The Division 2 dostało świetną aktualizację. Gra Ubisoftu wyrasta na nowego lidera looter shooterów

Artykuł/Gry 08.04.2019
The Division 2 dostało świetną aktualizację. Gra Ubisoftu wyrasta na nowego lidera looter shooterów

The Division 2 dostało świetną aktualizację. Gra Ubisoftu wyrasta na nowego lidera looter shooterów

Piękny waszyngtoński Tidal Basin – zbiornik wodny z widokiem na Kapitol – stał się bazą wypadową tajemniczej organizacji. Czarne Kły to prywatna firma wojskowa wynajęta przez nieznanego mocodawcę, która od dłuższego czasu śledzi poczynania gracza w The Division 2. Teraz przystąpiła do ataku.

Oczyściłeś mapę z misji fabularnych, zadań pobocznych, posterunków i innych aktywności. Zdobyłeś maksymalny poziom doświadczenia. Ufortyfikowałeś osady oraz sprawiłeś, że Biały Dom na nowo lśni czystością. Wydaje się, że Waszyngton wraca do normalności. Wtem nieoznakowane helikoptery, transportery oraz łodzie rozpoczynają desant na niespodziewaną skalę, zawłaszczając znaczną część stolicy USA. Tzw. Czarne Kły to świetnie uzbrojeni specjaliści, którzy z jakiegoś powodu zawsze są krok przed graczem oraz Agentami.

Endgame w The Division 2 został zbudowany w oparciu o zupełnie nową frakcję: Czarne Kły.

Prywatna firma wojskowa czekała w cieniu na rozwój wydarzeń. Gdy Agenci uporali się z bandytami i zbuntowanymi żołnierzami, Kły weszły do Waszyngtonu jak do siebie. W ten sposób gracze z maksymalnymi poziomami rozpoczynają etap rozgrywki rozumiany jako endgame. Ubisoft miesza na mapie świata, modyfikuje już wykonane misje i wprowadza nowych przeciwników. Wzorem Diablo, w The Division pojawiają się poziomy świata; od 1 do 4. Im wyższy poziom, tym większe wyzwanie i lepsze nagrody.

Z poziomami świata połączony jest tzw. Gear Score – poziom posiadanego ekwipunku. Trzeci poziom świata pozwala zdobyć sprzęt z przedziału 350 – 400 punktów. Czwarty poziom to ekwipunek na 400 – 450 punktów. Im wyższy zsumowany Gear Score, tym silniejszy jest gracz. Przynajmniej teoretycznie, ponieważ w praktyce tak samo istotne są unikalne statystyki oraz umiejętności nadane każdej broni oraz każdemu pancerzowi. Dobry gracz tworzy build pod własny styl gry, zamiast ślepo podążać za jak najwyższą wartością punktową.

Do The Division 2 trafiła wielka aktualizacja. Wraz z nią nowy poziom świta i Tidal Basin.

Tidal Basin to pierwsza misja (twierdza), która została poświęcona tylko i wyłącznie Czarnym Kłom. Gracz nareszcie ma okazję dowiedzieć się czegoś więcej o tajemniczej firmie wojskowej. Ubisoft chciał, aby fabuła odgrywała ważną rolę, dlatego zdecydował się na poważny „twist”. Scenarzyści dosłownie postawili sprawę na głowie, wprowadzając w szeregi gracza zdrajcę i kolaboranta. Oczywiście nie zdradzę, kim jest współpracownik Kłów. Muszę za to przyznać, że twórcom udało się mnie zaskoczyć. Ten nóż w plecy naprawdę zabolał.

Samo Tidal Basin przybliża The Division 2 w kierunku Destiny. To pierwsza misja, w której twórcy tak silnie eksperymentują ze scenariuszowymi utrudnieniami. Przykładowo, finalny boss przez większość czasu jest nieśmiertelny i tylko wykonanie określonej czynności sprawia, że można zadawać mu obrażenia. Owa czynność jest ograniczona czasowo, więc gracze czują się jak gdyby siedzieli na tykającej bombie. Dodaje to rozgrywce emocji i sprawia, że drużyna musi zagrać nieco bardziej ofensywnie. Zapuszczanie korzeni za bezpieczną osłoną tym razem nie zda egzaminu.

Ciekawy jest sam wystrój misji. Tidal Basin to jak najbardziej rzeczywisty waszyngtoński zalew o głębokości 3 m. W grze pojawił się na nim gigantyczny poduszkowiec, będący mobilną bazą wypadową Kłów. Sam zbiornik wodny przypomina z kolei cmentarzysko łodzi i krążowników, co nadaje misji unikalnego charakteru. The Division 2 to piękna gra, a Tidal Basin jedynie podkreśla walory silnika Snowdrop. Poziom szczegółowości jak zwykle zachwyca. Szkoda tylko, że nowa misja nie przyniosła ze sobą żadnego nowego rodzaju przeciwnika. No, nie licząc potwornie wytrzymałych wieżyczek strażniczych.

Darmowa aktualizacja jest przykładem tego, jak powinno się rozwijać looter shootery.

Łatka o wielkości ponad 5 GB to kompleksowy pakiet. Z jednej strony dostaliśmy nowy poziom świata i nową misję. Z drugiej aktualizacja wnosi masę dobrych poprawek. Gracz znajdujący się za osłoną, który obraca się o 180 stopni, przestaje odrywać się od bezpiecznej struktury terenowej. Postaci w bazie nie krzyczą już w kierunku gracza co kilka chwil, działając mu na nerwy. Gdy widzimy na mapie wejście do podziemi, pojawiają się linie prezentująca tunele i korytarze. Ubisoft trzyma rękę na pulsie i wie, co spodoba się graczom.

W tym samym czasie konkurencyjne Anthem boryka się z gigantycznymi problemami. Z każdą kolejną aktualizacją gra BioWare staje się jeszcze bardziej problematyczna. Destiny 2 mierzy się z kolei z systematycznym odpływem graczy. Fani kosmicznej strzelaniny są głodni wielkiego dodatku fabularnego, ale Bungie woli mniejsze, łatwiejsze w produkcji aktualizacje sprzedawane w formie przepustki sezonowej. Na tym tle The Division 2, chociaż nie jest grą wybitną ani rewolucyjną, wypada bardzo korzystnie. Tyle wystarczy, aby konkurować o koronę looter shooterów.

Ubisoft obiecał, że nie powtórzy błędu z pierwszego The Division i skoncentruje się na zawartości endgame. Zdaje się, że ekipa ze studia Massive dotrzymała słowa. W Waszyngtonie zawsze jest co robić. Nawet na najwyższym, wprowadzonym wraz z aktualizacją poziomie świata. Gear Score wcale nie kończy się na 500 punktach. Egzotyczne bronie i potężne zestawy pancerza tylko czekają na odkrycie. Licznik gry podaje mi 70 godzin. Już dawno nie spędziłem tyle czasu przy jednej produkcji. Coś mi mówi, że w wirtualnym Waszyngtonie zostawię jeszcze drugie tyle.

Dołącz do dyskusji