Taksówkarze zgotowali warszawiakom piekło. A potem powiedzieli o słowo za dużo – relacja ze strajku

News/Biznes 08.04.2019
Taksówkarze zgotowali warszawiakom piekło. A potem powiedzieli o słowo za dużo – relacja ze strajku

Taksówkarze zgotowali warszawiakom piekło. A potem powiedzieli o słowo za dużo – relacja ze strajku

Nie wyjdziemy stamtąd, dopóki nasze sprawy nie zostaną załatwione. Nie zostaną załatwione, to będziemy protestować do skutku – zapowiada przewodniczący mazowieckiego NSZZ „Solidarność” Rafał Piotr Jurek. I rozglądając się dzisiaj po warszawskich ulicach widzę, że nie ma w tym krzty przesady.

W centrum Warszawy zaroiło się dzisiaj od spacerowiczów. Nie byli to jednak amatorzy budzącej się do życia przyrody, ale raczej ludzie spieszący się do pracy. Stołeczne arterie zostały dzisiaj sparaliżowane przez setki, jeśli nie tysiące protestujących taksówkarzy. Ale to można było przewidzieć już wcześniej. Tym razem w proteście udział wzięli taksówkarze nie tylko z Warszawy, ale też ze Śląska, Łodzi, Krakowa czy Trójmiasta. Ulice miały zostać zablokowane przez ponad tysiąc taksówek. Czy tak było? Trudno powiedzieć. Pod samą Kancelarią Prezesa Rady Ministrów o godzinie 12 było najwyżej stu kilkudziesięciu protestujących. Choć nowi cały czas nadciągali.

Protest taksówkarzy – od początku uderzono w patriotyczne tony.

Pod napisem Honor i ojczyzna wypisanym na froncie KPRM rozpościerało się morze biało-czerwonych transparentów. Później pojawiał się też okrzyki zarzucające rządowi pisanie ustawy pod dyktando zagranicznych korporacji. Wszystko to skąpane w ogłuszającym huku setek trąbek i wuwuzeli.

Wśród protestujących widać było duże zdyscyplinowanie. Zbici w grupki taksówkarze nawet przed rozpoczęciem manifestacji nie chcieli zbytnio rozmawiać o swojej sytuacji i odsyłali do rzecznika. A ten niedługo później wyłożył myśl przewodnią całego protestu. Chyba nawet nazbyt szczerze, bo wyszło na to, że nie chodzi o żadne wyrównywanie szans, a bardziej o utrzymanie status quo.

Udają, że są tak nowocześni, że to my się mamy do nich dostosować. Na to zgody nie będzie – przekonywał pod KPRM przewodniczący Mazowieckiej „Solidarności”.

– Ta praca to nic łatwego. Dzisiaj każdy z nas pracuje 40, jeśli nie 50 proc. więcej niż wcześniej. I tak naprawdę 40 proc. mniej zarabia – dodał Jurek. Związkowcy chcą lobbować, by w procedowanym projekcie ustawy znalazły się takie ograniczenia w dostępie do zawodu jak utrzymanie egzaminów zawodowych i limity na liczbę wydawanych licencji.

Panie Kaczyński, proszę spytać Orbana, jak się rozwiązuje takie sprawy – prowokował przewodniczący.

Odnosił się w ten sposób do ustawy wprowadzonej na Węgrzech w 2016 r., która pozwala na blokowanie aplikacji, które oferują przewozy osób niezgodnie z przepisami. Węgry są jednym z krajów, które najdalej poszły w walce z Uberem. Amerykański startup został zmuszony do zawieszenia działalności. Polskim taksówkarzom marzy się podobny scenariusz.

Tymczasem obecnie wychodzi na to, że polski rząd zamierza postawić na możliwie najbardziej liberalną wersję przepisów. Taką, w której uzyskanie pozwolenia na przewóz osób będzie wymagało spełnienia minimum formalności, jak np. okazanie prawa jazdy i zaświadczenia o niekaralności. Z takiego kształtu projektu cieszy się dzisiaj nawet szef Bolta na Polskę. Czyli firmy, w którą regulacje miały uderzyć.

Przed pikietą taksówkarze zdążyli jednak zgotować warszawiakom na drogach niezłe piekło.

Zaatakowali z wielu stron. Już od kilku dni zapowiadali, że nie ujawnią tras przejazdu pod KPRM, by nie ułatwić życia mieszkańcom Warszawy i policji. Taksówkarze ruszyli ostatecznie spod CH Targówek na Głębockiej, CH Janki, Makro przy ul. Popularnej i spod Centrum Olimpijskiego. Niedługo później główne arterie miasta stanęły. Nie upiekło się również tym, który naiwnie (jak ja) liczyli na przejezdność buspasów. Taksówkarze zablokowali je na tyle skutecznie, że autobusy na Trasie Łazienkowskiej poruszały się w wolniejszym tempie niż samochody na dwóch pozostałych pasach. Przejazd spod metra Politechnika na Plac na Rozdrożu kosztował mnie w ten sposób 25 minut życia. Ta droga korkuje się jednak czasami i bez udziału jakichkolwiek protestujących. Z ciekawości zajrzałem więc na nią pół godziny po rozpoczęciu pikiety pod KPRM. Widok nie pozostawiał wątpliwości.

Rząd wyraził już wolę podjęcia rozmów ze związkami zawodowymi.

Przedstawiciele taksówkarzy mają się spotkać ze stroną rządową o godz. 14. Przypomnijmy, że taksówkarze już wcześniej deklarowali, że nie opuszczą Warszawy do momentu osiągnięcia porozumienia.

Dołącz do dyskusji