Insta inspiracje: „Im dłużej podróżuję, tym bardziej doceniam miejsce, w którym żyję” – mówi fotograf Witold Ziomek

Artykuł/Foto 01.04.2019
Insta inspiracje: „Im dłużej podróżuję, tym bardziej doceniam miejsce, w którym żyję” – mówi fotograf Witold Ziomek

Insta inspiracje: „Im dłużej podróżuję, tym bardziej doceniam miejsce, w którym żyję” – mówi fotograf Witold Ziomek

Jak sam mówi „opycha pamiątki w krakowskich Sukiennicach”, aby zarobić na wyjazdy z aparatem. Podróżuje od zaledwie dwóch lat, a już ma na swoim koncie wiele wyróżnień w konkursach fotograficznych. Jego profil na Instagramie obserwuje ponad 16 tys. ludzi, w tym piszący te słowa. W ramach instagramowych inspiracji przedstawiam wam Witolda Ziomka, z którym rozmawiałem o tym, co to znaczy być podróżnikiem, o jego wyprawach, stylu życia i obrabianiu zdjęć. 

Profil Witold Ziomka na Instagramie obserwuję od dobrych dwóch lat. Autor publikuje tam całkiem sporo interesujących zdjęć z wielu podróży, pozwalając mi, chociaż na chwilę zanurzyć się we wspaniałe miejsca, których nigdy nie odwiedziłem. To z resztą jeden z powodów, dla których tak bardzo lubię przeglądać Instagrama.

Osobiście nie przepadam jednak za instagramową modą na zdjęcia podróżnicze. Nudzi mnie przeglądanie identycznych, utrzymanych w jednakowej kolorystyce profili, gdzie żądzą żółte kurtki na tle kanadyjskiego błękitu czy ciemnych dróg dookoła ciemnozielonych lasów. To są świetne wizualnie i techniczne klatki, ale wiele z nich jest robionych na to samo kopyto.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Zdjęcia Ziomka są inne. Są świeże, bardziej indywidualne, a cały profil jest różnorodny. Przeglądam jego feed i widzę poszczególne klatki, a nie jednoefektową masę. Autor inspiruje się nieco trendami, ale nie podąża ślepo za nimi.

Witold Ziomek fotografuje zaledwie od kilku lat, podróżuje z aparatem dopiero od 2017 r. Zdjęcia z podróży publikuje na swoim profilu, który obserwuje już ponad 16 tys. Mimo stosunkowo krótkiego stażu zdążył odwiedzić wiele miejsc na świecie i być wyróżnionym w wielu konkursach fotograficznych jak Sony World Photography Awards, ND Awards, Internation Photographer of The Year. W konkursie Chromatic Awards został nagrodzony jako objawienie roku. Ostatnio zajął 2. miejsce w konkursie serwisu Skypixel w kategorii Architektura, o czym pisałem w osobnym tekście. W ramach cyklu instagramowych inspiracji przedstawiam wam Witolda Ziomka.

Witold Ziomek — wywiad

Mieszkasz w Krakowie, ale podróżujesz po całym świecie. W ile miejscach byłeś?

Tak jest, na co dzień mieszkam i pracuję w Krakowie. Podróżuję dopiero dwa lata z hakiem, więc za wcześnie na statystyki. Zdarzało mi się wracać do tych samych krajów po kilka razy. Nie przepadam za liczeniem i odhaczaniem miejsc, w których się było. Dla mnie mimo wszystko ważniejsze jest to, co przywożę z tych krajów na kartach pamięci. Po każdym wyjeździe stwierdzam — wrócę tu kiedyś i zrobię to lepiej.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Podróże pomogły ci zmienić twój obraz Polski i Krakowa?

Im dłużej podróżuję, tym bardziej doceniam miejsce, w którym dorastałem i żyję. Kiedyś dziwiłem się, gdy ludzie z całego świata zachwycali się Polską czy Krakowem. Wychowałem się w kraju, w którym jeszcze da się wyczuć pokomunistyczny mit o „cudownym, rozwiniętym zachodzie”, mimo że przyszedłem na świat kilka lat po transformacji ustrojowej. Po dwóch latach podróżowania stwierdzam — zdecydowanie jest się czym zachwycać. Nie tyczy się to tylko pięknych zabytków, a całokształtu rozwinięcia kraju i społeczeństwa.

Gdzie wybierasz się w najbliższym czasie?

Na początku kwietnia wybieram się do Grecji. Głównie przez śmiesznie tanie bilety do Aten. Po namowie mojej dziewczyny stawiamy na spokojny, chillerski wyjazd. Nie jest to równoznaczne z zostawieniem sprzętu w domu, ale nie nastawiam się na genialne zdjęcia i czatowanie na miejscówkach całą noc. Na ten rok mamy jeszcze zaplanowany wyjazd do Indonezji, ale na pewno co miesiąc będę próbował spędzić, chociaż kilka dni za granicą, biegając za światłem. Cały czas w głowie siedzi mi parę planów na kilkumiesięczne podróże, lecz odwlekam to w czasie, zbierając potrzebne fundusze. Jest mnóstwo krajów, których nie ma sensu odwiedzać, lecąc na tydzień czy dwa. Koszta stałe, które trzeba ponieść, są na tyle wysokie, że mając niewiele większy budżet, można spędzić tam kilka tygodni więcej, przy okazji zwiedzając dwa kraje obok.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Ostatnio zacząłem nawet kalkulować i wyliczyłem, ile mniej więcej kosztowałby mnie miesiąc w podróży. Tym sposobem przy każdym przelewie na konto oszczędnościowe jaram się, że właśnie wypracowałem dodatkowy miesiąc gdzieś w Azji czy Ameryce Południowej. Nagle okazało się, ile mam bezsensownie zainwestowanych pieniędzy w sprzęt i tak pozbywam się nadprogramowych obiektywów. To ten moment, kiedy uzależnienie od podróży stawia ci pytanie — musisz jeździć takim autem? Kup sobie coś tańszego, a ta fura da ci rok podróży!

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Podróże to twój styl życia, ale czym zajmujesz się na co dzień?

Po moim pierwszym wyjeździe w 2017 r. stwierdziłem: „Super sprawa, jak uda mi się wyrwać raz na 2-3 miesiące, to będę spełniony!”. Po trzech miesiącach wpadłem w cug, mając przerwy po 2-3 tygodnie między wyjazdami. Większość czasu w Polsce spędzałem nakręcony po 12 godzin w pracy, bo lada moment znowu się pakowałem i leciałem. W ubiegłym roku częstotliwość trochę zmalała ze względów osobistych, ale myślę o wyjazdach cały czas. Brak biletów na nadchodzący miesiąc powoduje u mnie doła i chodzę przybity — do momentu kupienia biletów.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Gdy nie jestem na wyjeździe, większość czasu spędzam w pracy, żeby mieć pieniądze i wypracowane wolne na kolejny wyjazd. Kolokwialnie mówiąc — opycham pamiątki w krakowskich Sukiennicach. Chyba najbardziej w tej pracy lubię to, że trafiam czasem na podróżujących freaków. Wtedy potrafimy rozmawiać godzinę czy dwie zasypując się wspomnieniami często z tych samych lokacji, czy dowiadując się czegoś o kraju, którego nigdy nie podejrzewało się o masę ciekawych miejsc.

Wygląda, jakbyś był uzależniony od podróży.

Nie wyobrażam sobie życia bez podróżowania. Pan Internet rzucił mi kiedyś mądrym tekstem „większość ludzi umiera w wieku 25 lat, ale czekają z pochówkiem do 75 roku życia”. Podróże dają mi kopa, chęć życia. Nigdy nie widziałem się w roli ustatkowanego gościa z gromadką dzieci. Jakiś czas temu mój dobry znajomy zaczął podróżować. Po kilku miesiącach powiedział mi „Ziomek, byłem w Wietnamie, potem kupiłem bilety na Cypr. Teraz to wszystko to już przeszłość, a świadomość braku planów na najbliższe miesiące mnie dobija”. Tak to właśnie działa. To bardzo silne uzależnienie, którego trudno jest się pozbyć.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Jakbyś miał wybrać: podróże czy fotografia? A może nie jesteś w stanie żyć bez obu?

W moim przypadku jedno nie funkcjonuje bez drugiego. Nie wyobrażam sobie podróży bez aparatu. Tak samo nie potrafię fotografować, nie będąc w podróży. Próbowałem się przełamać, żeby chwytać za aparat także w Krakowie, ale kończy się na nędznej próbie streetu i aparat ląduje na półce. Z tego powodu mam większą chęć podróżowania jeszcze częściej, bo to jedyny moment na moje „artystyczne wyżycie się”.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Ostatnio twoje zdjęcie zostało nagrodzone w konkursie SkyPixel w kategorii „Architektura”, a jesteś przecież podróżnikiem.

Ja ogólnie mam problem z nazywaniem siebie fotografem, a tym bardziej podróżnikiem. Do fotografa coraz częściej się przekonuję, ale podróżnik to dla mnie ktoś pokroju Mateusza Waligóry, który stwierdza „ok, no to przejdę pustynię Gobi z buta”. Stawianie się na równi z takim człowiekiem to dla niego wielka obraza. Więc dotychczas byłem pamiątkarzem, który pstrykał na wyjazdach. Powoli przechodzę na etap fotografa, który podróżuje. Mimo wszystko bliżej mi do turysty niż podróżnika. Spanie w samochodzie czy mycie się raz na kilka dni nie wrzuca cię na wyższy poziom. Daje ci jedynie możliwość oszczędzania pieniędzy, dzięki którym będziesz mógł pozwolić sobie na więcej wyjazdów.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Jaka jest historia tego zdjęcia? Gdzie zostało wykonane, co sprawiło, że tam przybyłeś?

Pod koniec 2017 r. postanowiłem polecieć gdzieś dalej. Miesiąc przed wyjazdem na szybko zrobiłem szczepienia, nie znając celu podróży. Miała być Sri Lanka, a finalnie padło na Birmę i kilka dni w Tajlandii. Dwa tygodnie wcześniej kupiłem bilety. Nie wiedziałem za wiele o Mjanmie, zapisałem 3 gwiazdki do odwiedzenia według poleceń z pierwszego lepszego bloga i pojechałem.

Zdjęcie wykonałem w Baganie. Spędziłem w tamtych okolicach 3 dni, jeżdżąc na skuterze elektrycznym. Świetne rozwiązanie, dopóki nie padnie akumulator 10 kilometrów od hotelu. I mimo że jest to miejsce bardzo turystyczne i licznie odwiedzane przez ludzi z całego świata to nie czuć tłoku. Jest kilka „mocnych punktów”, które warto zobaczyć, ale poza tym są setki pagód, świątyń czy klasztorów. Łatwo odciąć się od hałasu i chłonąć to fascynujące miejsce. Problem miałem ze światłem o wschodzie i zachodzie — nierówna walka z bardzo dużym zachmurzeniem. Udało się ostatniego ranka.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Miałem o 7:30 autobus, który jechał w inną część kraju. Umówiłem się na odbiór skutera o 5:30 rano. Czekałem do 6:40 nerwowo spoglądając na jaśniejące niebo. Gdy w końcu dostałem kluczyki, bez namysłu dałem gaz do dechy, czyli jakieś 30 km/h. Po chwili zorientowałem się, że dostałem skuter z padającym akumulatorem — na bank nie wróciłbym. Szybko podmieniłem maszyny i w chmurze pyłu pojechałem szukać ciekawego miejsca na wschód słońca. Miałem wcześniej wybrane kilka lokalizacji, lecz przez brak czasu musiałem z nich zrezygnować i zdecydowałem się na punkt gorszy, ale raptem kilka minut od hotelu. Biegałem między szczytami dwóch świątyń, prawie łamiąc sobie nogi. Pod koniec stwierdziłem, że mimo braku czasu, podniosę drona na dodatkowe 5 minut. Strzeliłem kilka zdjęć i voila — jedno z nich właśnie odniosło sukces w konkursie Skypixel.

Masz więcej takich historii na koncie?

Bardzo często bywa, że potrafisz przez tydzień nie zrobić ani jednego sensownego zdjęcia, a jeden poranek przynosi ci kilka super zdjęć. Podobną historię miałem w Gruzji, gdzie chodząc przez 14 dni z 25 kg na plecach, miałem ochotę wyrzucić sprzęt do pobliskiego strumienia. Dźwigasz obiektywy, drona, statyw, namiot, śpiwór, jedzenie, zapasy wody. Przy tym wszystkim nie robisz dosłownie żadnego wartego uwagi zdjęcia. Aż przychodzi ten jeden poranek, świetna lokalizacja, genialne światło – 3 zdjęcia. Wtedy cofasz wszystkie złe słowa, które leciały w stronę sprzętu.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Miejsca miejscami, ale zdjęcie nie wyglądałby tak, bez obróbki. Jak obrabiasz swoje zdjęcia? Mobilnie na smartfonie czy siedzisz godzinami w Lightroomie?

Zdjęcia obrabiam na komputerze, w dużej mierze korzystając z Lightrooma. Sporadycznie obrobię w Photoshopie, ale jednak LR jest dla mnie super intuicyjny. Zdarza się czasem, że wywołam zdjęcie na telefonie — zrzucam RAW-y, wywołuję je w Snapseed i wtedy lądują na InstaStories. Zdjęcia na feed jednak zawsze staram się na spokojnie dopracowywać na dużym ekranie. To znaczy większym niż telefon, bo moim wołem roboczym jest 13-calowy laptop.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Z jakich aplikacji mobilnych korzystasz i dlaczego akurat z nich?

Z niewielu aplikacji korzystam systematycznie. Mam apkę SunCalc, dzięki której znamy szczegóły toru światła i czas wschodu/zachodu słońca. Dziwnym trafem wiecznie o niej zapominam. Jest też Aurora do śledzenia zorzy polarnej, gdy zwiedzamy północ. ColorStory do ustawiania zdjęć, żeby pasowały kolorystycznie na instagramowym feedzie — jednak ja zwykle działam raczej chaotycznie. Bardzo polubiłem Sliidr do robienia swipe-panoram w Instagramie. Często miałem problem ze zdjęciami poziomymi, które jednak dominują w mojej twórczości. Przez to byłem uzależniony od ramek, które tworzyły zwykle jeszcze większy chaos. Teraz wrzucam przygotowane zdjęcie w pionie, a następne po przesunięciu palcem mamy panoramę z dwóch pionów tworzących finalne zdjęcie, które powstało jako poziom. Jak zwykle pokrętnie tłumaczę, ale zachęcam do sprawdzenia, jak to działa na moim profilu.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Co zrobić, aby zdjęcia z podróży nie wyglądały, jak typowe klatki turysty cykającego foty po drodze zajadając się kawałkiem lokalnej pizzy?

Sam z przyjemnością cykam foty, zajadając się pizzą! Lokalna kuchnia jest numerem dwa, po fotografii, co uwielbiam w podróżowaniu. Chyba że lecimy do Norwegii, wtedy poznajemy wszystkie smaki lokalnych zupek chińskich i fasoli w puszce. Nie bardzo wiem, jak mam odpowiedzieć na to pytanie. Na dzień dobry polecam oglądnąć film Krzysia Gonciarza „Krok pierwszy”.

Wydaje mi się, że podstawa to świadomość. Nie trzeba być geniuszem, który w małym palcu ma funkcje aparatu. Nie trzeba mieć także sprzętu za dziesiątki tysięcy złotych. Są oczywiście sytuacje, gdzie ten sprzęt znacznie nam ułatwi. Sam korzystam z Nikona D610, który lada moment będzie świętował 6 lat na rynku i jest aparatem raczej niskobudżetowym. To kwestia wypracowanego oka, które stwierdzi, że lepiej będzie podejść z lewej, bo dzięki temu na przykład cień się fajnie ułoży w kadrze.

Fot. Witold Ziomek
Fot. Witold Ziomek

Zawsze trzeba brać pod uwagę, że na 100 udanych zdjęć przypada, powiedzmy 60 tys. nieudanych. W dużej mierze to także specyficzna postprodukcja. Staram się obrobić każde zdjęcie tak, żeby „samo się broniło”. Nie było dodatkiem do zgranego feeda, a każde z nich było na swój sposób wyjątkowe. W moim przypadku z tego powodu każde zdjęcie jest z innej parafii, ale uznaję, że to mój styl i już. Chyba najważniejsze, co trzeba sobie wtłuc do głowy — wstawać na wschody i pamiętać o zachodach słońca. Większość zdjęć o innej porze nadaje się do wyrzucenia.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji