Jak esencja wszystkiego, co świetne w The Walking Dead. Days Gone jest znacznie lepsze niż sądzicie – recenzja

Recenzja/Gry 25.04.2019
Jak esencja wszystkiego, co świetne w The Walking Dead. Days Gone jest znacznie lepsze niż sądzicie – recenzja

Jak esencja wszystkiego, co świetne w The Walking Dead. Days Gone jest znacznie lepsze niż sądzicie – recenzja

Nigdy nie przejeżdżaj z pełną prędkością obok stacji paliwowej – to lekcja, którą przyswoiłem niemal tracąc życie. Naprężona linka na wysokości torsu była ledwo widoczna w świetle księżyca. Przeciąłem ją, a następnie pieszo podszedłem do dystrybutorów. Czterech bandytów śpi w środku stacji. Jeden ma wartę na dachu. Gdyby to była typowa gra, wpadłbym do środka i powystrzelał towarzystwo. To jednak Days Gone. O wiele więcej frajdy sprawiło mi napuszczenie na obóz hordy zombie, obserwując widowisko z pobliskiego wzgórza.

Nie będę ukrywał – nie sądziłem, że Days Gone może okazać się hitem na miarę God of War, Uncharted 4, Horizon Zero Dawn czy Bloodborne. Za grę na wyłączność dla PlayStation 4 odpowiada bowiem Bend Studio – ekipa, która ostatnie dziesięciolecie żyła w cieniu pozostałych producentów pracujących dla Sony. Podczas gdy inni tworzyli wielkie dzieła pokroju The Last of Us, Bend zajmował się mniejszymi projektami w stylu Resistance: Retribution dla PSP czy Uncharted: Golden Abyss dla Vity.

Przyznaję, nie doceniłem Bend Studio. Ich Days Gone jest o kilka długości lepsze niż zakładałem.

Spodziewałem się gry, w której fabuła będzie banalna i naciągana, a bohaterowie drewniani. Myślałem, że dostanę toporny model walki i jeszcze gorszy tryb jazdy motocyklem. Przypuszczałem, że jedynym wyróżnikiem Days Gone będzie horda, czyli kilkaset zombie polujących na gracza jak jeden organizm. Nie liczyłem na więcej niż średniaka z oceną 6/10 lub 7/10, przy którym ambitna wizja zderza się z realnymi możliwościami producentów.

Bardzo się pomyliłem.

Gdybym musiał wystawić Days Gone ocenę w 10-punktowej skali, 8+/10 należy się tej grze jak psu buda. Survival dla konsoli PS4 jest lepszy, większy, ładniejszy, dłuższy i bardziej rozbudowany niż zakładałem. Niestety, żadna przedpremierowa prezentacja i żaden let’s play nie jest w stanie dobrze oddać jakości gry. Aby poznać Days Gone, trzeba spędzić z tytułem masę czasu. Bend Studio stworzyło bowiem epicką przygodę na kilkadziesiąt godzin (jestem pozytywnie zszokowany długością gry), która stale ewoluuje i zaskakuje.

Days Gone przeszedłem po kilkudziesięciu godzinach. Cały ten czas gra nieustannie się zmieniała.

W ciągu kilkudziesięciu godzin bohater przechodzi gigantyczną ewolucję. Zaczyna jako podrzędny łowca zleceń, dla którego grupka od 4 do 6 zombie może stanowić zagrożenie. Gdy jesteśmy blisko napisów końcowych, heros jest już znanym w całym Oregonie eksterminatorem hord. Jednoosobową armią, dla której sto, dwieście czy pięćset (absolutnie nie przesadzam) żywych trupów to żaden problem. Wszystko dzięki poziomom doświadczenia oraz rozwojowi postaci, który został kapitalnie wdrożony.

W Days Gone każda czynność czemuś służy. Eksplorując otwarty świat nigdy nie będziecie marnować czasu. Każda zerwana roślina, każdy podniesiony grzyb, każdy upolowany zombie, każdy przeszukany budynek i każdy pokonany bandyta przybliża nas do zostania łowcą doskonałym. Surowce, punkty doświadczenia, waluta oraz zaufanie – to cztery składniki sukcesu, które non stop warto pozyskiwać. Idąc w teren nigdy nie wraca się z pustymi rękoma. Zdobyte przedmioty wpływają na oferty sklepów i dostępność lepszych broni. Zdobyte doświadczenie rzutuje na umiejętności specjalne. Zdobyte pieniądze sprawiają, że nasz motocykl zamienia się z rupiecia w prawdziwego demona szos.

Z każdą misją fabularną, dodatkowym zleceniem czy zwykłą eksploracją terenu coś się zmienia. Rozwijamy się i uczymy się czegoś. Właśnie to jest kapitalne. Podczas rozgrywki czuć nieustanny progres. Dzięki temu stajemy się odważniejsi. Odwiedzamy miejsca, które wcześniej omijaliśmy. Pokonujemy własny strach i krok po kroku zyskujemy kontrolę nad światem, który został ludzkości brutalnie wyrwany na skutek epidemii tajemniczego wirusa.

Jednak nigdy, ale to nigdy Days Gone nie sprawia, że czujemy się niezniszczalni. Zagrożenie ciągle wisi nad graczem.

Jeśli hordzie uda się zaskoczyć gracza i dopaść go setkami wyciągniętych rąk, nie ma znaczenia czy mamy pierwszy, dwunasty lub czterdziesty piąty poziom doświadczenia. Smierć jest przesądzona. No i to jest świetne. Podwójna seria ze strzelby w bliskiej odległości zawsze położy gracza. Mina zawsze rozerwie go na strzępy. Świat Days Gone do samego końca jest niegościnny, niebezpieczny i najeżony wyzwaniami. Bohater może zrobić wiele aby nieco unormować sytuację w regionie, ale całego plugastwa nigdy nie wypleni.

Bardzo mi się podoba, że w Days Gone trzeba eliminować zombie z głową. Jeśli uda nam się zniszczyć hordę, lecz pozostawimy gniazda lęgowe, ta wróci po kilku dniach. Dlatego eksterminacja musi być przemyślana. Realizowana w oparciu o mapę regionu, szlaki wędrówki hord oraz miejsca lęgowe. Twórcy zrobili zaskakująco wiele aby nadać swoim zombie charakteru oraz autentyczności. To widać. Bend Studio stworzyło cały ekosystem dla żywych trupów, w którym gracz jest tylko gościem walczącym o przetrwanie.

Świat Days Gone żyje. Zombie przejawiają zachowania stadne, a na ulicach trwa bitwa gatunków.

Przemierzając Oregon w motocyklowym siodle byłem świadkiem wielu niecodziennych wydarzeń. Patrzyłem, jak grupa żywych trupów zapędza wielkiego niedźwiedzia w kozi róg, a następnie próbuje go zjeść żywcem. Widziałem, jak poszczególne gatunki zombie walczą między sobą o dominację. Podziwiałem, jak wataha wilków zagryza żywe trupy na autostradzie. Wszystko to wydarzenia, w których gracz nie musi brać udziału. One dzieją się samoczynnie, bez naszej woli. Doskonale pokazuje to, jak zmarginalizowany stał się człowiek w świecie Days Gone.

Oczywiście sprytny gracz będzie próbował rozegrać każdą sytuację na własną korzyść. Na przykład dobije wcześniej wspomnianego niedźwiedzia, a później weźmie jego mięso. Zapoluje na wilki, a następnie sprzeda ich skóry w obozie. Dlatego zawsze warto zbaczać z głównych ścieżek i eksplorować teren na własną rękę. Można znaleźć wtedy niezwykle cennych zakładników do uratowania, a może nawet odnaleźć placówkę badawczą z nowoczesnym sprzętem. Jak pisałem wcześniej – tutaj zawsze jest co robić. Czy to realizacja misji fabularnej, czy polowanie na sarny.

W ten wspaniały, żywy, groźny i otwarty świat Bend Studio wcisnęło opowieść o miłości i stracie.

Przed wybuchem epidemii główny bohater był członkiem gangu motorowego, zakochanym po uszy w wykształconej, ułożonej kobiecie z Seattle. Niecodzienna para miała się ku sobie, a pani naukowiec niedługo później została jego żoną. Niestety, gdy nadeszły zombie, protagonista zostaje rozdzielony od swojej połówki. Żona trafia do obozu, który chwilę potem zostaje zmasakrowany przez żywe trupy. Bohater obwinia się o jej śmierć, dzień w dzień tracąc wolę do życia. To zmienia się dopiero wtedy, gdy przyjaciel herosa znajduje się w wielkim niebezpieczeństwie.

Narracja w Days Gone zdecydowanie nie jest na tak mistrzowskim poziomie jak w The Last of Us. Przerywniki filmowe nie zostały tak kapitalnie wyreżyserowane jak w Uncharted 4. Muzyka towarzysząca obrazowi nie chwyta za serce jak w Horizon Zero Dawn. Mimo tego doceniam starania Bend Studio. Producenci zrobili naprawdę wiele, aby Days Gone nie było puste narracyjnie. W grze znajduje się masa filmów oraz linii dialogowych. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że… zbyt wiele.

Częste powroty bohatera do przeszłości wiążą się z odgrywaniem takich retrospektywnych scen jak odbieranie żony z pracy czy wspólny spacer w świetle księżyca. Wszystko to poprzedzone długimi ekranami ładowania. Podczas tego typu ujęć ma się wrażenie, że w Bend Studio starali się aż za bardzo. Deweloperzy tak bardzo chcieli pokazać, że potrafią snuć dojrzałą, wiarygodną i autentyczną opowieść, że doprowadzają do przesytu. Uwielbiam dobre historie w dobrych grach, ale oglądając kolejne wspominki bohatera marzyłem o powrocie do otwartego świata. Nie to, żeby protagonista był nieciekawy albo bez charakteru. Po prostu co za dużo, to niezdrowo.

Problemem Days Gone są także bugi. Tych jest masa, a część hamuje postęp gracza.

Kilkukrotnie musiałem wczytywać poprzedni stan zapisu, bo gra uniemożliwiała mi wykonanie misji. Postać którą miałem eskortować po prostu zastygła. Nie było z nią już żadnego kontaktu. Innym razem główny bohater usiadł na motocyklu… tyłem na przód, a następnie wystrzelił w powietrze z prędkością wojskowego myśliwca. Na własne oczy widziałem, jak zombie zapadały się pod ziemię. Innym razem kluczowy przedmiot dla fabuły nie znajdował się tam gdzie powinien.

Gry z otwartym światem są w naturalny sposób narażone na większą liczbę błędów. Trzeba jednak mieć na uwadze, że liczba bugów w Days Gone jest ponadprzeciętna. Na szczęście system zapisu w tle działa rewelacyjnie. Nigdy nie straciłem więcej niż minutę – dwie minuty rozgrywki. Do tego samo Bend Studio usilnie pracuje nad redukcją baboli. W przeciągu kilkunastu dni z wersją recenzencką aż trzykrotnie pobierałem aktualizacje naprawiające aspekty rozgrywki. Ekipa w pocie czoła szlifuje swoje dzieło na ostatniej prostej.

Days Gone miał być średniakiem. Zamiast tego tytuł dołącza do panteonu najlepszych gier dla PS4.

Otwarty, żyjący, stale ewoluujący świat. Sensowny rozwój postaci i motocyklu. Przerażająco wyglądające hordy. Kapitalny mechanizm zmian warunków pogodowych. Kilkadziesiąt godzin intensywnej rozgrywki. Masa znajdziek. Możliwość kontynuowania przygody po przejściu głównego wątku fabularnego. Piękna warstwa wizualna. To wszystko zalety, dzięki którym Bend Studio wraca do pierwszej ligi deweloperów pod sztandarem Sony i PlayStation.

Days Gone jest znacznie lepsze niż przypuszczałem. To większa, bardziej skomplikowana, ładniejsza i dłuższa produkcja niż przypuszczałbym w nawet najbardziej optymistycznym scenariuszu. Pomyliłem się w początkowej ocenie tego projektu, ale jeśli każda moja pomyłka ma obfitować w kapitalną, rozpisaną na kilkadziesiąt godzin przygodę, mogę się mylić notorycznie.

Największe zalety:

  • Wielka przygoda dla jednego gracza na kilkadziesiąt (!) godzin
  • Otwarty świat stale ewoluuje i żyje własnym życiem
  • Rewelacyjna oprawa wideo
  • Zmienne warunki pogodowe, dynamiczne śnieżyce i opady
  • Hordy! Zarówno ucieczka przed nimi, jak i walka
  • Rozwój postaci; od żółtodzioba do survivalisty
  • Motocykl, system paliwa, szybkiej podróży i rozbudowy pojazdu
  • Gra stale zaskakuje, nawet po kilkunastu godzinach
  • Możliwość kontynuowania rozgrywki po przejściu głównego wątku
  • Masa znajdziek i misji pobocznych

Największe wady:

  • Kopalnia bugów
  • Zbyt dużo narracyjnych scen z przeszłości
  • Długie ekrany ładowania
  • Ścinki i zacinki. Nawet na PS4 Pro
  • Krwiożercza woda

Days Gone to jedna z najlepszych gier na wyłączność dla PlayStation 4. Survival zajmuje miejsce zaraz za wielkim podium (Bloodborne, God of War, Uncharted 4), ale bez cienia wątpliwości współtworzy panteon najlepszych gier wideo aktualnej generacji.

Niespodziewana rewelacja.

Dołącz do dyskusji