Wojna o to, na czym przeczytasz ten tekst, trwa od lat. Firefox ją przegrywa/przegra (jedno skreślić)

Artykuł/Technologie 16.04.2019
Wojna o to, na czym przeczytasz ten tekst, trwa od lat. Firefox ją przegrywa/przegra (jedno skreślić)

Wojna o to, na czym przeczytasz ten tekst, trwa od lat. Firefox ją przegrywa/przegra (jedno skreślić)

Google nas sabotował latami – były pracownik Mozilli oskarża na Twitterze technologicznego giganta o podkładanie świń konkurencji. Było ich tyle, że Firefox mógłby założyć fermę trzody chlewnej. 

Johnathan Nightingale, wieloletni pracownik Mozilli i jeden z menadżerów zajmujących się rozwijaniem Firefoksa, podzielił się na Twitterze swoimi wieloletnimi doświadczeniami ze „współpracy” z Google’em. W swoich postach opisuje całą serię niefortunnych zdarzeń, które przydarzały się w Google’u i zakłócały działanie Firefoksa. Wierni użytkownicy tej przeglądarki mieli okazję przekonać się na własnej skórze, że czasami usługi Google’a działają u nich po prostu gorzej. Przypadkiem.

Historia tysiąca i jednego upsss…

Można by powiedzieć — takie wpadki muszą się zdarzać. Google optymalizuje po prostu swoje programy pod największą przeglądarkę na rynku. To nie działanie na szkodę konkurencji, to działanie racjonalne. Fakt, że największa przeglądarka na rynku jest tworzona przez Google’a, to tylko miły zbieg okoliczności, wartość dodania, wisienka na wirtualnym torcie. Można by, tylko że pierwsze pochrumkiwania Mozilla usłyszała bardzo wcześnie. Zanim jeszcze Google Chrome mógł chociażby oblizywać się na myśl o zagarnięciu większości rynkowego tortu.

Google i Mozilla ściśle ze sobą współpracowały. Jak wspomina Nightingale: 90 proc. przychodów Mozilli pochodziło z umowy zawartej z Google. Wiadomo było, że kiedy wystartuje Chrome, sprawy mogą zacząć się nieco komplikować, ale pracownicy technologicznego giganta uspokajali — wszyscy mamy wspólny cel, chcemy rozwijać sieć. Jesteśmy po tej samej stronie.

Mimo tych pełnych zapału zapewnień, szybko zaczęły się pojawiać różne drobne problemy po stronie Google’a. Gmail i dokumenty Google zaczęły sprawiać problemy na przeglądarce Mozilli, a różne strony blokowały Firefoksa jako niekompatybilnego. Mozilla dopytywała się, co się dzieje. Okazywało się, że winny był przypadek, a naprawa była już w drodze. W końcu firmy dalej ze sobą współpracowały. Przychodziła naprawa, a po jakimś czasie pojawiały się nowe problemy. I nowe. I nowe.

Nightingale słusznie zauważa, że takie rzeczy częściej wynikają z niekompetencji, a nie ze złej woli. Problem polega na tym, że Google potrafi być bardzo kompetentną firmą, jeśli chce (i jeśli nie próbuje akurat stworzyć komunikatora).

Nightingale nie jest jedyną osobą, która wysuwa takie oskarżenia przeciwko Google’owi, jest kolejnym głosem, który dołącza się do snucia opowieści o Technologicznym Gigancie, który rzuca kłody pod nogi swojej konkurencji.

…i choć tyle się zdarzyło, to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami.

Firmy konkurujące ze sobą na rynku przeglądarek nie zawsze grają czysto. Do historii internetu przeszły toczące się w połowie i pod koniec lat 90. Wojny Przeglądarek. Wtedy naprzeciwko siebie stali dwaj giganci — Netsape Navigator i Internet Explorer.

Kiedy Microsoft wprowadził na zdominowany przez Navigatora rynek Internet Explorera, świat nie zatrząsł się w posadach, a klienci nie zaczęli masowo sięgać po nowość. Woleli przeglądarkę Netscape’a. Żeby zwiększyć szansę swojego produktu, Microsoft zaczął dodawać przeglądarkę do systemu operacyjnego i podszczypywać konkurenta. Ciosy poniżej pasa padały z obu stron, ale to Microsoft przegiął. Przegrał trwający lata proces dotyczący stosowania nieuczciwych praktyk wobec konkurencji. Firma wygrała jednak na rynku, a Internet Explorer stał się potęgą. Na jakiś czas.

Gdy pojawił się Firefox, przejął dużą część rynku od ociężałej przeglądarki Microsoftu. Do wyścigu dołączyło Safari i Chrome. Linia mety jest daleko przed nami, a wiele osób uważa, że wojna nadal trwa, a firmy nie mają zamiaru brać jeńców.

Firefox, spadkobierca Netscape’a, jest zagrożony wyginięciem. I to znów przez działania Microsoftu.

Tym razem jednak nie są one wymierzona z premedytacją w konkurencję, ale są efektem przyznania się przez Microsoft do porażki projektu Edge. Wyniki tej przeglądarki od dawna były słabe i bez wprowadzenia w niej drastycznych zmian, nie miały szans na poprawę. Taką zmianą ma być przejście na Chromium, silnik, z którego korzysta choćby Chrome i Opera.

Część osób uważa, że przejście Edge’a z EdgeHTML na nowy silnik może się negatywnie odbić na Firefoksie. Lisek zostanie jedyną liczącą się przeglądarką, która jest zbudowana na innym silniku niż Chromium. Istnieje ryzyko, że dbanie o to, żeby rozwiązania webowe działały dobrze także w Firefoksie, stanie się irytujące i nieopłacalne. W końcu to tylko jedna przeglądarka, która w dodatku, obejmuje jedynie kawałek rynku.

Jest jeszcze drugi problem. Dwie potęgi, które nie zawsze potrafią wykorzystywać swoją przewagę, Microsoft i Google zaczną wspólnie grać do bramki opatrzonej nazwą Chromium. Na drugiej połowie boiska będzie stała Mozilla. Samotnie.

Dołącz do dyskusji