Naukowcy sprawdzili, co by się stało, gdybyśmy zapomnieli o węglu i energii nuklearnej

Artykuł/Biznes 23.04.2019
Naukowcy sprawdzili, co by się stało, gdybyśmy zapomnieli o węglu i energii nuklearnej

Naukowcy sprawdzili, co by się stało, gdybyśmy zapomnieli o węglu i energii nuklearnej

Wyobrażacie sobie, że jeszcze przed 2050 r. emisja gazów cieplarnianych zmniejszy się do zera? Tak się stanie, o ile spełnimy podstawowy warunek: pożegnanie z węglem i całkowite przejście na odnawialne źródła energii. Do takich wniosków doszli naukowcy z organizacji pozarządowej Energy Watch Group i fińskiego Uniwersytetu LUT.

Raport Energy Watch Group i LUT University to wyniki wytężonej pracy przez 4,5 roku. Czternastu naukowców postawiło przed sobą ambitne zadanie: sprawdzić, co by się stało, gdyby człowiek jeszcze przed 2050 r. całkowicie odszedł od paliw kopalnych i energii nuklearnej.

Na celownik wzięli wszystkie możliwe scenariusze. Parametry sprawdzali przy każdego rodzaju pogodzie i oddziaływaniu na środowisku. Wyniki przeszły najśmielsze oczekiwania. Okazało się, że redukcja dwutlenku węgla we wszystkich sektorach gospodarki przed 2050 r. jest jak najbardziej możliwa. To nie kwestia fantazji, a bardziej uporu i konsekwencji.

Po pierwsze: trzeba pożegnać węgiel.

Tym samym naukowcy potwierdzili, że wypełnienie zapisów Porozumień Paryskich to nie żadne polityczne pisanie patykiem po wodzie. To się jak najbardziej może udać, tylko trzeba się postarać.

Podstawowym warunkiem, jak czytamy w raporcie Energy Watch Group i LUT University, jest całkowite pożegnanie się z paliwami kopalnianymi, w tym z węglem. Zastąpienie ich odnawialnymi źródłami energii to według naukowców jedyna możliwa droga. O ile rzeczywiście chcemy ograniczyć zmieniającą klimat emisję dwutlenku węgla.

Energii ma być więcej.

Po 4,5 latach badań naukowcy przekonują, że całkowite przejście na OZE da efekt tylko wtedy, gdy wszystkie gałęzie światowej gospodarki przejdą masową elektryfikację, bo większe ma być też zapotrzebowanie na prąd. Ma ono wzrastać systematycznie o 1,8 proc. rocznie i osiągnąć w 2050 r. taki poziom, by zaspokoić potrzeby całej ludzkiej populacji, która wedle wielu, również i wcześniejszych wskazań, ma w tym czasie osiągnąć poziom 9,7 mld ludzi.

Tym samym ma też wzrosnąć znacznie sama produkcja energii: 4–5 razy więcej niż jeszcze w 2015 r. Zużycie energii elektrycznej za ponad 30 lat będzie stanowić przeszło 90 proc. zużycia energii pierwotnej. I to wszystko ma się stać, o ile zdecydujemy się na pożegnanie z węglem.

Ma być natomiast znacznie taniej. Koszty energii spadną – z 54 euro/MWh w 2015 r. do 53 euro/MWh w 2050 r. Biorąc pod uwagę tylko rekordowe ostatnio nakłady na eliminację zanieczyszczenia powietrza, można przypuszczać, że oszczędności będą znacznie większe.

Największe spadki cen w Ameryce Południowej.

Autorzy raportu przekonują, że pożegnanie z węglem i całkowite przejście na OZE spowoduje największy spadek cen w Ameryce Południowej – o 34 proc.

Na Bliskich Wschodzie i Afryce Północnej ceny mają w tym czasie spaść o 31 proc. Z kolei w Ameryce Północnej o 22 proc., a w Europie o 15 proc. Uśredniony koszt energii ma spaść z 78 do 53 euro za jedną megawatogodzinę.

Samolot na paliwo roślinne.

Pożegnanie z węglem ma spowodować spadek kosztów globalnego transportu z 2090 mld euro do 1900 mld euro. Ten przy okazji ma się stać zdecydowanie bardziej ekologiczny. Ruch samochodowy, kolejowy, ale także lotniczy miałby być wtedy zasilany paliwami syntetycznymi produkowanymi z roślin.

Prym energii słonecznej.

Według tak rozpisanego scenariusza energia wiatrowa i słoneczna będą stanowić 96 proc całkowitego zaopatrzenia w prąd. W stuprocentowo odnawialnym systemie na miks energetyczny ma też głównie składać się z energii słoneczna – w 69 proc. Na drugim miejscu ma się znaleźć energia wiatrowa (18 proc.). Potem energia wodna (3 proc.), bioenergia (6 proc.) i energia geotermalna (2 proc.).

Tak mają wyglądać średnie dla całego globu, ale jak najbardziej są możliwe regionalne odchylenia. I tak np. UE (wraz z Turcją i Ukrainą) ma w 2050 r. czerpać energię w 62 proc. z ogniw fotowoltaicznych, a w 32 proc. z wiatru.

A co z rynkiem pracy?

Pożegnanie z węglem i całkowite przejście na OZE będzie mieć też spore konsekwencje na rynku pracy. Do 2050 r. likwidacji ma ulec aż 9 mln miejsc pracy w światowym sektorze górnictwa. Ale nie ma co załamywać rąk i wpadać w fatalistyczny ton. Z pomocą ma przyjść sektor energii odnawialnej, który w tym samym czasie miałby zagwarantować ok. 15 mln miejsc pracy.

Wycofanie węgla jako głównego źródła energii i ciepła miałoby nastąpić najszybciej – jeszcze przed 2030 r. Tym samym rozpoczynająca się za chwilę dekada byłaby ostatnią z czarnym złotem na energetycznym podium. Najpóźniej te zmiany miałyby dotknąć transportu, który rewolucję ma przejść między 2030 a 2050 r.

Dość udawania, czas zakasać rękawy.

Raport naukowców z organizacji pozarządowej Energy Watch Group i fińskiego Uniwersytetu LUT pokazuje czarno na białym, że całkowita likwidacja emisji CO2 jest jak najbardziej możliwa. A wcześniejsze wyliczenia Komisji Europejskiej w sprawie neutralności energetycznej w 2050 r. to wcale nie był polityczny koncert życzeń, tylko realna droga do przebycia.

Pojawiają się już głosy, że nie ma co czekać na ostatni dzwonek. Skoro naukowcy to potwierdzili, to nie pozostaje nic innego, jak tylko wziąć się do roboty. Franziska Wessel z organizacji Fridays For Future, która skupia inicjatorów młodzieżowych protestów klimatycznych, apeluje o pożegnanie z węglem i całkowite przejście na energię odnawialną już od 2035 r.

Dołącz do dyskusji