Mam taki zwyczaj: odpalam Anthem, latam mechem i płaczę nad tym, jak dobra mogła być to gra

Artykuł/Gry 15.05.2019
Mam taki zwyczaj: odpalam Anthem, latam mechem i płaczę nad tym, jak dobra mogła być to gra

Mam taki zwyczaj: odpalam Anthem, latam mechem i płaczę nad tym, jak dobra mogła być to gra

Anthem to najwieksza wizerunkowa i deweloperska klęska BioWare od czasu… założenia BioWare. Noszeni niegdyś na rękach producenci cRPG wydali produkt skrajnie niedopracowany, mydląc oczy największym i najwierniejszym fanom. Efekt? Dzisiaj o Anthem nie pamięta już w zasadzie nikt. Poza mną. Lubię uruchomić tę grę i sobie nad nią zapłakać. – Nie kochanie, co ty, cebulę kroiłem.

Anthem było jedną z tych gier, które… nie doczekały się pełnowymiarowej recenzji na Spider’s Web. Demo gry BioWare nazwałem spektakularną katastrofą. Nie zostawiłem również suchej nitki na polityce wydawniczej EA dotyczącej tego tytułu. Podczas kolejnych przedpremierowych testów zauważyłem progres, lecz dalej kręciłem nosem. Następnie opisałem dla was pierwsze wrażenia, nadając im wymowny tytuł „Doleć, obroń, pozabijaj. Misje w Anthem to kopia problemów Destiny i The Division”. Co do pełnej, wyczerpującej recenzji…

Szczerze? Nie chciało mi się.

Szkoda mi było spędzać kolejnych kilkunaście – kilkudziesiąt godzin w grze, która nie szanuje mojego czasu. Która jest bardziej technologicznym demem pokazującym możliwości silnika niż looter shooterem prawdziwą gębą. Na horyzoncie majaczyło zbyt wiele zbyt dobrych gier, aby koncentrować się na Anthem. Próbowałem wepchnąć ten tytuł do recenzji kolegom z redakcji, lecz bez większego skutku. Wiedzieli, co się święci.

Anthem częściej uruchamiam teraz, niż uruchamiałem w okresie premierowym.

Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest fakt, że podczas premiery gra działała w kratkę. Połączenie z serwerami nigdy nie było stabilne. Misje potrafiły się resetować. Przeciwnicy znikali na moich oczach. Eksploracja Fortu Tarsis była żmudna i nudna, z kolei zadania na mapie świata powtarzalne i do bólu schematyczne. Grę trawiły idiotyzmy, które nigdy nie powinny się pojawić w projekcie o takiej skali i o takim budżecie. Brak możliwości zmiany ekwipunku podczas misji? Serio BioWare?

Teraz jest lepiej. Wciąż nie jest dobrze, ale gra w końcu nadaje się do testowania. Zaimplementowano do niej tak podstawowe mechanizmy jak natychmiastowe przechodzenie do kolejnej misji. Wcześniej trzeba było wracać do miasta, a następnie ponownie wchodzić do futurystycznego pancerza. No więc latam sobie nad krainą pełną gór i wodospadów, skaczę od misji do misji i kłam po cichu, kiedy reszta domowników już smacznie sobie śpi.

– Anthem mógł być tak dobry… – myślę, lecąc mechem nad piękną rozpadliną.

Pilotowanie masywnego egzoszkieletu to frajda sama w sobie. Ani Destiny, ani tym bardziej Division nie ma równie satysfakcjonującego sposobu przemieszania się. Lecę zaraz nad korytem rzeki, a drobinki wody chłodzą odrzutowy silnik stalowej bestii. Dzięki temu nie muszę robić przerw, gnając przed siebie niczym myśliwiec. Rzeka zamienia się nagle w jezioro, a na horyzoncie rysują się wielkie, epickie ruiny. Odkrywając to miejsce czujesz się jak kosmiczny pionier, Iron Man oraz obrońca ludzkości w jednym.

W tym krótkim momencie, w ciągu tych 45 sekund lotu, Anthem to pieprzone 10 na 10.

Zaraz potem okazuje się, że podjęta misja fabularna polega na dokładnie tym samym, co dwie poprzednie. Najpierw szukam przedmiotu A i aktywuję go. Na ziemi pojawia się okrąg, w granicach którego mam stać gdy coś się „kalibruje” albo „zbierane są informacje”. W tym czasie atakują mnie fale przeciwników, które metodycznie odpieram. Teraz już tylko trzeba pozabijać niedobitków. Koniec? A gdzieżby! Czeka mnie jeszcze dokładnie ta sama sekwencja, ale z przedmiotami B oraz C.

Anthem nie jest grą w takim tradycyjnym rozumieniu. Ten looter shooter to puzzle, które nie do końca do siebie pasują. Czuć, jak w BioWare poszczególne ekipy pracowały nad elementami rozgrywki w izolacji. Jedna drużyna zajęła się pilotażem. Druga umiejętnościami specjalnymi. Trzeba mechaniką ostrzału a czwarta cyferkami i lootem. Problem polega na tym, że przez większość czasu żadna z tych ekip nie współpracowała ze sobą.

W ten sposób powstał pospiesznie sklejony potwór Frankensteina. BioWare sądziło, że będzie w stanie znacząco poprawić grę już po premierze. Ostatnie dwa miesiące dowodzą jednak, że studio przeliczyło swoje możliwości. Tworząc Anthem na chwiejnych fundamentach, naprawa takiego projektu wydaje się być ponad ich siły. BioWare najzwyczajniej w świecie nie ma umiejętności, aby stworzyć dobrego looter shootera. Taka jest prawda i trudno ją kwestionować. Deweloperzy zawiedli nie tylko jako legendy cRPG, ale również jako zwyczajne studio deweloperskie.

Zastanawia mnie, co stanie się z BioWare. Jest za duże, aby zatonąć.

EA nie boi się zamykać tych studio, które nie przynoszą odpowiednich zysków. Cała sztuczka polega na tym, że BioWare dowozi świetne wyniki. Chociaż Anthem to katastrofa wizerunkowa, finansowo projekt zarobił całkiem sporo. Pomimo krytycznych recenzji Anthem był najważniejszą premierą lutego, szybko znikając ze sklepowych półek. Pod względem sprzedanych kopii looter shooter jest drugą najlepszą premierą BioWare, zaraz po Mass Effect 3. Chociażby z tego powodu trudno przypuszczać, aby BioWare zostało rozwiązane. Studio zalicza wpadkę za wpadką, ale wciąż zarabia dla EA znaczne sumy.

Dlatego zastanawia mnie, co dalej. BioWare nabrało wody w usta, zawieszając mapę drogową rozwoju Anthem. Studio przestało komunikować się z fanami, przybierając postawę urażonej ofiary. Od premiery gry została dodana zaledwie jedna duża misja. Każda nowa aktualizacja psuje kolejne elementy rozgrywki, ośmieszając umiejętności BioWare. Przykładowo, ostatnia seria poprawek sprawiła, że z pewnego potężnego przeciwnika przestały wypadać nagrody. O ile mnie pamięć nie myli, dotychczas nie było ANI JEDNEJ w pełni udanej aktualizacji.

BioWare wyszło na partaczy. Nie bójmy się tego określenia. Twórcy poświęcili siedem lat na projekt, który potrzebuje kilkunastu kolejnych miesięcy intensywnej pracy, by mieć graczom coś sensownego do zaoferowania. Mit tego studia sypie się jak domek z kart. Mimo tego znaczna część BioWare już pracuje przy Dragon Age 4, porzucając Anthem oraz swoich fanów. Szkoda, bo akurat ten projekt w szczególny sposób opierał się na zaufaniu. Fani uwierzyli BioWare na słowo, że ich nowe IP będzie przełomowe.

Teraz pozostaje im przełamać płytę, ze złości albo żalu. Nie w stosunku co samej gry, ale do zmarnowanego potencjału. Wykonując kolejny lot nad doliną porośniętą egzotycznymi drzewami nie mam bowiem wątpliwości, że ta gra mogła być wielka.

Dołącz do dyskusji