Jak sobie poradzić z natłokiem powiadomień? Najlepiej je wyłączyć

Felieton/Social media 20.04.2019
Jak sobie poradzić z natłokiem powiadomień? Najlepiej je wyłączyć

Jak sobie poradzić z natłokiem powiadomień? Najlepiej je wyłączyć

Czujesz wibrację w kieszeni. Sięgasz po telefon bojąc się, że coś przegapiasz. Odblokowujesz ekran a tam… no właśnie. O czym powiadamiają nas smartfony?

„Powiadomienia przestały służyć powiadamianiu cię o czymkolwiek – aplikacje wykorzystują je, by błagać o twoją uwagę”, pisał na łamach magazynu Vice Jason Koebler. I miał rację. Każdego dnia jesteśmy bombardowani dziesiątkami bodźców ze strony naszych smartfonów, ale niewiele z nich faktycznie nas o czymś powiadamia.

Powiadomienia to skuteczna forma zwrócenia uwagi.

Lata doświadczeń, sięgające jeszcze czasów pierwszych telefonów komórkowych, niejako „wytresowały” nas do reagowania na powiadomienie. Słyszymy dzwonek – odbieramy. Czujemy wibrację – wyciągamy telefon z kieszeni, spodziewając się przychodzącej wiadomości lub ważnej informacji.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że w ostatnich latach rola powiadomień rozmyła się w świecie technologii mobilnych i faktycznie, coraz rzadziej chodzi w nich o informowanie, a coraz częściej o przykucie naszej – tak łatwo rozpraszanej – uwagi.

O czym powiadamia cię twój telefon?

Opowiem wam, o czym powiadamia mnie mój.

Nim nieco zapanowałem nad emitowanymi przez smartfon bodźcami (o czym za chwilę), telefon ustawicznie bombardował mnie następującymi treściami:

  • Strona, której nawet nie obserwuję na Facebooku, rozpoczęła transmisję na żywo.
  • Post z profilu na Twitterze, którego nawet nie obserwuję, polubiło 10 znajomych.
  • Człowiek, którego nazwiska nawet nie pamiętam, dodał coś do Stories na Instagramie po raz pierwszy.
  • Tylko dziś! W grze, w którą nie grałem od dwóch tygodni mogę odblokować osiągnięcie.
  • Hej, nie używałeś aplikacji od 12 godzin leniwa buło (sic!), dodaj coś do swojej listy nawyków!
  • XXX osób, które polubiło twoją stronę na Facebooku nie miało z tobą kontaktu od dłuższego czasu (nawet jeśli ostatni post został opublikowany dzień wcześniej).

Podobne przykłady można by mnożyć i mnożyć, ale ogólny sens pozostaje bez zmian – w pewnym momencie złapałem się na tym, że otrzymuję więcej niechcianych powiadomień niż tych, na których mi zależy.

Problem jest tym większy, iż te niechciane powiadomienia wysyłają w dużej mierze aplikacje, z których mimo wszystko chciałbym otrzymywać powiadomienia – na przykład Twitter czy Facebook.

Nie interesuje mnie, że moi znajomi polubili cudzy post, albo że ktoś nie miał ze mną kontaktu. Interesuje mnie za to, czy rozmówca odpowiedział na moją wiadomość, albo czy w obserwowanym poście pojawiły się jakieś nowe informacje.

Chcę, żeby telefon zawibrował o ustalonej uprzednio godzinie, przypominając mi o zadaniu wpisanym do aplikacji śledzenia nawyków, ale nie chcę, żeby ta sama aplikacja przypominała mi o swoim istnieniu pseudo-motywacyjnymi zawołaniami lub wyzywaniem mnie od leniwych buł. Nie mówiąc już o aplikacjach newsowych, które zamiast – zgodnie z prośbą – powiadamiać o nowych artykułach na interesujące tematy, wyświetlają powiadomienia kiedy uznają, że minęło zbyt wiele godzin, odkąd ostatnio z nich korzystałem.

Nie można więc tak po prostu wyłączyć powiadomień, bo twórcy aplikacji stawiają sprawę jasno: wszystko albo nic. Albo zgadzasz się na każde „pingnięcie”, albo do widzenia. Jak więc sobie z tym poradzić?

Jak sobie poradzić z natłokiem powiadomień?

Na przestrzeni ostatnich miesięcy wypracowałem strategię, która znacząco ograniczyła liczbą odblokowani ekranu w ciągu dnia. Tak naprawdę sprowadza się ona do dwóch kroków:

  • Wyłączyłem powiadomienia

Tak po prostu. Bez sentymentu, bez żalu, bez FOMO – wyłączyłem powiadomienia z tych aplikacji, które są zbyt nachalne. Przegapię post na Facebooku? Odpowiedź na Twitterze? To nic. Nie są to moje narzędzia pracy (czytaj: nie zajmuję się zawodowo prowadzeniem profilów w mediach społecznościowych, nie licząc własnych) więc nie tracę nic na braku powiadomień, a odzyskuję kontrolę nad social mediami, zaglądając do nich na własne życzenie, a nie na życzenie aplikacji.

Warto też spojrzeć, czy aplikacja nie ma możliwości kontrolowania typu powiadomień. Np. w aplikacjach pocztowych możemy zdecydować, czy chcemy otrzymywać powiadomienia o wszystkich wiadomościach, czy tylko o tych priorytetowych. Zrobiłem to zarówno ze skrzynką pocztową, jak i z komunikatorem Slack, który bywa prawdziwą zmorą – teraz powiadomienia na Slacku mam permanentnie wyciszone, wyjąwszy wzmianki na kluczowych kanałach.

  • Noszę smartwatch

Jakkolwiek pretensjonalnie to brzmi, to właśnie noszenie smartwatcha najskuteczniej ograniczyło dla mnie częstotliwość korzystania ze smartfona oraz natężenie otrzymywanych powiadomień.

Niezależnie od systemu, na jakim pracuje smartwatch, inteligentne zegarki czy opaski oferują możliwość przefiltrowania powiadomień. Jeśli nie chcemy, żeby nadgarstek wibrował nam na żądanie konkretnego programu, wystarczy cofnąć mu dostęp do powiadomień w aplikacji zarządzającej zegarkiem.

Smartwatch skutecznie wyleczył mnie też z tzw. „wibracji fantomowych”, czyli uczucia jakby smartfon wibrował w kieszeni, podczas gdy w rzeczywistości tego nie robił. Odkąd mam na nadgarstku smartwatch, to odczucie zniknęło bezpowrotnie. Może to placebo, a może po prostu świadomość, że kiedy stanie się coś wymagającego mojej uwagi, dowiem się o tym z poziomu nadgarstka.

Nieważne, jak sobie poradzisz z natłokiem powiadomień. Ważne, by zdać sobie sprawę z tego, że to telefon powinien służyć tobie, nie na odwrót.

Smartfony to wspaniałe narzędzia. Nieskończone źródła rozrywki, wiedzy i komunikacji społecznej. Słowem-kluczem jest jednak słowo „narzędzia”. Narzędzie, z definicji, ma służyć temu, kto je dzierży.

Szkoda, że twórcy gier i aplikacji starają się ze wszystkich sił, by było na odwrót.

Dołącz do dyskusji