Musimy ograniczyć latanie samolotami. To kwestia przyszłości naszej planety

Artykuł 04.04.2019
Musimy ograniczyć latanie samolotami. To kwestia przyszłości naszej planety

Musimy ograniczyć latanie samolotami. To kwestia przyszłości naszej planety

Gdy w eter publicznego dyskursu rzucane są hasła o konieczności ograniczenia liczby lotów, internauci wybuchają gromkim śmiechem. Od razu padają zarzuty o racjonowanie dóbr jak za najlepszych czasów komunizmu. Ale prawda jest taka, że na obecnym etapie innego wyjścia już nie ma.

Ryanair truje nas jak duża elektrownia – takie wnioski można wyciągnąć z ostatniego raportu Komisji Europejskiej. Irlandzki przewoźnik wszedł do pierwszej dziesiątki największych producentów dwutlenku węgla w Europie. Wyprzedzają go tylko elektrownie w Niemczech, Bułgarii i otwierająca zestawienie elektrownia Bełchatów.

Dlaczego Irlandczycy znaleźli się tak wysoko? Ryanair to Biedronka wśród lotniczych przewoźników. Niską marże rekompensuje sobie efektem skali – rocznie korzysta z niego ok. 130 mln osób.

To niestety przekłada się na ogromną emisję CO2 – w ubiegłym roku było to 9,9 megaton. Według Komisji, Ryanair zwiększył ją w ciągu ostatnich 5 lat prawie o 50 proc.

Nie chodzi jednak o to, by się nad liniami Michaela O’Leary’ego jakoś szczególnie znęcać. Problem stanowi dzisiaj cały sektor lotniczy. Od 2014 r. emisja wzrosła w nim o ponad jedną czwartą. Wśród największych trucicieli Europy możemy znaleźć takie marki jak EasyJet, Lufthansa, Norwegian i British Airways.

Lotnictwo jest największym niepowodzeniem klimatycznym w Europie. Najgorszą rzeczą, jaką możemy zrobić w odpowiedzi, jest umieszczenie wszystkich naszych nadziei w systemie kompensacyjnym, który daje liniom lotniczym licencję na nieograniczony wzrost – podsumował to Andrew Murphy, ekspert ds. lotnictwa w T&E.

Rzeczywiście. Systemy kompensacyjne nie działają. Trudno jednak, by tak było, skoro sam Ryanair ma rocznie przeszło miliard euro zysku. W tym czasie cały sektor łoży 800 mln euro za obciążanie środowiska strzelaniem CO2 w atmosferę.

W tym rozczarowaniu Murphy nie jest bynajmniej odosobniony. Na polskim podwórku o rezygnacji z lotów opowiadał w wywiadzie dla Gazety Wyborczej prof. Szymon Malinowski z PAN. Wcześniej lewicowy publicysta Maciej Gdula proponował wprowadzenie limitów na podróże samolotem np. do 15 tys. km rocznie.

Unia Europejska ponosi ogromne inwestycje, starając się zmniejszać skutki oddziaływania na środowisko.

Państwa członkowskie i prywatne firmy dają pieniądze na rozwijanie OZE, miasta wymieniają tabory na elektryki. Niektóre przedsiębiorstwa wprost deklarują, że nie włożą grosza w inwestycje oparte na energetyce węglowej. Na tym tle linie lotnicze wychodzą na maruderów. Co mogą nam bowiem dzisiaj zaproponować? Co najwyżej opcje rekompensowanie emisji CO2 za dodatkową dopłatą do biletu. A i tego nie znajdziemy przecież u wszystkich przewoźników.

Tymczasem lotnictwo zostawia niemały ślad na naszym klimacie. Transport ogółem odpowiada za emisję 25 proc. gazów cieplarnianych. Samoloty, mimo iż ogółem przewożą stosunkowo niewielką liczbę pasażerów, stanowią w tej ćwiartce 12 proc. A ruch lotniczy rośnie z roku na rok. Przemieszczanie się za pomocą samolotu nie jest przy tym, delikatnie mówiąc, szczególnie efektywne.

Wikimedia Commons/Vadim Povkh and Joao.pimentel.ferreira/CC BY-SA 4.0

Eksperci od pewnego czasu apelują, by ograniczać liczbę podróży samolotem.

Część spotkań biznesowych można zastępować telekonferencjami. Niektóre z wyjazdów wakacyjnych da się zorganizować przy pomocy pociągów. Tyle, że latanie samolotem jest dzisiaj nie dość, że szybkie to jeszcze niesamowicie tanie. Do takiej wygody człowiek szybko się przyzwyczaja, zrezygnować z niej jest już dość trudno. Ale prędzej czy później musimy, bo inaczej za te lata beztroskiego konsumpcjonizmu zapłacimy wszyscy.

Dołącz do dyskusji