Istnieje mutacja, która kompletnie uodporni nas na ból. Pytanie brzmi: jak wykorzystać takie odkrycie?

Artykuł/Nauka 01.04.2019
Istnieje mutacja, która kompletnie uodporni nas na ból. Pytanie brzmi: jak wykorzystać takie odkrycie?

Istnieje mutacja, która kompletnie uodporni nas na ból. Pytanie brzmi: jak wykorzystać takie odkrycie?

Wyobraźcie sobie świat, w którym nadepnięcie na klocek Lego jest bezbolesne, a zawód anestezjologa ogranicza się tylko i wyłącznie do usypiania pacjentów przed operacją. Brzmi za dobrze, żeby było prawdziwe?

Dla pani Jo Cameron, 71-latki ze Szkocji tak właśnie to działa. Dzięki drobnemu, losowemu defektowi w jej łańcuchu DNA, nie odczuwa ona żadnego bólu. O odniesionych oparzeniach informuje ją jej zmysł węchu, o otwartych ranach dowiaduje się z kolei dopiero, kiedy zobaczy krew.

Zadziwiła tym zresztą swoich lekarzy, wielce zdziwionych faktem, że pacjentka odmawia jakichkolwiek leków przeciwbólowych po przebytej operacji. Nic ją nie bolało, więc po co?

Kawałek kodu odpowiedzialny za ból

Niestety, nasz organizm skonstruowany jest w taki sposób, że na próżno szukać w nim pojedynczego ośrodka, odpowiedzialnego za odczuwanie bólu. W rzeczywistości jest to cała sieć bardzo skomplikowanych połączeń, którym czasem zdarza się nawet działać kompletnie wbrew logice.

Na przykład w przypadkach tzw. bólu fantomowego, czyli odczuwania bólu w części ciała, którą z jakiegoś powodu straciliśmy (np. rękę na skutek amputacji). Dlatego też wielu lekarzy poświęca całe swoje życie na zrozumienie w jak największym stopniu mechanizmów odpowiedzialnych za to, że odczuwamy to nieprzyjemne uczucie.

Jo Cameron oczywiście nigdy go nie doświadczyła. Gdzieś, w gąszczu skomplikowanych łańcuchów białkowych, składających się na jej DNA zabrakło widocznie jakiegoś kluczowego fragmentu, dzięki czemu wszystkiej jej ośrodki odczuwania bólu pozostają nieaktywne.

Wyobraźcie sobie pokrętło potencjometru, symbolizujące skalę odczuwania bólu. Powiedzmy, że przeciętny człowiek ma je ustawione na jakieś 6. Nadwrażliwcy niebezpiecznie zbliżają się do 11 (fani filmu This is Spinal Tap zrozumieją), trochę szczęśliwców oscyluje w okolicach 4, a pani Cameron idzie sobie przez życie ustawiona na równe zero.

Co ciekawe, ten brakujący kawałek (albo kilka kawałków) jej kodu DNA sprawia również, że wszystkie odniesione przez nią rany goją się o wiele szybciej, niż u przeciętnego człowieka. No i, w rozmowach z lekarzami podekscytowanymi takimi właściwościami czyjegoś organizmu, starsza pani ze Szkocji stwierdziła, że nigdy nie cierpiała też na stany lękowe, depresję i inne objawy związane – wiem, że bardzo, ale to bardzo uogólniam – z bólem mentalnym. Czy ma to jakiś związek z jej przedziwną mutacją? Tego na razie nie wiadomo. Być może.

Naukowcy chcą oczywiście zreplikować tę wadę

… i stworzyć na jej bazie nowe, cudowne leki przeciwbólowe.

Firmy farmaceutyczne zresztą od lat gonią za tym Świętym Graalem, jakim jest 100-proc. skuteczny środek przeciwbólowy. Jo Cameron jest wyjątkowa ze swoim absolutnym brakiem odczuwania bólu, ale nie oznacza to, że jest jedynym człowiekiem, u którego jego odczuwanie zostało zredukowane. Działy badawcze koncernów farmakologicznych znają takie, trochę mniej ekstremalne przypadki i od lat próbują opracować chemiczne blokery, które byłyby w stanie zmniejszyć odczuwanie bólu w ten sam sposób.

Nie jest to jednak optymalne rozwiązanie. O wiele lepszym pomysłem byłoby przeanalizować DNA pani Jo Cameron, odkryć brakujący, zmodyfikowany kawałek jej kodu DNA odpowiedzialny za absolutny brak bólu i… powtórzyć tę sztuczkę na DNA kogoś innego, dzięki metodzie edycji genów – CRISPR/Cas9.

Sama metoda pozostaje jak na razie wciąż niedopracowana i naukowcy ostrzegają, że nie jest na tyle dokładna, aby nadawała się do edycji ludzkiego genomu, ale to tylko kwestia czasu. Wiemy już, co trzeba zrobić, czekamy tylko na udoskonalenie narzędzi, które by nam to umożliwiły. Bułka z masłem.

Jak wykorzystać takie odkrycie?

Nowy wspaniały świat, w którym nikt nie boi się dentystów to tylko jedna strona medalu. Druga to modyfikowani genetycznie żołnierze, nie odczuwający bólu. Myślicie, że daję się ponieść fantazjom wyciągniętym prosto z filmów sci-fi? Nie. Cytuję raport dot. bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych z 2016 r., w którym jego autor – James Clapper, dyrektor Agencji Wywiadu Narodowego nazywa technologię edycji genów kolejną bronią masowego rażenia.

Na razie jest to oczywiście dosyć odległa perspektywa, ale przy utrzymaniu obecnego tempa rozwoju nauki, prędzej, czy później prywatne kliniki będą oferować takie modyfikacje. Potencjał jaki drzemie w ulepszaniu naszego DNA jest bowiem zbyt duży, żebyśmy go zignorowali.

Oczywiście najpierw czekają nas niekończące się dyskusje na temat etyki takich rozwiązań, ale – jak to zwykle bywa z naszym gatunkiem – chęć potencjalnych zysków i czysta ciekawość w końcu zwyciężą. Większość ludzi zdążyła przyzwyczaić się już do żywności GMO.

Czemu by więc nie zacząć modyfikować ludzi? Kto nie chciałby być odpornym na HIV, kompletnie nie odczuwać bólu albo budzić się w pełni wypoczętym po zaledwie kilku godzinach snu? A to dopiero wierzchołek góry możliwości, którą oferują nam modyfikacje naszego własnego kodu źródłowego.

Dołącz do dyskusji