Już dawno telewizory, a teraz kina. Ostatni bastion filmów 3D upada

News/RTV 04.04.2019
Już dawno telewizory, a teraz kina. Ostatni bastion filmów 3D upada

Już dawno telewizory, a teraz kina. Ostatni bastion filmów 3D upada

Nici z marzeń Jamesa Camerona. Entuzjaści filmów nie chcą ich oglądać w niewygodnych i często powodujących nudności okularach. Filmy 3D to wielki niewypał, co potwierdzają dane z całego świata.

Jestem fanem, wręcz fanbojem Jamesa Camerona. Większość jego dziel to techniczne arcydzieła, pchające technologię filmu nie o jeden, a o kilka etapów do przodu. Subiektywnie uwielbiam również ich artystyczną warstwę… jeżeli oczywiście dość lekkie kino science-fiction możemy zaliczać do sztuki. Avatara – dzieło Camerona, które rozpoczęło chwilowy szał na filmy 3D – obejrzałem już kilkadziesiąt razy. Ale w tradycyjnej wersji 2D.

Cameron widzi w stereoskopowym obrazie prawdziwą rewolucję w kinematografii. Osobiście uważam, że to jakiś tymczasowy i jednorazowy przejaw szaleństwa tego genialnego reżysera. Efekt głębi obrazu w kinach i na domowych telewizorach osiągany jest kosztem postrzeganej przez widza jakości, ostrości i ubarwienia materiału filmowego. Na dodatek należę do tej całkiem niemałej grupy odbiorców, którzy po kilkudziesięciu minutach oglądania filmu w specjalnych okularach zaczynają odczuwać ból głowy i nudności. Do diabła z taką rewolucją.

Nie jestem jedyny. Po chwilowej eksplozji popularności mało kogo już obchodzą telewizory 3D. I coraz mniej filmy 3D w kinach.

Brak popytu na telewizory 3D – i idący za tym brak podaży – to nie jest świeża wiadomość. Nadal jednak niemal każde większe kino oferuje seanse z filmami przygotowanymi pod okulary stereoskopowe. Nadal wysokobudżetowe produkcje są przygotowywane w wersji z głębią. Można było więc zakładać, że tak jak w domu nie chcemy nosić okularów, tak wyjątkowe okoliczności zapewniane przez salę kinową i jej wielki ekran i potężne nagłośnienie powodują, że jesteśmy bardziej żądni dodatkowych wrażeń. Otóż nie.

Według danych MPAA (Motion Picture Association of America), zainteresowanie filami 3D znacząco zmalało. Fakt faktem, to dopiero pierwszy istotny spadek w zestawieniu rok do roku, ale znaczący. Wpływy z tych filmów wyniosły w 2018 r. 6,7 mld dol., co oznacza 20-procentowy spadek względem roku ubiegłego. Spadek zainteresowania dotyczy wszystkich regionów: nawet azjatyckiego (-14 proc.), gdzie jeszcze nie tak dawno temu cieszyły się znacznie większym zainteresowaniem.

Filmy 3D będą jednak walczyć o nasze zainteresowanie. Przynajmniej przez jakiś czas.

MPAA w swoim raporcie zauważa, że branża filmowa reagując na mniejszy popyt na filmy 3D produkuje mniejszą liczbę takich dzieł, co powoduje zjawisko tak zwanej samospełniającej się przepowiedni.

Wiemy, że Cameron realizuje swoje nowe filmy kamerami 3D. Zapowiedziany na październik tego roku film Gemini Man w Willem Smithem w roli głównej będzie nie tylko rejestrowany stereoskopowo, ale również w technice wysokiego klatkażu (HFR), co ma wpłynąć pozytywnie na komfort oglądania tego dzieła. Problem w tym, że bardzo niewiele kin na świecie obsługuje wspomniane HFR. I obawiam się, że malejąca liczba entuzjastów filmów z głębią powinna powoli przygotowywać się do powolnego odejścia tej technologii do historii.

Dołącz do dyskusji