Jak Zachód w latach 70. stworzył sobie starożytną chińską medycynę

Artykuł/Nauka 16.04.2019
Jak Zachód w latach 70. stworzył sobie starożytną chińską medycynę

Jak Zachód w latach 70. stworzył sobie starożytną chińską medycynę

Uwielbiamy rzeczy, które mają patynę starożytności. Wzbudzają w nas zaufanie i poczucie, że stare, sprawdzone przez pokolenia metody nie mogą być złe. Czasami nawet podejrzewamy, że ludzkość zapomniała wiele ze swojej starożytnej wiedzy i musiała odkrywać ją na nowo – co akurat w historii ludzkości bywało czasami prawdą.

Jednak istnieje również rodzaj fałszywej przesłanki, według której wszystko, co starożytne, jest lepsze. Jest to również dobra metoda marketingowa – nie musimy za bardzo niczego sprawdzać, by sprzedawać starożytną wodę, starożytną metodę na czyszczenie uszu bądź… rogaliki z pradawnych zbóż.

Za każdym razem, kiedy słyszycie: „kiedyś ludzie byli zdrowsi“ lub „homeopatia istnieje już 200 lat więc musi działać“ – macie do czynienia z tzw. odwołaniem do tradycji lub starożytności. Nie jest to nowe zjawisko: ma nawet swoją łacińską nazwę: argumentum ad antiquitatem.

Skąd się bierze takie myślenie?

Być może z tego, że podświadomie boimy się nowości i uważamy rzeczy zastane za bezpieczniejsze? Być może z błędu logicznego polegającego na założeniu, że skoro zawsze robiliśmy coś w konkretny sposób, to ten sposób musi być poprawny? Każdy z nas zna to zapewne z własnego doświadczenia. Lubimy tworzyć sobie tradycje: „zawsze kupowaliśmy ten rodzaj pieczywa i było dobrze, po co to zmieniać“ lub co gorsza „moi rodzice mnie bili pasem i wyrosłem na porządnego człowieka“.

W ten sposób działa też nasza pamięć – selektywnie zapamiętujemy lepsze rzeczy, a gorsze zacierają nam się w pamięci. Tak właśnie powstają „stare dobre czasy“ – czasami stare dobre czasy to czasy, których nigdy nie było, czasy, gdy biegaliśmy zdrowi po lesie i, jak pisał Ben Goldacre, obcy był nam gluten, szczepionki i autyzm.

Ten właśnie logiczny fałsz spotykamy w dyskusjach na temat tzw. „medycyny alternatywnej“. (Biorę to określenie w cudzysłów – nie ma alternatywnej medycyny, tak samo jak nie ma alternatywnej inżynierii, alternatywnej chemii czy alternatywnej fizyki.) To właśnie tam słyszymy fałszywe stwierdzenia, że „ludzie dawniej mniej chorowali“, bo leczyli się tradycyjnie ziołami i bańkami.

Czasami odwołujemy się do nieistniejących tradycji

Tak jest w przypadku naszej zachodniej wizji tzw. starożytnej chińskiej medycyny. Cała „alternatywna“ medycyna czerpie z niej garściami… ale po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że wyobrażamy sobie coś, co w rzeczywistości nigdy nie miało miejsca.

Gdy w latach 60. i 70. komunistyczne Chiny zmagały się z brakiem podstawowej opieki zdrowotnej na terenach wiejskich, jedynie 2 proc. populacji mieszkało w miastach. Pozostałe 98 proc. często nie miało szans na dotarcie do lekarza – a objawy chorób, w tym pasożytniczej schistosomatozy, stały się normalnym widokiem we wszystkich wsiach.

Nakłanianie lekarzy do osiedlania się na wsi nie działało, było ich po prostu za mało. Próbowano medycyny objazdowej – zespoły lekarskie podróżowały po prowincjach, jednak była to kropla w morzu potrzeb.

Wtedy pojawiła się koncepcja tzw. bosonogich doktorów

Byli to wieśniacy, którzy po krótkim przeszkoleniu mieli za zadanie sprawować podstawową opiekę zdrowotną (równocześnie wykonując nadal wszystkie rolnicze obowiązki). Brak dostępu do zabiegów i leków miał zastąpić specjalnie napisany podręcznik. „Podręcznik bosonogiego doktora“ miał za zadanie dostarczyć podstawowych informacji o higienie i podstawowych objawach często spotykanych chorób.

Książka ta odnosiła się do współczesnych leków i zabiegów – i zalecała je jako podstawowe. Zawierała też aneks: autorzy przewidując problemy z dostępem do aptek i leków, zapisali również podstawowe informacje o ziołach i tradycyjnych dostępnych w naturze środkach. To właśnie ten aneks (stanowiący ułamek objętości całej książki) został przetłumaczony na język angielski jako „klasyczna praca o starożytnym chińskim zielarstwie“, i tak, poprzez angielskie tłumaczenie, rozprzestrzenił się na cały zachodni świat. Z książki zniknęło około 600 stron, poświęconych współczesnemu leczeniu za pomocą leków i zabiegów ambulatoryjnych i szpitalnych – a pozostawiono resztę, mówiącą o bańkach i ziołach.

Tym sposobem, podobnie jak w niektórych miastach odbudowywana jest starówka, stworzono w latach 70. starożytną chińską medycynę.

Dołącz do dyskusji