Kolega spytał mnie, jakiego robota sprzątającego kupić. Zamiast „chińczyka” poleciłem mu Roombę

Artykuł/Sprzęt 30.04.2019
Kolega spytał mnie, jakiego robota sprzątającego kupić. Zamiast „chińczyka” poleciłem mu Roombę

Kolega spytał mnie, jakiego robota sprzątającego kupić. Zamiast „chińczyka” poleciłem mu Roombę

Marek, mój dobry znajomy, jakiś czas temu spytał mnie, jakiego robota sprzątającego powinien kupić. Jako że jego budżet wynosił około 2000 zł, chciał wybrać często polecanego Roborocka S50. Przekonałem go, że Roomba e5 będzie lepszym wyborem.

Przeglądając w Internecie opinie na temat automatycznych odkurzaczy można natknąć się na mnóstwo osób polecających sprzęty Xiaomi. Jest to zasługa modelu Xiaomi pierwszej generacji, który cechował się sporą skutecznością sprzątania i przy tym kosztował zaledwie 1200 zł.

Warto jednak pamiętać, że robot ten przez długi czas był dostępny wyłącznie w chińskich sklepach, które niespecjalnie przejmowały się chociażby odprowadzaniem podatku VAT do polskiego budżetu. Jako ciekawostkę dodam, że polski dystrybutor początkowo ustalił cenę tego modelu na 1799 zł. Niech to pokaże skalę „oszczędności”, o których mówimy. Mimo to wiele osób porównywało go ze sprzętami, których ceny zawierały już wszelkie podatki, głównie z najpopularniejszymi sprzętami iRobota dostępnymi w polskich sklepach.

Co więcej, był to sprzęt dla geeków. Miał kilka dyskwalifikujących wad z punktu widzenia osoby nieszczególnie zainteresowanej nowymi technologiami. Po pierwsze, po wyjęciu z pudełka robot porozumiewał się z nami w języku chińskim. Po drugie, do przeprowadzenia jego konfiguracji konieczne było skorzystanie z niezbyt przemyślanej aplikacji. I po trzecie, jeżeli taki robot się zepsuł, w praktyce nie można było go oddać na gwarancję. Użytkownik był skazany tylko na siebie lub nieautoryzowany serwis.

Wróćmy jednak do historii mojego kolegi.

Jako że robot Xiaomi cieszył się ogromną popularnością, polecany był także jego następca – Roborock S50. Gdy ktoś szukał robota, z forów i facebookowych grup wylewał się krzyk tysięcy gardeł polecających Roborocka. Wiele z tych osób nawet nie miało u siebie żadnego robota sprzątającego, ale słyszały, że Xiaomi robi dobre sprzęty. Swoją drogą to doskonale pokazuje, jak w większości działają opinie w Internecie.

Roborockowi trzeba jednak oddać, że na papierze góruje nad resztą konkurencji. Ma ogromną siłę ssania, system mapowania oraz możliwość sprzątania na mokro. Przeglądając specyfikację techniczną można dojść do wniosku, że jest to sprzęt lepszy od najdroższych robotów Roomba, który przy okazji kosztuje tylko ułamek ich ceny. Jest to typowa praktyka stosowana przez chińskich producentów, którzy wykorzystują fakt, że nie mamy możliwości samodzielnego przetestowania towaru. Sam co jakiś czas zamawiam z Chin kolejne smartfony, które według parametrów technicznych mają przebijać całą rynkową konkurencję, ale w praktyce okazują się dramatycznie słabe.

W przypadku Roborocka S50 nie jest co prawda źle, ale nie jest też tak dobrze, jak uważają jego użytkownicy. Wiem to, bo jestem jego posiadaczem. By się o tym przekonać, wystarczy go odwrócić i porównać z Roombą e5 dostępną w podobnej cenie. Roborock S50 jest wyposażony w jedną szczotkę z włosiem, zaś Roomba w dwa gumowe wałki. I choć może wydawać się, że to drobna różnica, to zmienia ona wszystko.

Dwie gumowe szczotki pozwalają bowiem na uzyskanie podobnej skuteczności przy mniejszej mocy i niższym poziomie hałasu. Co więcej, rzadziej wciągają przewody i sznurówki. Najbardziej doceniam jednak, że są banalnie łatwe w czyszczeniu. Większość odkurzaczy potrzebuje konserwacji co kilka tygodni. Wymagają wygrzebywania brudnych włosów, przecinania ich, a i tak można mieć pewność, że nigdy nie uda się sprawić, by szczotka wyglądała jak nowa. Gumowe wałki są bardziej eleganckie, więc wystarczy czyścić je co kilka miesięcy, a sam proces zajmuje maksymalnie kilka minut.

Częstym argumentem za kupnem Roborocka S50 jest fakt, że potrafi sprzątać na mokro. Cóż, przetestowałem też tę funkcję i moim zdaniem bardziej trafnym określeniem jest: „potrafi rozsmarowywać nieczystości po podłodze”. Jest to zresztą wada prawdopodobnie wszystkich robotów odkurzających z funkcją mopowania. Nie widziałem ani jednego urządzenia, które wykonuje obie te czynności dobrze.

Złego słowa nie powiem za to na sposób poruszania się Roborocka, bo ten jest ładniejszy niż w Roombie e5. Chiński produkt podczas jazdy tworzy mapę sprzątanego budynku i dzięki temu jeździ w sposób bardziej regularny. Pamiętajmy jednak o tym, że w zamyśle robot odkurzający powinien jeździć w mieszkaniu przede wszystkim wtedy, gdy nikogo w nim nie ma. Więc niech sobie jeździ jak chce, aby skutecznie posprzątał.

A pod tym względem Roomba e5 radzi sobie też dobrze, bo jej system nawigacji pozwala na pokrycie 98 proc. sprzątanej powierzchni. Także on sprawia, że robot w praktycznie każdym miejscu jest co najmniej trzy razy pod różnymi kątami. To wydłuża czas sprzątania i poprawia jego jakość.

Funkcja mapowania przydaje się głównie w bardzo dużych mieszkaniach o powierzchni większej niż 100 metrów kwadratowych lub takich o bardzo skomplikowanym rozkładzie pomieszczeń. Jeżeli nie macie takiego lokum, mapowanie najzwyczajniej w świecie nie jest wam potrzebne i nie warto dopłacać do robota wyposażonego w nie. A jeżeli macie założony na robota konkretny budżet, warto wybrać sprzęt cechujący się wyższą jakością. I to właśnie doradziłem mojemu koledze.

To jednak nie wszystko. Także wsparcie stoi na innym poziomie.

Jeżeli kupimy robota w Chinach nie możemy liczyć na żaden serwis. Chyba że chcemy zapłacić ponad 100 zł za wysłanie urządzenia na inny kontynent i czekać na niego tygodniami lub miesiącami. Jeżeli kupimy sprzęt w Polsce, sytuacja wygląda poprawnie. Możemy skorzystać ze swoich praw, ale nie liczmy na żadne fajerwerki.

Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku iRobota. Zależnie od rodzaju usterki i umiejętności użytkownika, dystrybutor może naprawić odkurzacz lub błyskawicznie wysłać części zamienne i pomóc w samodzielnej naprawie. Na kanale iRobota możemy bowiem zobaczyć filmy instruktażowe tłumaczące w prosty sposób, jak wymienić newralgiczne części.

W przypadku chińskich odkurzaczy to wygląda inaczej. Jeden z moich znajomych sugerował mi nawet jakiś czas temu, żeby przy zamawianiu własnego Xiaomi od razu dokupić do niego części zamienne, by w przyszłości szybciej przeprowadzić naprawę. Jeżeli taka rada pada podczas zakupu sprzętu, to coś ewidentnie jest nie tak. Dodajmy do tego wspomniane na początku tekstu problemy z konfiguracją chińskiego robota oraz mniej intuicyjną i podatną na włamania aplikację. Nie brzmi to najlepiej, prawda?

Dlaczego polecam Roombę e5 zamiast Roborocka S50?

Wszystkie wymienione wyżej cechy powodują, że Roborocka S50 postrzegam jako urządzenie dla fanów nowych technologii, którzy lubią produkty Xiaomi, niezależnie czy jest to długopis, powerbank, czy smartfon. Osób ceniących sobie świetną specyfikację, dużo funkcji i dobry stosunek jakości do ceny. Użytkowników, którzy w razie potrzeby sami poradzą sobie z awarią robota i nie potrzebują pomocy ze strony producenta. Sam kiedyś byłem taką osobą i doskonale rozumiem takie podejście, jednak wraz z wiekiem drastycznie zmniejszył się mój zakres wolnego czasu. Dlatego teraz stawiam na święty spokój i kupuję sprzęty lepsze jakościowo.

Zdaję sobie sprawę, że z robota odkurzającego korzystają przede wszystkim zwykli ludzie, a nie maniacy nowych technologii. A co za tym idzie, robot sprzątający musi być dokładnie przemyślany i jak najmniej problemowy, nawet za cenę kilku wodotrysków. Właśnie dlatego przez ostatnie lata namówiłem kilka bliskich mi osób na kupno sprzętów iRobota i póki co nikt nie miał mi tego za złe. Po części właśnie dzięki temu ostatecznie zrozumiałem, że nie wszystko da się opisać wyłącznie za pomocą spisu funkcji i suchych liczb znajdujących się w specyfikacji, a teoretycznie gorszy sprzęt może okazać się tym lepszym.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji