„Elon Musk. Co naprawdę myśli” – przeczytałem tę książkę i już wiem

Recenzja/Media 01.04.2019
„Elon Musk. Co naprawdę myśli” – przeczytałem tę książkę i już wiem

„Elon Musk. Co naprawdę myśli” – przeczytałem tę książkę i już wiem

Gdyby to ode mnie zależało, wolałbym, żeby silnik nie wybuchł. Ale wybuch był fajny! – to tylko jeden z cytatów z debiutującej na polskim rynku książki o Musku. Utwierdziła mnie ona w przekonaniu, że twórca najgorętszych firm z Doliny Krzemowej jest gościem z innej planety. 

Czytając książkę wybrałem kilka najciekawszych cytatów, które pozwalają poznać spojrzenie Muska na wszystkie jego biznesy.

Tesla

Do dziś wszystkie auta elektryczne były do bani – powiedział Elon Musk przed premierą Tesli.

Do tego momentu czekała go jednak długa droga. Tesla została założona w 2003 r., a pierwszy samochód sprzedała dopiero po 5 latach. A przecież 2008 r. był początkiem światowego kryzysu finansowego, co nie wpłynęło dobrze na kondycję przemysłu.

Gdyby nam się nie udało, Tesla stałaby się przykładem tego, że ludzie nie powinni zajmować się samochodami elektrycznymi. Pewnie byłaby uważana za kolejną głupia firmę samochodową.

Dziś Tesla bije jednak kolejne rekordy sprzedaży elektryków, wypuszcza na rynek nowe modele samochodów i już za sobą ma kryzys z 2018 r. Rozpędu dodaje firmie własna fabryka akumulatorów, która tylko podkreśla, jak bardzo zintegrowany jest system produkcyjny Tesli.

To właśnie on pozwolił Tesli wyjść na rynek z Powerwallem – akumulatorem, który zasilać może cały dom. A jak go naładować? Oczywiscie za pomocą ogniw słonecznych na dachu. Ogniw Tesli.

Oczywisty kłopot z energia słoneczną jest taki, że Słońce nie świeci w nocy. Sądzę, że większość ludzi ma tego świadomość.

Autonomiczne auta

Tesla ma szansę nie tylko przestawić samochody na silniki na elektryczne, ale również spopularyzować auta autonomiczne, które nie wymagają kierowcy.

Łatwo sprawić, by układ autonomicznego kierowania był sprawny w 99 proc. Ale to nie wystarczy. Ten jeden procent, w którym wjeżdżasz w mur… nie jest fajny. Tak naprawdę system musi być niezawodny w 99,99 proc., a w momencie, gdy traci pewność musi poinformować o tym kierowcę  na tyle wcześnie, aby ten przejął kontrolę, zanim stanie coś strasznego.

Musk dopuszcza pewien poziom ryzyka. Wie, że nawet autonomiczne samochody nie zapewnią nam 100-procentowego bezpieczeństwa, bo poruszają się w nieprzewidywalnych warunkach. Nie ma jednak transportu bez ofiar. Te zdarzają się niezależnie czy analizujemy autobusy, pociągi czy samoloty.

O wiele większy poziom bezpieczeństwa zagwarantuje dopiero przestawienie całego transportu na autonomiczność.

W dłuższej perspektywie posiadanie samochodu bez systemu autonomicznego będzie jak posiadanie konia. Można go mieć z powodów sentymentalnych, ale nie pełni funkcji rzeczywistego środka transportu.

SpaceX

Dziś SpaceX brany jest za czołowego przedstawiciela wyścigu prywatnych firm w kosmos. Nie zawsze jednak tak było. Potęga Falconów rodziła się bowiem w bólach. Falcon 1 osiągnął orbitę dopiero przy czwartej próbie, 28 września 2008 r. Przed jej startem Elon Musk powiedział swojej żonie, że jeśli i tym razem się nie uda, będą musieli wyprowadzić się do piwnicy jego rodziców.

Skąd jednak wziął się przełom, jaki do aeronautyki kosmicznej wprowadził SpaceX?

To naprawdę zwariowane, że budujemy te skomplikowane rakiety i po każdym locie je roztrzaskujemy. Szaleństwo!

SpaceX udowodnił, że rakiety nie muszą być jednorazowe. Stało się to niedługo po tym, gdy jedynym statkiem kosmicznym zdolnym zdolnym transportować ludzi na Międzynarodową Stację Kosmiczną został rosyjski Sojuz.

W świetle aneksji Krymu i formalnego zerwania więzi wojskowych z Rosją [rakieta] Atlas V nie może być określana jako zapewniająca bezpieczny dostęp do przestrzeni kosmicznej naszemu narodowi, skoro dostawa jej głównego silnika zależy od zgody prezydenta Putina.

Odpowiedzią SpaceX stał się statek Dragon 2, któremu udało się testowo polecieć na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Kolejny lot na Międzynarodową Stację Kosmiczną odbędzie się już z udziałem żywej załogi.

Eksploracja Marsa

Plany Muska sięgają jednak zdecydowanie dalej.

Poleciałbym na Marsa. Zdecydowanie. Byłoby świetnie urodzić się na Ziemi i umrzeć na Marsie. Najlepiej nie w miejscu zderzenia.

On sam chce się stać jednym z pierwszych lokatorów Czerwonej Planety. Ludzie mają tam trafić już w 2024 r. i założyć kolonię, która pozwoliłaby nam stać się gatunkiem międzyplanetarnym.

O ile nam wiadomo do tej pory, nie ma żadnego dowodu na istnienie życia na Marsie. Co najwyżej możemy liczyć na jakieś podziemne mikroorganizmy. (…) Skoro nie ma tam życia, nie ma tu żadnej kwestii moralnej. A w pewnym sensie niemoralne byłoby zaniechanie [kolonizacji na Marsie], jeśli w efekcie miałaby ona zapewnić przetrwanie ziemskiego życie w znanej nam formie.

W kolonizacji Marsa Musk kieruje się dobrem ludzkości, jako gatunku, który z różnych powodów będzie musiał opuścić Ziemię. Wśród najbardziej palących problemów wymienia zmiany klimatyczne czy rosnące napięcia pomiędzy mocarstwami nuklearnymi.

[Eksploracja kosmosu] nie jest tak ważna jak na przykład służba zdrowia, ale ważniejsza niż na przykład kosmetyki. Generalnie jestem zwolennikiem kosmetyków, lubię je, są świetne. Ale, wiecie albo szminka, albo kolonia na Marsie.

Przyszłość

Pomysły Muska wykraczają daleko poza transport, akumulatory czy nawet Marsa. Jeden z jego pomysłów dotyczy choćby połączenia naszych mózgów ze światem cyfrowym.

Obecnie mamy ograniczoną przepustowość. Tworzymy cyfrowe „ja” za pomocą maili, komputerów, aplikacji. Praktycznie jesteśmy nadludźmi, ale bardzo ogranicza nas przepustowość interfejsu między korą mózgową a naszym cyfrowym „ja”. Przezwyciężenie tego ograniczenia będzie bardzo ważne w przyszłości.

A to dopiero początek. Maciej Gablankowski, autor książki „Elon Musk. Co naprawdę myśli”, zabrał się za tłumaczenie najciekawszych wypowiedzi Elona w wywiadach i prezentacjach na YouTubie, a później posegregował je w zgrabną całość opowiadającą historię self-made-mana.

„Sądzę, że prawdopodobnie zbyt wiele tęgich umysłów zajmuje się siedzeniem w sieci, finansami czy prawem. To jeden z powodów, dla których widzimy tak niewiele innowacji.”

Książka podzielona jest podobnie jak ulubiona lektura Muska z młodości, czyli Autostopem przez Galaktykę. W Życiu, Wszechświecie i całej reszcie dowiadujemy się, co inspiruje Elona. W Cześć, i dzięki za ryby poznajemy jego punkt widzenia na kosmiczną eksplorację. Później, w Autostopem przez Galaktykę zabieramy się wspólnie na przejażdżkę elektryczną Teslą, aby w Restauracji na końcu świata porozmawiać pieniądzach, bez których jego firmy nie mogłyby się kręcić. Książkę kończy W zasadzie niegroźna, czyli fragment o planach wizjonera na przyszłość.

Książkę pochłania się jednym tchem w ciągu kilku przyjemnych posiedzeń.

Polecam ją szczególnie jako motywator do przezwyciężania własnych słabości i inspirację do udowadniania sobie, że niemożliwe nie istnieje. Po lekturze Musk jawi się jako nieprzeciętna, krystalicznie czysta jednostka. Nieprzeciętny zdecydowanie jest, ale jego historia ma również nieco ciemniejsze karty. Od oskarżeń o pedofilię wysuwanych w stosunku do tajskiego ratownika, przez próbę wpłynięcia na Wall Street, po nie najlepsze warunki pracy w Tesli – postać Elona Muska ma wiele wymiarów. Zgadzam sie, że bledną one wobec kosmicznej eksploracji czy przeniesienia motoryzacji na elektryczne tory, ale nieco brakuje ich odnotowania.

Elon Musk zmienia naszą rzeczywistość, choć sam płaci za to dużą cenę. Pracuje za dwóch lub trzech stanowiskach i jeszcze tweetuje z fanami. Świat bez nie niego nie tylko byłby inny, ale i zdecydowanie nudniejszy.

Dobrze mieć swojego Iron Mana.

Książkę wydało wydawnictwo Znak w cenie 25 zł.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji