Rząd bierze się za „dni bez VAT”. Promocje zostaną uznane za nielegalną optymalizację podatkową

News/Biznes 01.04.2019
Rząd bierze się za „dni bez VAT”. Promocje zostaną uznane za nielegalną optymalizację podatkową

Rząd bierze się za „dni bez VAT”. Promocje zostaną uznane za nielegalną optymalizację podatkową

Dni bez VAT to jedna z bardziej ulubionych przez Polaków form promocji, jakie można znaleźć w sklepach. W przypadku elektroniki oszczędności mogą sięgać kilkuset złotych na jednym sprzęcie. Całkiem możliwe, że to jednak ostatnie miesiące, w których możemy się cieszyć z takich akcji. Rząd uznał bowiem, że jest to po prostu kolejna forma optymalizacji podatkowej. I ma zamiar ją ukrócić.

UWAGA! Tekst powstał z okazji Prima Aprilis. Zawarte w nim informacje nie są prawdziwe.

Ograniczenie luki VAT-owskiej to jeden ze sztandarowych pomysłów premiera Mateusza Morawieckiego. Ministerstwo Finansów szacuje, że w latach 2016-2018 udało się w ten sposób odzyskać ok. 25 mld zł.

Zapędy socjalne rządu są jednak coraz większe, a luka VAT-owska coraz mniejsza. A, że akurat z tego podatku do budżetu państwa wpływa najwięcej pieniędzy, to politycy obozu rządzącego postanowili drążyć temat do skutku. Choć wydaje się, że tym razem zapędzili się nieco za daleko.

Nad projektem, który w najbliższej przyszłości zakaże dyskontom i popularnym sieciom elektromarketów organizowania „dni bez VAT” pracuje obecnie Komisja Finansów Publicznych.

Już niedługo może się okazać, że tego typu promocje zostaną uznane za formę nielegalnej optymalizacji podatkowej.

Skutki przeforsowania tego pomysłu odczują przede wszystkim osoby, które wykorzystywały okazje do kupna nowego laptopa, komputera, telewizora czy smartfona. Średnio na jednej transakcji można było w ten sposób zaoszczędzić ok. 200-300 zł. Wiele zależało oczywiście od tego, w jaką półkę cenową celował klient.

W ubiegłym roku podczas jednej z takich promocji Samsung S8+ został przeceniony z 3198 zł na 2590. Sprzęt, który był do tej pory nieosiągalny, stawał się dzięki temu nieco bardziej na kieszeń statystycznego Kowalskiego (który na takie pieniądze pracuje przez cały miesiąc).

I jest tylko jeden problem. W promocjach typu „dzień bez VAT” nie chodzi przecież o to, że markety nie odprowadzają VAT-u. Jest on wciąż zawarty w cenie produktu, a sklepy najzwyczajniej w świecie obniżają tylko końcową cenę o wartość podatku.

Wydaje się więc, że akcja mogła paść ofiarą swojej chwytliwej nazwy, bo dzień bez VAT obiecuje wszak, że podatku nie zapłacimy. Tylko czy w toku konsultacji społecznych posłowie dadzą się przekonać do tej wersji? W innym wypadku wyjdzie na to, że te świetnie pomyślane hasło marketingowe padnie ofiarą własnego sukcesu.

* UWAGA! Tekst powstał z okazji Prima Aprilis. Informacje w nim zawarte nie są prawdziwe.

Dołącz do dyskusji