytyki twierdząc, że w DJI bezpieczeństwo jest podstawą biznesu, a nasze zabezpieczenia zostały już zweryfikowane przez rząd USA i niezależne, wiodące przedsiębiorstwa Stanów Zjednoczonych.

„Dajemy klientom pełną i całkowitą kontrolę nad tym, jak ich dane są zbierane, przechowywane i przesyłane.” – mówi Adam Lisberg, rzecznik DJI.

To nie pierwsza krytyka skierowana w stronę DJI

W 2017 roku armia Stanów Zjednoczonych wydawała wewnętrzne zalecenie, by jednostki wojskowe zaprzestały korzystania z dronów. Do tej pory drony DJI były wykorzystywane w ponad 300 operacjach wojskowych. Powodem powstania wewnętrznego rozporządzenia była obawa o połączenie sieciowe, które może przesyłać dane z drona.

dji mavic 2 pro - recenzja, test, opinia

W odpowiedzi DJI wprowadził do dronów tryb prywatny, w którym aplikacja do sterowania dronem może działać bez łączności z internetem, wykorzystując jedynie bezpośrednie połączenie z dronem.

Tym razem DJI też ma odpowiedź. Być może to tylko zbieg okoliczności, ale producent właśnie poinformował o wdrożeniu kolejnych środków bezpieczeństwa do swoich dronów. Począwszy od 1 stycznia przyszłego roku wszystkie sprzedawane drony o masie powyżej 250 g będą wyposażone w odbiorniki AirSense ADS-B, sprzężone z systemem lokalizacji samolotów wykorzystywanym m.in. przez wieże kontrolne na lotniskach.

Drony mają być świadome sytuacji na niebie, a jeżeli na linii loty pojawi się samolot, dron będzie w stanie poinformować o tym operatora, nawet na 3 minuty przed potencjalnym zagrożeniem.

DJI dostało żółtą kartkę, a słowa Departamentu Bezpieczeństwa to kolejny przykład eskalacji konfliktu handlowo-ekonomicznego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Sytuacja jest rozwojowa, ale jej następstwa – nawet w najgorszym scenariuszu – powinny być znacznie mniej odczuwalne dla nas, Europejczyków.

Dołącz do dyskusji