Żywiec Zdrój zrobił plastikową butelkę w 100 proc. z recyklingu. Chce ich robić więcej, ale Polacy nie segregują śmieci



Relacja/Nauka 17.04.2019
Żywiec Zdrój zrobił plastikową butelkę w 100 proc. z recyklingu. Chce ich robić więcej, ale Polacy nie segregują śmieci



Żywiec Zdrój zrobił plastikową butelkę w 100 proc. z recyklingu. Chce ich robić więcej, ale Polacy nie segregują śmieci



Dostałem maila od ludzi z Żywca Zdroju z pytaniem, czy chcę zobaczyć, jak powstaje pierwsza w Polsce butelka na wodę źródlaną w 100 proc. wykonana z plastiku pochodzącego z recyklingu. Jasne, że chciałem. 

Przejeżdżałem obok tego zakładu wiele razy i nigdy nie zwróciłem nawet na niego uwagi. IMP Polowat znajduje się bowiem przy mojej regularnej trasie rowerowej. Podejrzewam, że to niewiele wam właśnie powiedziało, więc dodam, że firma ma siedzibę w Bielsku-Białej.

Na zaproszenie firmy Żywiec Zdrój, należącej do grupy Danone, pojechałem zobaczyć, jak powstaje rPET – plastikowa butelka wyprodukowana w 100 proc. z materiałów pochodzących z recyklingu. Okazało się, że Żywiec surowiec rPET (rPET to taki PET, tylko z recyklingu) bierze m.in. od firmy IMP Polowat. Było to dla mnie miłym zaskoczeniem – dowiedziałem się, że po sąsiedzku działa zakład, który daje drugie życie plastikowym odpadom.

Pierwsza butelka wyprodukowana w 100 proc. z tworzywa PET pochodzącego z recyklingu

Pierwszą w Polsce butelką na wodę mineralną, którą wykonano wyłącznie z rPET, jest 5-litrowa butelka wody Żywiec Zdrój.

To największa butelka Żywca, jaką możemy spotkać na sklepowych półkach, a to oznacza, że do jej wytworzenia potrzeba najwięcej plastiku. Są to jednak butelki, których nie sprzedaje się szczególnie dużo – 5-litrowy baniak stanowi tylko około 5 proc. sprzedaży Żywca. Dla porównania sztandarowy produkt, czyli 1,5-litrowa butelka, odpowiada za połowę sprzedaży.

Można więc pochwalić Żywca za to, że do produkcji największej butelki używa już wyłącznie tworzywa z recyklingu, ale od razu na usta ciśnie się pytanie – dlaczego Żywiec nie zaczął rewolucji od produkcji z rPET butelek, których najwięcej się sprzedaje. I ja o to zapytałem. Odpowiedź: w Polsce jest za mało śmieci. A mówiąc precyzyjniej: jest za mało dobrze posegregowanych śmieci.

Jak powstaje butelka w 100 proc. z rPET?

Zakład recyklingu plastikowych butelek skupuje surowiec od podmiotów zajmujących się zbiórką i segregacją odpadów. Butelki przyjeżdżają do zakładu w postaci sprasowanych bel. Bele są rozluźniane – usuwa się metalowe pręty, którymi je spięto. Już na tym etapie pracownik dokonuje oceny jakości surowca. Jeśli okaże się, że wraz z butelkami PET sprasowano inne typy tworzywa, to dostawa może zostać zwrócona do sprzedawcy.

Jeśli surowiec jest w porządku, to przechodzi przez etap mycia i trafia do kabiny sortowniczej, gdzie butelki pędzą na taśmie, a dwóch lub trzech pracowników ręcznie wyłapuje to, co nie jest tworzywem PET, czyli np. PCV albo kawałki drewna lub kamienie.

Selekcja jest ważna, ponieważ na następnym etapie butelki są cięte przez maszyny. Gdyby trafiły do nich inne materiały, mogłoby dojść do uszkodzenia i awarii linii.

Na następnym etapie nie mamy do czynienia już z butelkami. Z butelek zostały tylko tzw. płatki, które następnie poddawane są separacji flotacyjnej (PET tonie, a inne plastiki pływają, np. te z etykiet), odwirowaniu, suszeniu i odpylaniu. Na samym końcu PET jest maszynowo oddzielany od innych elementów – mogą to być resztki klejów, zanieczyszczenia lub drobinki innych tworzyw.

Na samym końcu materiał trafia do silosów, w których jest magazynowany. Z silosów przesypywany jest do tzw. big-bagów, czyli olbrzymich worów. Na tym etapie. kończy się pozyskanie surowca rPET.

Materiał jest gotowy do przetworzenia np. do formy regranulatu. Z regranulatu można już tworzyć na wtryskarkach butelki. Butelki w początkowej fazie są bardzo małe – przypominają próbówkę. Taka butelka trafia do klienta, czyli firmy, która chce ją czymś napełnić, gdzie jest poddawana ogrzewaniu i pompowaniu do odpowiedniego kształtu.

Walka o surowiec trwa

Wystarczy wyjść na spacer do parku lub lasu, przejść się brzegiem drogi, zanurkować w rzece lub jeziorze albo… zajrzeć do pieca sąsiada, żeby zobaczyć, że butelek PET w naszym otoczeniu nie brakuje. Brakuje ich niestety tam, gdzie być powinny – w żółtych koszach na odpady (żółte kosze do selektywnej zbiórki odpadów są przeznaczone właśnie na plastik i metal).

Tylko wtedy, gdy butelkę wyrzucamy do żółtego kosza, mamy pewność, że w sortowni zostanie ona oddzielona od innych odpadów i spakowana w wielkie paczki, które zostaną poddane sprasowaniu. Dalej w formie wielkich beli surowiec może w końcu zostać wystawiony na sprzedaż. Wtedy kupi go IMP Polowat albo jedna z kilku innych firm, które zajmują się wytwarzaniem rPET w Polsce. Jeśli śmieci zostały dobrze posortowane, to zakłady mają szansę stworzyć rPET wysokiej jakości. A to już prosta droga do kolejnych butelek powstałych w 100 proc. z recyklingu.

Na placu przed zakładem IMP Polowat widziałem wielkie morze bel plastiku. Robiło to wrażenie i działało na wyobraźnię. Później dowiedziałem się, że te ogromne zapasy starczą raptem na miesiąc pracy zakładu. A w historii firmy były też takie momenty, gdy linia produkcyjna musiała zostać zatrzymana. Zabrakło śmieci do przetworzenia.

Żywiec Zdrój w porozumieniu z partnerami postanowił, że będzie prowadził działania zmierzające do tego, aby w 2025 r. w Polsce ponad 90 proc. butelek PET było poddawanych recyklingowi. Dzisiaj odzyskujemy tylko 35 proc. butelek PET. Dla porównania w Niemczech i Norwegii odzyskuje się już ponad 90 proc.

Zatem cel jest prosty – w 6 lat dogonić czołówkę Europy.

Łatwo nie będzie. Mamy olbrzymie zaległości i sporo pracy do wykonania. Trzeba rozmawiać i naciskać na to, żeby zostały wprowadzone skupy butelek, które mogą działać na zasadzie kaucji. W krajach, w których wprowadzono takie rozwiązanie, problem butelek znika. Butelki znikają też z trawników, parków i rzek.

Żywiec chce edukować i pokazywać, że problem braku segregacji w Polsce jest ogromny. 72 proc. Polaków zapewnia, że segreguje odpady – wykazało badanie Ministerstwa Środowiska. Jednak według raportu GUS-u tylko 27 proc. gospodarstw domowych rzeczywiście to robi.

Gdy przedstawiciele Żywca Zdrój mówili o tym problemie, wziąłem do ręki nową, 5-litrową butelkę. Przeczytałem całą etykietę i znalazłem tylko mały symbol ludzika wyrzucającego śmieć do kosza – kojarzycie go zapewne, bo jest (niemal) na każdym opakowaniu. Moim zdaniem zabrakło wyraźnej instrukcji, jak należy postępować ze śmieciami. Duża butelka to duża etykieta – można by ją wykorzystać do edukowania konsumentów.

Klient powinien wiedzieć, co ma zrobić z odpadem. Czy butelkę można wyrzucić do tego samego kosza, co nakrętkę? Czy przed wyrzuceniem należy zerwać etykietę? Co z nią zrobić?

 Przedstawiciele Żywca Zdrój zanotowali sobie moją sugestię i obiecali przedyskutować ją w firmie. Więc jeśli w przyszłości na butelkach Żywca znajdą się konkretne instrukcje, a wasz sąsiad w końcu zacznie segregować śmieci, to… nie ma za co.

Dołącz do dyskusji