Przerwij pobieranie Firefoksa. Google wcale nie zablokuje adblocków w przeglądarce Chrome

Felieton/Technologie 31.05.2019
Przerwij pobieranie Firefoksa. Google wcale nie zablokuje adblocków w przeglądarce Chrome

Przerwij pobieranie Firefoksa. Google wcale nie zablokuje adblocków w przeglądarce Chrome

Z prędkością kota biegnącego do miski z jedzeniem po 15-minutowej głodówce świat obiegła wieść, iż Google zablokuje nowoczesne adblockery w przeglądarce Chrome. Spokojnie – nie zablokuje.

Zespół zajmujący się rozwijaniem silnika Chromium opublikował na początku roku wersję roboczą (DRAFT) dokumentu opisującego planowane zmiany w API dostępnych dla twórców rozszerzeń dla Chrome.

Dokument ten, zwany jako Manifest V3, wzbudził sporo kontrowersji ze względu na proponowane zmiany, w szczególności te, które dotyczą dotychczasowej implementacji interfejsu chrome.webRequest.

Nie będę udawał, że rozumiem, co to znaczy, dlatego oddaję głos Hubertowi Talerowi, programiście piszącemu dla Spider’s Web:

chrome.webRequest było używane dotąd przez twórców ad blockerów (choć nie tylko – to API które ma wiele innych zastosowań). W skrócie, umożliwia ono przejęcie przez rozszerzenie zapytania sieciowego (request) i obsłużenia go na swój sposób – zalogowania, przekierowania, ale i zablokowania.

Jest to dość potężne i – z mojego punktu widzenia – trudne do zarządzania narzędzie. Na przykład dlatego, że logika stojąca za blokadą nie jest dostępna dla kodu zarządzającego rozszerzeniami. Nic dziwnego, że twórcy Chromium zaoferowali alternatywę. Zaproponowali oni, aby w kolejnej wersji API pozbawić chrome.webRequest możliwości blokowania dostępu do zasobów sieciowych, a w tym celu udostępnić zupełnie nowy interfejs: chrome.declarativeNetRequest

chrome.declarativeNetRequest z kolei umożliwia zdefiniowanie listy reguł, i listy url na której reguła ma być wykonana. Moim zdaniem jest to logiczniejsze niż poprzednio używany webRequest i łatwiejsze do zarządzania. Łatwiej też integrować działanie kilku rozszerzeń, które chcą obsłużyć dostęp do tego samego zasobu.

Co jednak nie podobało się programistom? Przede wszystkim limit dotyczący liczby reguł, które można zastosować.

W tej chwili te limity są zapisane jako stałe: rozszerzenie może mieć zapisane w pliku konfiguracyjnym 30 tys. reguł, i może załadować 5 tys. w danym momencie. Dlaczego wydaje się do niektórym za mało? Bo patrzą na popularne listy blokowanych url, publikowane np. przez strony EasyList. Tam liczba reguł w pliku jest większa, jednak spojrzenie do takiej listy pokazuje, że mając dostęp do wyrażeń regularnych (a twórcy rozszerzeń taki dostęp mają) można z łatwością przepisać je za pomocą skryptu tak, aby zajmowały mniej miejsca. Dla przykładu, fragment pliku z regułami który może zostać zastąpiony jednym wyrażeniem regularnym:

-ad0.
-ad03.
-ad1.
-ad2.
-ad2_
-ad3.
-Ad300x250.
-Ad300x90-
-ad4.
-ad5.

Dodatkowo, twórcy Chromium wyraźnie zadeklarowali, że zwiększą te limity, jeśli zajdzie realna potrzeba. Niepotrzebnie więc sieje się panikę, szczególnie że większość Internetu jest chętna reagować histerycznie na jakikolwiek aluzje do „zabronią adblocków”.

Nie, nie zabronią, i nie, nie jest to koniec pisania blokujących rozszerzeń. Każdy twórca rozszerzeń ma czas, aby dostosować swój kod.

Chcesz adblocka? Zainstaluj edycję Chrome Enterprise.

Większość mediów internetowych, które podjęły temat, pisze, iż po tych zmianach adblocki będą działać wyłącznie w edycji Chrome Enterprise. To jednak nic więcej, jak niepodparte dowodami przypuszczenie, wynikające zapewne z różnic licencyjnych między standardową przeglądarką, a edycją dla firm. Jak tłumaczy Hubert Taler:

Możliwość blokowania za pomocą chrome.webRequest pozostanie (przynajmniej przez jakiś czas) dostępna w Chrome Enterprise – czyli wersji oficjalnie wspieranej dla firm. Prawdopodobnie wynika to z umów LTS (Long Time Support), które ograniczają implementację zmian, które zepsułyby istniejące rozwiązania. Nie wiadomo jednak, jak długo ta opcja pozostanie wspierana w wersji Enterprise – wiemy to jedynie z wzmianki na grupie dla programistów rozszerzeń Chromium.

Nie przesiadajcie się na Firefoxa, bo ktoś puścił plotkę, że Chrome zablokuje adblocki.

Ludzie internetu bywają bardzo porywczy. Od rana przeczytałem już wiele komentarzy, że pora się zawijać, Chrome to szajs, a Firefox/Vivaldi/Brave to przyszłość.

Nic dziwnego, że ta informacja wzbudza tak wiele emocji – ostatecznie Chrome to najpopularniejsza przeglądarka na świecie, ustępująca popularnością chyba tylko ludzkiej chęci do blokowania reklam.

Pomijając jednak karmienie monopolistycznej machiny Google’a danymi, Chrome to też bardzo dobra przeglądarka. Po ostatnich optymalizacjach w końcu nadająca się też do wykorzystywania na laptopach i komputerach z mniejszą ilością pamięci operacyjnej.

Nie jestem wielkim fanem Google’owskich zapędów i jego dominacji w cyberprzestrzeni, ale używam Chrome’a, bo to po prostu najbardziej stabilne, sprawdzone rozwiązanie. Próbowałem już innych przeglądarek – Opery, Firefoxa, Vivaldi. Każda ostatecznie okazywała się jednak pod jakimś względem gorsza lub przynajmniej mniej stabilna od Chrome’a. A dla mnie przeglądarka to główne narzędzie pracy obok Worda, więc brak stabilności oznacza brak zaufania do narzędzia.

Nie twierdzę tutaj, żeby zostawać z Chrome’em za wszelką cenę. Twierdzę tylko, że blokowanie reklam to zły powód, by zmieniać przeglądarkę.

Google mógłby zablokować adblocki w Chromie i nie miałbym mu tego za złe.

Z biznesowego punktu widzenia, blokada reklam w Chrome to poważny problem dla Google’a. W końcu znakomita większość kreacji internetowych to ichni AdSense, którego wiele adblocków wycina w pień. Z biznesowego punktu widzenia wykarczowanie rozszerzeń blokujących reklamy miałoby więc mnóstwo sensu i przyniosłoby wymierne finansowe korzyści.

Również z biznesowego punktu widzenia byłby to jednak strzał nie tyle w stopę, co w głowę. Użytkownicy namiętnie korzystają z adblocków i – sądząc po tym, jak reagują na samą wzmiankę o możliwości ich usunięcia – odebranie im przywileju blokowania reklam skończyłoby się masowym buntem. A Google o tym wie.

Walka z adblockami nie rozwiąże problemu.

W Google’u pracują jedni z najmądrzejszych ludzi na świecie i z pewnością zdają sobie oni sprawę, że popularność adblocków nie bierze się znikąd. Ludzie w znakomitej większości nie blokują reklam, bo „nie dadzą zarobić korpo”. Ludzie blokują reklamy, bo reklamy wymknęły się spod kontroli.

W Internecie sprzedaje się dziś każdy wolny pixel. Banery atakują nas z każdej strony. Wszystko jest w porządku, dopóki baner nie przeszkadza w czytaniu, a kreacja jest estetyczna – na Spider’s Web kładziemy na to wielki nacisk, bo z jednej strony wiemy, jak irytujące bywają reklamy, a z drugiej, z czegoś przecież trzeba żyć.

Co innego jednak, gdy kreacje reklamowe są obrzydliwe albo – co gorsza – umieszczone w irytujących pop-upach zasłaniających treść, niedających się w łatwy sposób wyłączyć, które tak upodobały sobie czołowe polskie portale.

Jeszcze gorszym przypadkiem są nachalne reklamy, które mogą zawierać malware. Przyznaję – sam korzystam z adblocka na niektórych stronach, właśnie dlatego, jak łatwo „nadziać się” na złośliwe oprogramowanie i przypadkiem napytać sobie biedy.

Google ma moc, by rozwiązać część powyższych problemów, ale nie zrobi tego blokując adblocki. Skoro Google odpowiada za lwią część reklam w Internecie, jedynym, co może zrobić, jest podnoszenie poprzeczki reklamodawcom. Dbanie o to, by użytkowników nie zalewały marne, nachalne czy po prostu niebezpieczne kreacje.

Tak jak Google ustawicznie przedstawia coraz to bardziej rygorystyczne wymogi w kwestii SEO i optymalizacji stron pod kątem urządzeń mobilnych, tak w jego najlepszym interesie leży zrobienie tego samego dla kreacji reklamowych. I mówię tu nie tylko o kreacjach reklamowych samego AdSense’a, ale kreacjach reklamowych w ogóle – w mocy Google’a leży np. drastyczne pogorszenie widoczności danej witryny w wyszukiwarce, jeśli ta będzie stosować reklamy niespełniające wymogów.

Sądzę, że to jedyny sposób na to, by nie tylko zatrzymać potencjalny odpływ użytkowników i jednocześnie zminimalizować użycie adblocków, ale też na to, by Internet przestał być jednym wielkim, pstrokatym słupem reklamowym.

Jako przedstawiciel mediów, rozumiem potrzebę istnienia reklam. To dzięki nim możemy publikować obszerne treści za darmo, jednocześnie mając co do garnka włożyć. Jako użytkownik jednak tracę cierpliwość i sympatyzuję z użytkownikami adblocków. W Internecie, szczególnie na przestrzeni ostatnich 5 lat, dominują strony, których bez adblocka po prostu nie da się oglądać. Paskudne, zalane losowo generowanymi banerami, wyświetlającymi pop-up na pop-upie. Nikt nie chce takiego Internetu.

Problemu nie rozwiąże ani usuwanie adblocków z przeglądarek przez Google’a, ani zmienianie przeglądarek na takie, w których adblocki działają przez użytkowników.

Prawdziwe rozwiązanie problemu blokowania reklam leży w zapanowaniu nad rynkiem reklamy, który wymknął się spod kontroli. Jeśli Google nie da rady tego zrobić, to nikt tego nie zrobi.

A póki co – wstrzymajcie konie ze zmianą przeglądarki. Adblocki nigdzie się nie wybierają.

*Współpraca: Hubert Taler

Dołącz do dyskusji