W erze cyfrowej komunikacji tracimy umiejętność czytania ze zrozumieniem

Felieton/Media 13.04.2019
W erze cyfrowej komunikacji tracimy umiejętność czytania ze zrozumieniem

W erze cyfrowej komunikacji tracimy umiejętność czytania ze zrozumieniem

Pod tekstem mojego kolegi redakcyjnego o problemach z klawiaturami Maców przeczytałem śmieszny komentarz, upominający go, by nie robił litrówek w tekście.

Uznałem, że to ciekawe igranie z konwencją w jakiej był napisany tekst i jego tytuł. Kolejny komentarz już mnie zastanowił. Może komentujący nie załapał żartu? Przy dziesięciu kolejnych oraz po kilku wiadomościach do redakcji już wiedziałem, że gdzieś w trakcie rewolucji technologicznej zatraciliśmy umiejętność czytania ze zrozumieniem.

Gdy miałem sześć lat, dorwałem się do biblioteczki rodziców. Ponieważ pociągała mnie fantastyka, sięgnąłem po książkę, na której okładce była rakieta kosmiczna. Był to „Eden“ Stanisława Lema. Niestety umiejętność czytania ograniczała się u mnie do składania liter w słowa, a słów w zdania. Nie miałem w swoim intelektualnym arsenale umiejętności odczytywania językowych środków stylistycznych typu metafora, a i większość związków frazeologicznych i idiomów odczytywałem dosłownie. Byłem po prostu niedojrzałym czytelnikiem.

Czytało mi się bardzo trudno. Pamiętam, że w którymś momencie padają słowa, że bohater został oślepiony błyskiem światła. Byłem przekonany, że od tego momentu jest już niewidomy! Dziwiłem, się, że w kolejnej scenie może swobodnie się rozglądać.

Podobna nieumiejętność staje się naszym udziałem w erze komunikacji internetowej.

Umiemy składać litery w zdania, ale na tym koniec. Metafora, pytanie retoryczne, niedomówienie pozostawione domyślności czytelnika? Nie ma szans.

Mam wrażenie, że gdyby dziś dla nas pisał Ernest Hemingway, na temat jego dzieła pt. „Komu bije dzwon” pojawiłyby się komentarze: „Clickbait! Nie dowiedziałem się, komu bije dzwon!“.

Dzięki łatwości wypowiedzi w internecie zanika rozróżnienie między wypowiedzią potoczną, a wypowiedzią stylizowaną w języku pisanym. W internecie spotykam coraz częściej teksty brzmiące tak, jakby autor spisał swoją ustną, chaotyczną i nieprzemyślaną wypowiedź. I nie dziwię mu się wcale – trafi tym sposobem do większości czytelników, którzy nie będą musieli się zastanawiać, jaka jest odpowiedź na pytanie retoryczne. Wychowani na takim zapisie czytelnicy później sami próbują pisania. Niektórzy mierzą się choćby z prozą, co można zobaczyć na popularnym wśród młodzieży portalu Watpad.

Pytanie, czy to tak naprawdę źle?

Język ewoluuje od zawsze, a większa „odruchowość“ wypowiedzi powoduje, że bariera między słowem pisanym a mówionym się zaciera. Książki beletrystyczne wciąż pisze się inaczej, stosując najróżniejsze środki stylistyczne, ale zapewne ulegnie to zmianie. Ja jednak kibicuję drugiej stronie.

Skoro wykonaliśmy już największy wysiłek: czytamy artykuły w internecie, komentujemy je, zastanawiamy się nad ich treścią. Postarajmy się, by  czegoś nas nauczyły.

Dlaczego ten dziwak autor postawił pytanie w tytule, a pierwsze zdanie jego wypowiedzi nie odpowiada na nie? Jak skonstruował swoją wypowiedź? Może nie należy wszystkiego brać dosłownie. Może pod niektórymi słowami i zdaniami ukryte jest inne znaczenie?

Zapoznanie się z bogactwem języka i wypowiedziami innymi niż dosłowne i oceniające (jak określał je Arystoteles: „w stylu niskim”), pozwoli lepiej wyrazić własne myśli, zrozumieć innych, a nawet wpłynąć na tego, kto czyta naszą wypowiedź.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji